fanfiki tolkienowskie
Spis tre┼Ťci


[Komentarzy - 2] Drukuj

- Rozmiar czcionki +
Notatka autora:
"Potrawk─? i no??em" - zrodzi??o si─? z pog??osek, ??e w wersji rozszerzonej "Dw??ch wie??" Eowina ma cz─?stowa─? Aragorna jak─??? niestrawn─? polewk─?, ??e Aragorn ma ob??askawia─? Brego oszala??ego po ??mierci Theodreda i z kompletnie niezrozumia??ej dla mnie sceny, w kt??rej Aragorn krzy??uje sztylet z mieczem Eowiny.
Potrawk─ů i no┼╝em


Wybieg┼éa wzburzona na taras. Tak niewiele brakowa┼éo, by mu uleg┼éa, by przytuli┼éa si─Ö do jego nienawistnego cia┼éa. S┼éusznie nazywano go Gadzim J─Özykiem - potrafi┼é s─ůczy─ç jad i zaciemnia─ç umys┼éy s┼éuchaczy, jak nikt inny. Najlepszym dowodem kr├│l, kt├│rego Grima omota┼é ca┼ékowicie. A jak potrafi┼é si─Ö wczu─ç w jej sytuacj─Ö! Jak doskonale zna┼é jej samotno┼Ť─ç, jej pragnienie wyrwania si─Ö na swobod─Ö, zaznania mi┼éo┼Ťci. Tak j─ů porazi┼é przenikliwo┼Ťci─ů, ┼╝e niemal wtuli┼éa policzek w jego d┼éo┼ä, ale w por─Ö si─Ö opami─Öta┼éa i rzuci┼éa mu w twarz to, co o nim my┼Ťli. Nie wiedzia┼éa tylko, jak d┼éugo b─Ödzie jeszcze w stanie znosi─ç wstr─Ötne zaloty kr├│lewskiego faworyta - teraz nie m├│g┼é jej ju┼╝ broni─ç ani kuzyn, ani brat.
Mocny wiatr rozwiewa┼é w┼éosy Eowiny i oczyszcza┼é jej umys┼é ze z┼éych my┼Ťli. Pobieg┼éa wzrokiem ku g├│rom, ku o┼Ťnie┼╝onym szczytom, ale co┼Ť na r├│wninie zwr├│ci┼éo jej uwag─Ö. Je┼║d┼║cy? Tak, trzej je┼║d┼║cy na roha┼äskich koniach. C├│ra rohirrimskich kr├│l├│w zna┼éa z imienia wi─Ökszo┼Ť─ç wierzchowc├│w z oddzia┼éu III marsza┼éka Riddermarchii - to by┼é Arod, Hasufel i.... tak, to przecie┼╝ sam Cienistogrzywy, ale je┼║d┼║c├│w nie zna┼éa. Mearasa mo┼╝e dosiada─ç tylko czarodziej Gandalf, a wi─Öc to zapewne on, cho─ç szaty ma bia┼ée. Ale dwaj pozostali? Nie, trzej, widzia┼éa to teraz wyra┼║nie - Arod ni├│s┼é m─Ö┼╝czyzn─Ö i grube dziecko. Zmierzali do Edoras, wi─Öc pr─Ödzej czy p├│┼║niej dowie si─Ö, o co tu chodzi, szczeg├│lnie, ┼╝e Gandalf na pewno zaraz pod─ů┼╝y do kr├│la. Sylwetki galopuj─ůcych ros┼éy w oczach.
W tej chwili flaga Rohanu, szarpnięta mocniejszym podmuchem wiatru, spłynęła za palisadę grodu, prosto pod kopyta Hasufela. Jeździec, wysoki wojownik w ciemnym, sfatygowanym ubraniu, spojrzał na flagę, lecz jej nie podniósł, nawet nie zwolnił, lecz wjechał za towarzyszami w bramę.
