fanfiki tolkienowskie
Spis treści


[Komentarzy - 0] Drukuj Rozdział albo Utwór

- Rozmiar czcionki +
Około południa, zaraz po krótkim postoju dla napojenia koni, Thorin ujrzał z daleka wysokie postaci, ciągnące w ich stronę.
- Jakiś pochód - Fili wytężył swój wzrok, pochylając się.
- To ludzie. Mają jakieś towary. Nie dajcie sobie nic sprzedać - Thorin spotykał już nie raz tego typu wędrowne stragany, które cieszyły oczy, jednak oferowały jedynie bezwartościowe i często wykradzione gwałtem przedmioty.
Ludzie jednak nie zamierzali krasnoludom niczego sprzedawać. Byli za to wyjątkowo upodleni, chudzi i przemęczeni. Wyglądali bardziej jak cienie, niźli ludzie z krwi i kości. Każdy z wątłych chłopaczków niósł ze sobą skrzynie wypełnioną zapewne wartościowymi materiałami. Na końcu kolumny brodaty starzec, ubrany w szaty dostojnika królewskiego, poganiał cienkim bacikiem czerwoną krowę, siedząc na drewnianym wozie, na którym piętrzyło się jeszcze więcej pakunków. Co w nich mogło być? Drogocenne kamienie? Złoto? Kili nie mógł się napatrzeć temu pochodowi śmierci.
- Dokąd zmierzacie? - Thorin, zatrzymał się przed starcem. Ludzie przystanęli i na chwilę opuścili swój balast. Zgrzytnęło od prostujących się kości.
- Jedziemy z Północnych Wzgórz z przesyłką od władcy - odpowiedział szybko, nie chcąc wyraźnie wydać się krasnoludom podejrzany.
- Co namiestnik Fornostu miałby przysyłać do Ered Luin?
Kili zacisnął dłonie na wodzach, drgając lekko z ekscytacji, która zapłonęła w nim wielkim płomieniem. Niespokojnie spoglądał to na wuja, to na starca, chcąc wymówić wszystkie pytania, które gnały przez jego myśl. Przewodzący pochodu nieco jakby skurczył się pod wpływem tego pytania i strapił okropnie, co nadało jego twarzy wyjątkowo ponury i godny współczucia wyraz.
- Wszyscy, którzy zmierzają do Fornostu srogo się rozczarują. Odnajdą tam jedynie śmierć, głód i zarazę. Choroba toczy umysł namiestnika i całą tą przeklętą ziemię - pokręcił głową ze szczerym żalem.
- Co masz na myśli? - Kili nie wytrzymał i wychynął z pytaniem. Chwilę później zawstydził się swojej śmiałości, jednak widząc tylko nieznaczne zerknięcie na niego ze strony wuja, zmarszczył poważnie brwi i zacisnął wargi. Miał w nawyku przybierać w kontaktach z nieznajomymi maski powagi i bezgranicznego skupienia. Fili patrząc na niego w takich momentach, widział jak perfekcyjnie jego brat rozwinął w sobie zdolność naśladowania mimiki Thorina i jak usilnie starał się zwrócić na siebie tym jego uwagę, a także zasłużyć sobie na miłość wuja. Jemu wydawało się to niedorzeczne, ale przede wszystkim wielce zabawne.
Także teraz parsknął śmiechem, który zdusił od razu w futrze swojego kołnierza, udając kaszel. Kili spojrzał na brata z wyrzutem w oczach, ale nieco się rozluźnił.
- Namiestnik pokochał luksusy, pokochał złoto i diamenty. Teraz wszystko każe na nie wymieniać. Całe zboże, bydło, Fornost upada - najmłodszy z tragarzy, jeszcze mały chłopak, uniósł oczy na Kili'ego. W jego głosie słychać było gorycz, ale także nienawiść. Gorącą i żywą nienawiść spływającą strumieniem z jego języka.
- Tom, zamilknij natychmiast! - starzec podniósł się, zamachując się na chłopca.
- Biedni jesteście zatem, ludzie z Północnych Wzgórz. Tak się składa, że droga prowadzi nas do tego upadłego królestwa - Thorin odwrócił twarz, chcąc ruszyć dalej.
- Obyście szybko załatwili tam wasze sprawy, panie. I czym prędzej wrócili do domu.