Odwo┼éana do gospodarskich zaj─Ö─ç, Eowina wyrwa┼éa si─Ö z dworskiej kuchni na odg┼éosy walki dobiegaj─ůce z Meduseld. Kiedy wpad┼éa do wielkiej sali, zobaczy┼éa, ┼╝e Gandalf stanowczym krokiem podchodzi do Theodena z wyci─ůgni─Öt─ů lask─ů, m├│wi─ůc co┼Ť gniewnie. Powodowana trosk─ů o wuja, rzuci┼éa si─Ö ku niemu, lecz schwyci┼éy j─ů czyje┼Ť mocne r─Öce i osadzi┼éy w miejscu niczym sp┼éoszonego ┼║rebca. Ksi─Ö┼╝niczka ze zdumieniem spojrza┼éa na m─Ö┼╝czyzn─Ö, kt├│ry o┼Ťmieli┼é si─Ö tak j─ů potraktowa─ç w jej w┼éasnym domu - i ujrza┼éa tego wysokiego wojownika w znoszonym ubraniu, kt├│ry dosiada┼é Hasufela. Co wi─Öcej, napotka┼éa jego wzrok, kt├│rym nakazywa┼é jej spok├│j. Us┼éucha┼éa go natychmiast i nie wyrywa┼éa si─Ö, tym bardziej, ┼╝e takich oczu... takich oczu jeszcze nie widzia┼éa: by┼éy cudownie niebieskie, wyraziste, wpatrzone w ni─ů z uwag─ů, trosk─ů i wielk─ů dobroci─ů; nie dostrzega┼éa, ┼╝e otaczaj─ů je spl─ůtane w┼éosy, ┼╝e m─Ö┼╝czyzna ma kilkudniowy zarost, brudn─ů koszul─Ö i ub┼éocony d┼éugi p┼éaszcz. Czu┼éa za to otaczaj─ůc─ů go jej ulubion─ů wo┼ä - mieszanin─Ö zapachu konia, wiatru i znoszonej sk├│ry. Pomy┼Ťla┼éa, ┼╝e przyjemnie by┼éoby si─Ö do niego przytuli─ç, ale oczywi┼Ťcie tego nie zrobi┼éa - mimo ┼╝e cz┼éowiek ten budzi┼é w niej dziwne zaufanie, to przecie┼╝ obcy, a ona jest ksi─Ö┼╝niczk─ů Rohanu!
Tymczasem sytuacja w sali zmieni┼éa si─Ö ca┼ékowicie: Gandalf nikomu ju┼╝ nie grozi┼é lask─ů, kr├│l sta┼é przed tronem o w┼éasnych si┼éach i - czy to mo┼╝liwe? - m┼éodnia┼é w oczach, a Grima czo┼éga┼é si─Ö w kierunku wyj┼Ťcia. Fascynuj─ůcy przybysz pu┼Ťci┼é ju┼╝ Eowin─Ö i wraz z pozosta┼éymi szed┼é na taras, by wygna─ç Gadziego J─Özyka z Edoras i z┼éo┼╝y─ç kr├│lowi nale┼╝ny mu ho┼éd. Eowina widzia┼éa przez ┼ézy, jak bez wahania ukl─ůk┼é przed Theodenem, po czym wsta┼é i wzni├│s┼é okrzyk na jego cze┼Ť─ç, podj─Öty przez Rohirrim├│w zgromadzonych ju┼╝ przed Z┼éotym Dworem. Dziwny cz┼éowiek: skromny i w┼éadczy zarazem, gro┼║ny i ┼éagodny, a nawet mi┼éosierny - nie pozwoli┼é Theodenowi zabi─ç Grimy. Ksi─Ö┼╝niczka poczu┼éa, ┼╝e serce zaczyna jej ┼╝ywiej bi─ç i ┼╝e przybysz wcale nie jest jej oboj─Ötny. Tylko czy on zechce si─Ö ni─ů zainteresowa─ç? W g┼éowie Eowiny zacz─ů┼é kie┼ékowa─ç pewien pomys┼é...

Jaka pi─Ökna, pomy┼Ťla┼é Aragorn, chwytaj─ůc przestraszon─ů dziewczyn─Ö, kt├│ra wpad┼éa do hali z okrzykiem ÔÇ×wuju!ÔÇŁ. Po nim pozna┼é, ┼╝e to Eowina, siostra Eomera. Spojrza┼é jej w oczy, nakazuj─ůc spok├│j, i ksi─Ö┼╝niczka jakby stopnia┼éa mu w r─Ökach. Zobaczy┼é, ┼╝e nie b─Ödzie pr├│bowa┼éa przeszkodzi─ç Gandalfowi, i ca┼éa uwag─Ö skupi┼é na dzia┼éaniach czarodzieja.

Zanim nareszcie usiad┼é z Gimlim i Legolasem do sto┼éu, wyk─ůpany w kr├│lewskiej ┼éa┼║ni, przebrany w czyst─ů koszul─Ö i g┼éodny jak wilk, zrobi┼éo si─Ö ciemno. Gimli jad┼é ze smakiem, pobekuj─ůc rozg┼éo┼Ťnie, ale Aragorn nie mia┼é ju┼╝ si┼é wci─ů┼╝ go upomina─ç. Teraz pali┼é fajk─Ö i usi┼éowa┼é przekona─ç kr├│la do zbrojnego wyst─ůpienia przeciwko Sarumanowi. Theoden najwyra┼║niej zapomnia┼é o swoim niedawnym niedo┼é─Östwie, bo ofukn─ů┼é Aragorna i zarz─ůdzi┼é ewakuacj─Ö do Helmowego Jaru. Mimo ┼╝e reprymenda nie by┼éa przyjemna, Stra┼╝nik przyj─ů┼é j─ů z pokor─ů; wci─ů┼╝ nie potrafi┼é - a mo┼╝e nie chcia┼é? - obudzi─ç w sobie kr├│lewskiego majestatu, a poza tym znajdowa┼é si─Ö na terenie innego, prawowitego kr├│la. To ─çwiczenie by┼éo jednak niczym w por├│wnaniu z katuszami, jakie musia┼é znosi─ç przy posi┼éku, i to z u┼Ťmiechem. Ot├│┼╝ Eowina postanowi┼éa ugo┼Ťci─ç wojownika, kt├│rego ka┼╝dy ruch ┼Ťledzi┼éa ukradkiem, i osobi┼Ťcie przyrz─ůdzi┼éa dla niego potrawk─Ö. Zobaczywszy kawa┼éki mi─Ösa p┼éywaj─ůce w burej mazi z okami t┼éuszczu na powierzchni i wydzielaj─ůcej zapach nienawidzonego od dzieci┼ästwa pora - a mo┼╝e to by┼é seler; Aragorn zawsze mia┼é k┼éopoty z rozr├│┼╝nianiem tych warzyw - pomy┼Ťla┼é w panice, ┼╝e to potrawka z trolla, ale w por─Ö si─Ö opami─Öta┼é, podzi─Ökowa┼é ksi─Ö┼╝niczce u┼Ťmiechem i spr├│bowa┼é pierwsz─ů ┼éy┼╝k─Ö. U┼Ťmiech zastyg┼é mu na ustach; si┼é─ů zmusi┼é si─Ö do prze┼ékni─Öcia ostrej, przesolonej, g─Östej brei i jednego kawa┼éka mi─Ösa twardego jak podeszew, kt├│rego ┼╝adn─ů miar─ů nie potrafi┼é pogry┼║─ç. Zarumieniona dziewczyna patrzy┼éa na niego wyczekuj─ůco i w tej chwili Aragorn zacz─ů┼é podejrzewa─ç, ┼╝e wpad┼é jej w oko. Nie przysz┼éo mu to wcze┼Ťniej do g┼éowy, jako ┼╝e nigdy nie zwraca┼é uwagi na kobiece awanse, kt├│re od czasu do czasu jednak go spotyka┼éy - Arwena by┼éa jego jedyn─ů, pierwsz─ů i g┼é─Öbok─ů mi┼éo┼Ťci─ů. Nie mia┼é ani g┼éowy, ani serca do takich spraw szczeg├│lnie teraz, w obliczu szykuj─ůcej si─Ö wojny i ostatecznego pogodzenia si─Ö z odej┼Ťciem ukochanej. Grzeczno┼Ť─ç wymaga┼éa, by zachowywa┼é si─Ö dwornie, ale ani jednym gestem czy spojrzeniem nie da┼é przecie┼╝ Eowinie do zrozumienia, ┼╝e jest ni─ů zainteresowany! No tak, ale ona mog┼éa by─ç zainteresowana nim... Sk─ůd mog┼éa wiedzie─ç, ┼╝e m├│g┼éby by─ç jej dziadkiem? Z drugiej strony, je┼╝eli wszystko u┼éo┼╝y si─Ö pomy┼Ťlnie, to b─Ödzie musia┼é pomy┼Ťle─ç o kontynuowaniu dynastii, a gdzie znajdzie pann─Ö szlachetniejszego rodu i cenniejszy sojusz? W Rivendell, szepn─Ö┼éo mu co┼Ť w sercu i w oczach Aragorna pojawi┼é si─Ö taki b├│l, ┼╝e Eowina poblad┼éa, my┼Ťl─ůc, ┼╝e go┼Ť─ç z┼éama┼é sobie z─ůb na jakiej┼Ť przeoczonej ko┼Ťci. Go┼Ť─ç jednak natychmiast si─Ö zreflektowa┼é, u┼Ťmiechn─ů┼é sztywno i zagada┼é co┼Ť do elfa, jednocze┼Ťnie jakby mimochodem odsuwaj─ůc od siebie miseczk─Ö z potrawk─ů i si─Ögaj─ůc po chleb i ser. Poniewa┼╝ inni te┼╝ ko┼äczyli ju┼╝ je┼Ť─ç, Eowina wsta┼éa od sto┼éu, by osobi┼Ťcie nala─ç wszystkim miodu.

- Niecz─Östo dosiadam roha┼äskich wierzchowc├│w, ale zawsze robi─Ö to z ogromn─ů przyjemno┼Ťci─ů i szacunkiem dla tych szlachetnych zwierz─ůt - odezwa┼é si─Ö Aragorn, pykaj─ůc z fajki. Krasnolud mrukn─ů┼é co┼Ť pod nosem, elf tylko u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö. - Jestem ogromnie wdzi─Öczny Eomerowi, ┼╝e u┼╝yczy┼é nam Hasufela i Aroda.
- Nie ryzykowa┼é wiele, znaj─ůc umiej─Ötno┼Ťci elf├│w - rzek┼é bez szczeg├│lnego entuzjazmu Theoden.
Legolas sk┼éoni┼é g┼éow─Ö i rozmowa zesz┼éa na r├│┼╝nice w szkoleniu koni i je┼║d┼║c├│w w Rohanie i Mrocznej Puszczy. Aragorn rozkoszowa┼é si─Ö chwil─ů spokoju, wiedz─ůc, ┼╝e za chwil─Ö trzeba b─Ödzie porozmawia─ç o powa┼╝niejszych sprawach. Gandalf gdzie┼Ť znikn─ů┼é, Eowina trzyma┼éa si─Ö milcz─ůco na uboczu. Hama zaproponowa┼é go┼Ťciom, ┼╝e poka┼╝e im kr├│lewskie stajnie, na co kr├│l przyzwoli┼é skinieniem g┼éowy.
Poszli we tr├│jk─Ö: Hama, Legolas i Obie┼╝y┼Ťwiat. Elf chcia┼é odetchn─ů─ç czystym powietrzem, a Stra┼╝nik nie chcia┼é narzuca─ç swojej obecno┼Ťci Eowinie, na pewno przej─Ötej epizodem z potrawk─ů. To, ┼╝e nie wysz┼éa z sali, ┼Ťwiadczy┼éo o jej dumie, ale Aragorn nie chcia┼é poddawa─ç jej dalszym pr├│bom.
Stajnie okaza┼éy si─Ö przepi─Ökne: przestronne, czyste, z p┼éaskorze┼║bami pokrywaj─ůcymi ka┼╝d─ů woln─ů powierzchni─Ö drewnianych s┼éup├│w, belek i desek. Wchodz─ůcych przywita┼éy zaciekawione ko┼äskie ┼éby wychylaj─ůce si─Ö z boks├│w. Z jednego z nich dobieg┼éo gniewne parskni─Öcie, a kiedy podeszli bli┼╝ej, zobaczyli nerwowego ros┼éego gniadosza, kt├│ry tuli┼é uszy, rzuca┼é ┼ébem i przewraca┼é oczyma, w┼Ťciekle m┼é├│c─ůc ogonem. S┼éoma w boksie nie zosta┼éa zmieniona, sier┼Ť─ç rumaka by┼éa zlepiona, bujna grzywa i ogon spl─ůtane.
- Co mu się stało? - zdziwił się elf.
- Straci┼é pana - wyja┼Ťni┼é ze smutkiem Hama. - To Brego, ko┼ä Theodreda. Musia┼é wyczu─ç moment jego ┼Ťmierci i od tej chwili nikomu nie pozwala do siebie podej┼Ť─ç. Nie chce je┼Ť─ç ani pi─ç, zrobi┼é si─Ö niebezpieczny i nie bardzo wiemy, co robi─ç. Kr├│lewski koniuszy chcia┼éby wypu┼Ťci─ç go na step, ale nie mo┼╝emy teraz tego zrobi─ç, bo orkowie trafili go strza┼é─ů w szyj─Ö i rana si─Ö j─ůtrzy, a nie ma jej jak opatrzy─ç... nie podchod┼║, panie, je┼Ťli ci ┼╝ycie mi┼ée! - zawo┼éa┼é, widz─ůc, ┼╝e Aragorn zbli┼╝a si─Ö do boksu.
Stra┼╝nik nie zareagowa┼é, uwa┼╝nie przygl─ůdaj─ůc si─Ö koniowi, w kt├│rego jakby wst─ůpi┼é demon. Wspi─ů┼é si─Ö, uderzaj─ůc przednimi kopytami w bramk─Ö boksu, ale Aragorn wyci─ůgn─ů┼é powoli r─Ök─Ö i powiedzia┼é po sindarsku:
- Witaj, bracie, pozw├│l mi u┼Ťmierzy─ç tw├│j b├│l.
Legolas u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö ze zrozumieniem, ale Hama zastyg┼é z przera┼╝eniem w oczach.
Ko┼ä opad┼é na przednie nogi, spojrza┼é na cz┼éowieka jakby ze zdziwieniem... i postawi┼é uszy. Podrzuci┼é kilka razy ┼ébem, parskn─ů┼é, ale ju┼╝ bez poprzedniej z┼éo┼Ťci, i podszed┼é do bramki. Aragorn powoli zbli┼╝y┼é r─Ök─Ö do spoconej szyi Brego - dziwi─ůc si─Ö w duchu, ┼╝e ko┼ä otrzyma┼é takie kr├│lewskie imi─Ö - i delikatnie po┼éo┼╝y┼é na niej d┼éo┼ä. Rumak zadr┼╝a┼é pod dotykiem, ale nie cofn─ů┼é si─Ö; Aragorn zbli┼╝y┼é si─Ö jeszcze bardziej i zacz─ů┼é szepta─ç co┼Ť koniowi do ucha, po czym, nie zwa┼╝aj─ůc na brudn─ů sier┼Ť─ç i nie przerywaj─ůc szeptu, zacz─ů┼é wodzi─ç d┼éo┼ämi po ko┼äskiej szyi i boku. Chcia┼é przyjrze─ç si─Ö ranie, ale znajdowa┼éa si─Ö z drugiej strony. Zaczerpn─ů┼é tchu, powoli otworzy┼é bramk─Ö i nie spuszczaj─ůc oczu z ko┼äskich uszu, wszed┼é do boksu.
Brego zadrepta┼é nerwowo, ale nie zaatakowa┼é. Stra┼╝nik przeszed┼é z przodu na drug─ů stron─Ö i zobaczy┼é paskudnie, cho─ç p┼éytko rozerwan─ů sk├│r─Ö. Na brzegach rany siedzia┼éo kilka much.
Legolas nadal si─Ö u┼Ťmiecha┼é, stan─ůwszy nieco z boku z r─Ökoma skrzy┼╝owanymi na piersi, Hama natomiast sta┼é nieruchomo z otwartymi ustami i niedowierzaniem w oczach. Kiedy Aragorn po chwili wyszed┼é z boksu, ledwie powstrzyma┼é si─Ö od ┼Ťmiechu na widok miny Roha┼äczyka.
- Nie wiem, gdzie trzymacie wod─Ö, ale trzeba go napoi─ç i da─ç troch─Ö siana. Przedtem chcia┼ébym dosta─ç misk─Ö z gor─ůc─ů wod─ů i kawa┼éek czystego p┼é├│tna. Legolasie, m├│g┼éby┼Ť przynie┼Ť─ç ciemnozielony mieszek z mojej sakwy? Przemyj─Ö ran─Ö, a potem na┼éo┼╝─Ö zwyk┼é─ů ma┼Ť─ç goj─ůc─ů, kt├│r─ů tu zapewne maj─ů. - Hama skin─ů┼é niemo g┼éow─ů. - Do jutra powinien przyj┼Ť─ç do siebie, a wtedy go wyczyszcz─Ö i spr├│buj─Ö dosi─ů┼Ť─ç. Na wszelki wypadek b─ůd┼║cie jeszcze ostro┼╝ni.
- Tak, panie - wyj─ůka┼é Hama i poszed┼é poszuka─ç jakiego┼Ť stajennego.
- Zwierz─Ötom te┼╝ potrafisz pom├│c - odezwa┼é si─Ö elf. - My┼Ťla┼éem, ┼╝e tylko my umiemy sobie radzi─ç z ko┼ämi.
- Mo┼╝e i wol─Ö siod┼éo od derki, ale czego┼Ť si─Ö jednak nauczy┼éem od moich braci. Przynie┼Ť mi te li┼Ťcie athelas, dobrze? Nie chcia┼ébym go zostawia─ç samego. Mamy sobie do powiedzenia kilka rzeczy...

Zbudzi┼é si─Ö o ┼Ťwicie i jeszcze bez ┼Ťniadania poszed┼é do stajni, by dogada─ç si─Ö z koniem bez ┼Ťwiadk├│w; nie chcia┼é powodowa─ç zbiegowiska, a poza tym gdyby mu si─Ö nie powiod┼éo...
Przeliczy┼é si─Ö jednak; przed stajni─ů sta┼éo ju┼╝ kilkunastu podekscytowanych Roha┼äczyk├│w. Kochali swoje konie bez wyj─ůtku i przejmowali si─Ö losem wierzchowca lubianego dow├│dcy, a wie┼Ť─ç o jego ug┼éaskaniu roznios┼éa si─Ö szybko i ka┼╝dy chcia┼é zobaczy─ç, jak to przybysz radzi sobie ze szlachetnym zwierz─Öciem, kt├│remu nie potrafi┼é pom├│c ┼╝aden Rohirrim.
Aragorn westchn─ů┼é w duchu, u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö, przywita┼é uprzejmym s┼éowem zgromadzonych i wszed┼é do stajni. Brego natychmiast go zauwa┼╝y┼é i powita┼é cichym r┼╝eniem. Stra┼╝nik zdj─ů┼é p┼éaszcz, podwin─ů┼é lu┼║ne r─Ökawy, ┼╝eby mu nie przeszkadza┼éy, i powoli otworzy┼é bramk─Ö, przemawiaj─ůc do konia cicho po sindarsku. Brego cofn─ů┼é si─Ö, ale stan─ů┼é spokojnie, strzyg─ůc tylko uszami. Aragorn poklepa┼é go po szyi, pog┼éaska┼é po zadziwiaj─ůco mi─Ökkich chrapach i obejrza┼é ran─Ö. Zaogniona poprzedniego dnia, teraz wygl─ůda┼éa znacznie lepiej. Stra┼╝nik delikatnie star┼é ma┼Ť─ç, spod kt├│rej wyjrza┼éa r├│┼╝owa blizna. Podzi─Ökowa┼é w duchu Elrondowi, kt├│ry nauczy┼é go wszystkiego o leczniczych w┼éa┼Ťciwo┼Ťciach ziela athelas i kr├│lewskich r─ůk, po czym wzi─ů┼é ze stojaka szczotk─Ö i zgrzeb┼éo i zacz─ů┼é czy┼Ťci─ç konia d┼éugimi, mocnymi poci─ůgni─Öciami. Brego sta┼é jak pos─ůg, chwilami nastawiaj─ůc nawet grzbiet pod pieszczot─Ö w┼éosia. Nie denerwowa┼é si─Ö te┼╝ obecno┼Ťci─ů innych - widz─ůc, ┼╝e przybysz jeszcze ┼╝yje, ludzie zgromadzeni przed stajni─ů powoli weszli do ┼Ťrodka i stan─Öli p├│┼ékolem przed boksem Brego, szepcz─ůc mi─Ödzy sob─ů.
Aragorn sko┼äczy┼é i nie odwracaj─ůc si─Ö od l┼Ťni─ůcego konia poprosi┼é:
- Czy kto┼Ť m├│g┼éby mi przynie┼Ť─ç jego og┼éowie?
Po chwili najm┼éodszy stajenny poda┼é mu nad bramk─ů pi─Öknie plecion─ů uzd─Ö; rumak wzi─ů┼é w─Ödzid┼éo do pyska bez protestu i pos┼éusznie wyszed┼é z boksu, prowadzony przez Aragorna. Obserwatorzy zrobili im przej┼Ťcie, a inne konie odprowadzi┼éy spojrzeniami wilgotnych, ciemnych oczu.
Wychodz─ůc na jasne ┼Ťwiat┼éo dnia Brego wzdrygn─ů┼é si─Ö, lecz uspokoi┼é si─Ö pod dotykiem r─Öki Aragorna. Zatrzymali si─Ö przed stajni─ů. Wok├│┼é placyku sta┼éo ju┼╝ wielu Rohirrim├│w, Aragornowi mign─ů┼é te┼╝ szary kaftan Legolasa i jasna suknia Eowiny. Nie zwraca┼é jednak uwagi na ludzi; skupi┼é si─Ö na zadaniu, kt├│re go czeka┼éo. Prze┼éo┼╝y┼é delikatnie wodze przez g┼éow─Ö konia i ca┼éy czas przemawiaj─ůc do niego po elficku - p├│┼║niej na pytanie Legolasa odpowiedzia┼é, ┼╝e recytowa┼é poemat o Naharze - opar┼é d┼éonie na ko┼äskim grzbiecie, podskoczy┼é i znieruchomia┼é przewieszony na brzuchu w poprzek Brego. Poniewa┼╝ ko┼ä nadal sta┼é bez ruchu, poklepa┼é go po ┼éopatce i jednym p┼éynnym ruchem znalaz┼é si─Ö w normalnej pozycji je┼║d┼║ca. Brego podrzuci┼é ┼ébem, ale bardziej z animuszu ni┼╝ ze strachu czy z┼éo┼Ťci, i delikatnie ┼Ťci┼Ťni─Öty ┼éydkami ruszy┼é z miejsca. Rozleg┼éy si─Ö ciche oklaski, Aragorn nabra┼é lekko wodze i energicznym st─Öpem pojecha┼é do bramy grodu.
Porozumia┼é si─Ö z koniem Theodreda znakomicie. Wierzchowiec mia┼é wspania┼ée chody i by┼é jak odmieniony. Po kilku nawrotach k┼éusa pod palisad─ů miasta ch─Ötnie zagalopowa┼é, a kiedy Aragorn odda┼é mu nieco wodze, ruszy┼é cwa┼éem. Szumia┼éa trawa roztr─ůcana kopytami, mi─Ökko dudni┼éa ziemia, a je┼║dziec zla┼é si─Ö jakby w jedno z koniem. Pochyli┼é si─Ö nad szyj─ů Brego tak, ┼╝e jego ciemne w┼éosy spl─ůta┼éy si─Ö z czarn─ů grzyw─ů konia, a cho─ç p─Öd wpycha┼é mu powietrze do p┼éuc, roze┼Ťmia┼é si─Ö pe┼én─ů piersi─ů. Brego tylko przy┼Ťpieszy┼é, lecz Stra┼╝nik powoli ┼Ťci─ůgn─ů┼é wodze. Przeskoczyli jeszcze dla porz─ůdku d┼éugim susem przez w─ůski strumyk, a potem zatoczyli ┼éuk, zwalniaj─ůc do galopu, k┼éusa i st─Öpa. Gdy Aragorn sam lekko zgrzany, lecz na zupe┼énie suchym koniu wje┼╝d┼╝a┼é do miasta, z palisady powita┼éy go okrzyki i oklaski. Przed stajni─ů czeka┼é na niego Theoden.
- Widz─Ö, ┼╝e Theodred ma godnego nast─Öpc─Ö. W podzi─Öce za ug┼éaskanie Brego zechciej go przyj─ů─ç w darze i b─ůd┼║cie sobie druhami w ka┼╝dej potrzebie - zako┼äczy┼é kr├│l tradycyjn─ů formu┼é─ů u┼╝ywan─ů dla przypiecz─Ötowania trafnego dobrania si─Ö je┼║d┼║ca z koniem. - Dobrze si─Ö sta┼éo, bo jutro o ┼Ťwicie wyruszamy do Helmowego Jaru.
Aragorn zsun─ů┼é si─Ö po ko┼äskim boku i przyk┼éadaj─ůc pionowo u┼éo┼╝one palce do czo┼éa, sk┼éoni┼é g┼éow─Ö przed kr├│lem, po czym wprowadzi┼é Brego do stajni, starannie go roztar┼é, wyczy┼Ťci┼é kopyta, sprawdzi┼é nogi i poprosi┼é stajennych, by za jaki┼Ť czas napoili go i nakarmili. Ch┼éopcy wype┼éniali jego polecenia bez szemrania, z oczyma okr─ůg┼éymi jak spodki. Na odchodnym Aragorn poklepa┼é Brego po szyi, a podrostk├│w po plecach. U┼Ťmiecha┼é si─Ö przy tym szeroko, a wtedy jego surowa twarz promienia┼éa zara┼║liw─ů weso┼éo┼Ťci─ů.
Eowina by┼éa ┼Ťwiadkiem jego sukcesu i jej serce jeszcze bardziej zacz─Ö┼éo si─Ö wyrywa─ç ku ma┼éom├│wnemu Stra┼╝nikowi. Bardzo by chcia┼éa, ┼╝eby do niej szepta┼é r├│wnie czule, jak do Brego. I to po elficku! Bo wed┼éug Hamy, kt├│ry nie rozumia┼é ani s┼éowa z tego, co m├│wi┼é Aragorn do konia, musia┼é to by─ç j─Özyk elf├│w.

Nast─Öpne godziny Aragorn, Legolas i Gimli sp─Ödzili na snuciu si─Ö po Edoras; Rohirrimowie szykowali si─Ö do wymarszu i nie chc─ůc przeszkadza─ç, a nie bardzo mog─ůc pom├│c, przybysze nie mieli nic do roboty poza spakowaniem swego niewielkiego ekwipunku. Gandalf odjecha┼é przed po┼éudniem na Cienistogrzywym, przykazawszy Aragornowi, by nie dopu┼Ťci┼é do upadku Rogatego Grodu, poniewa┼╝ nie bardzo wierzy┼é w wojenne umiej─Ötno┼Ťci i zapa┼é Theodena. Aragorn obieca┼é czarodziejowi, ┼╝e mury wytrzymaj─ů - cho─çby mia┼é zape┼énia─ç wyrwy w┼éasnym cia┼éem, doda┼é w duchu z determinacj─ů.
W pewnej chwili przechodzi┼é przez sal─Ö, w kt├│rej Eowina wraz ze s┼éu┼╝─ůcymi wyjmowa┼éa potrzebne rzeczy ze skrzy┼ä. Ksi─Ö┼╝niczka nie zauwa┼╝y┼éa go, a w┼éa┼Ťnie uj─Ö┼éa ci─Ö┼╝ki miecz, kt├│rym zacz─Ö┼éa umiej─Ötnie wywija─ç. Aragorn zdziwi┼é si─Ö jej sprawno┼Ťci─ů i chc─ůc wynagrodzi─ç dziewczynie swoj─ů reakcj─Ö na trollow─ů potrawk─Ö, jak j─ů nazwa┼é, zaszed┼é j─ů cicho od ty┼éu, bezszelestnie wyci─ůgn─ů┼é szeroki n├│┼╝ otrzymany od Celeborna i w odpowiedniej chwili skrzy┼╝owa┼é go z kling─ů miecza. Eowina zawirowa┼éa w miejscu, zr─Öcznie odrzucaj─ůc ostrze no┼╝a i trzymaj─ůc─ů j─ů r─Ök─Ö, po czym z gorej─ůcymi oczyma przystawi┼éa miecz do gard┼éa Stra┼╝nika. Zaskoczony gwa┼étowno┼Ťci─ů reakcji Aragorn wyj─ůka┼é:
- Dobrze posługujesz się mieczem, księżniczko - i wprawnym ruchem schował nóż do pochwy.
Eowina opu┼Ťci┼éa bro┼ä.
- Kobiety Rohanu musz─ů umie─ç pos┼éugiwa─ç si─Ö mieczem, bo inaczej ┼éatwo mog─ů zgin─ů─ç. Ale ja nie boj─Ö si─Ö ┼Ťmierci - rzek┼éa hardo.
Zamiast u┼Ťmiechn─ů─ç si─Ö i zbagatelizowa─ç spraw─Ö, Aragorn spojrza┼é przenikliwie na dziewczyn─Ö i zapyta┼é powa┼╝nie:
- A czego si─Ö boisz, ksi─Ö┼╝niczko?
- Klatki. Klatki i uwięzienia, aż będzie za późno, by się z niej wyrwać i dokonać wielkich czynów. Boję się, że będę tkwiła w zamknięciu, aż nie stanie mi sił i chęci do czegokolwiek.
- Jeste┼Ť potomkini─ů kr├│l├│w, ksi─Ö┼╝niczko, i tobie taki los nie grozi - rzek┼é Aragorn. To, co mia┼éo by─ç ┼╝artobliwym spotkaniem, przerodzi┼éo si─Ö w powa┼╝n─ů rozmow─Ö, nie po my┼Ťli zapewne im obojgu. Eowina odwr├│ci┼éa si─Ö z pochylon─ů g┼éow─ů, a Stra┼╝nik wycofa┼é si─Ö z komnaty z cichym s┼éowem otuchy. Nie pom├│g┼é jej, oj, nie pom├│g┼é. Ciekawe, ┼╝e z Arwen─ů porozumiewa┼é si─Ö niemal bez s┼é├│w, jakby dzielili wszystkie swoje my┼Ťli, a z t─ů urocz─ů Rohirrimk─ů nie mo┼╝e nawi─ůza─ç kontaktu. Mo┼╝e to i lepiej?
Legolasa i Gimlego nigdzie nie by┼éo wida─ç, wi─Öc Aragorn poszed┼é do stajni sprawdzi─ç rz─ůd Brego i zobaczy─ç, czy koniowi niczego nie brakuje.
Musisz zaloguj si─? (zarejestruj si─?) by skomentowa─ç.