Myśl o namiestniku nie opuściła Kili'ego do wieczora. Wciąż próbował wyobrazić sobie, jak ów namiestnik mógłby wyglądać. Widział w myślach różnej wielkości postać, przesuwającą się wśród piramid złota i diamentów. Widział różnokolorowe oczy, świecące w ciemności królewskich skarbców. Widział usta zaciśnięte, otwarte z zachwytu, cienkie, szerokie, a czasem i kobiece, które ukrywały się w brodzie lub tkwiły na bezwłosej twarzy.
Nie umiał sobie wyobrazić, jak namiestnik mógł wyglądać. Zerkał też często na Thorina, zastanawiając się, czy ludzki władca mógłby wyglądać jak krasnoludzki - dumny i potężny, ze spojrzeniem, które zmuszało serce do oddania i posłuszeństwa.
Thorin natomiast strapił się strasznie. Słyszał bowiem już wcześniej pogłoski o Fornoście, w którym panowała śmierć. Trucizna rozlewała się bowiem po tamtejszych ziemiach, kąsając niegdyś urodzajną glebę i powalając najsilniejsze osobniki z gatunków żyjących w tamtejszych lasach od niepamiętnych wieków. Słysząc o Balinie, zamieszkujący owe ziemie, pomyślał że ponure wiadomości z tamtejszego obszaru to jedynie plotki, jednak teraz poczuł niepokój i poważnie zastanawiał się nad kontynuowaniem wędrówki.
- Rozbijamy obóz. Most znajduje się parę godzin stąd. Zachowajmy odległość podczas nocy - odezwał się nagle i zatrzymał konia. - Fili, rozpal ogień. Kili, pierwszy trzymasz wartę. Nie chcę, by jakieś elfy zaskoczyły nas w nocy.
Mówiąc to Thorin wpatrzył się w najmłodszego z towarzyszy, przeszywając go wzrokiem na wskroś. Kili'emu krew w żyłach zmroziło i przez chwilę nie śmiał nawet drgnąć.
Wieczorem krasnoludy spożyły mniejszy posiłek niż zwykle, co nie było dla starszych niczym nowym, a dla młodszych niczym istotnym.
Kili i Fili bowiem byli niesamowicie podekscytowani perspektywą pierwszej nocy spędzonej pod gołym niebem. Kili czuł się odważny i dorosły jak jeszcze nigdy, bo wuj dał mu od razu tak odpowiedzialne zadanie. Nie mógł co prawda wiedzieć, że te ziemie są zupełnie bezpieczne i jedyne, co mogłoby zakłócić spokój kompanii, to zabłąkany, przestraszony dzik, ale w tej niewiedzy żyło mu się zupełnie dobrze. Zjadł niewiele i od razu udał się na obrzeże obozowiska, wdrapując się na niskie drzewo. Chwycił fajkę Fili'ego, wykradzioną podstępem i zapalił, zadowolony z warunków panujących tamtej nocy.
Była to bowiem wczesnoletnia noc, spokojna i cicha, idealna, zwiastująca udaną wyprawę i masę bajkowych przygód, o których marzył od dziecka. Pykając dymowe okręgi, patrzył jak obóz powoli pogrąża się we śnie.
- Coś cię martwi - Oin poprawił tobołek pod głową i zerknął w stronę Thorina, leżącego na wznak. Król miał oczy wlepione w niebo, a dłonie zaciśnięte na materiale drapiącego koca.
- Fornost spowił mrok. Nie wiem, czy jest tam, czego szukać. Balin jest mądry. Wyniósłby się z miasta, gdyby groziło mu niebezpieczeństwo. Chyba, że wpadł w tarapaty.
- Martwisz się o dzieciaki. Po co ich zabrałeś? Przecież wiedziałeś o tym, co wszyscy mówią...
Thorin zmierzył Oina spojrzeniem i odwrócił się od niego, przerzucając się na bok z westchnieniem.
- Wejdziemy do dawnego królestwa i wydrzemy naszych nawet najgorszemu przeciwnikowi.
- A co, jeśli ten przeciwnik okaże się zbyt potężny?
Thorin zastanawiał się długo, nim zdecydował się odezwać.
- Wtedy ich odeślę. Są jeszcze młodzi i całe życie przed nimi. Nie pozwolę, by mojej rodzinie coś się stało.

- Kto to? - Kili schwycił miecz, przypięty do boku i wpatrzył się w postać, wyłaniającą się z krzaków. Fili zaśmiał się na widok próbującego przybrać groźną minę brata i ułożył koc pod drzewem.
- Fili, ja dziś pilnuję...
- Przecież nie chcę ci psuć zabawy, marudo. A teraz oddawaj - wyciągnął dłoń po swoją fajkę. Kili niezbyt zadowolony z obecności brata, podał mu pachnącą świeżo palonym zielem fajkę i skulił się na gałęzi, splatając ramiona na piersi.
- Strasznie tu głośno, nie mogę spać - Fili wypuścił z płuc potężną obręcz dymu, która poszybowała aż do Kili'ego. - Ci ludzie dzisiaj wyglądali dziwnie...
- Co masz na myśli? - Kili spuścił nogi z dwóch stron gałęzi i pochylił się, by spojrzeć na brata. Fili zamyślił się.
- Gdzie była ich duma i honor, każdy człowiek, którego spotkałem zawsze nią wręcz emanował.
- A kiedy ty mogłeś spotkać jakiegoś człowieka? - Kili zaśmiał się drwiąco i poprawił na drzewie, czując jak nogi mu drętwieją.
- Kiedy ty biegałeś po lasach i polowałeś na zajączki, ja pomagałem wujowi przy handlu z ludźmi i elfami. Nie wiedziałeś? - Fili z uśmiechem uniósł oczy i wpatrzył się w stopy brata, dyndające parę metrów nad jego głową.
Kili nie wiedział. Nie miał o tym pojęcia, dlatego teraz poczuł się oszukany. Podczas kiedy on starał się jak mógł poznawać daleki świat, jego starszy brat bez starań go doświadczał.
- Złaź z drzewa. Prędzej z niego spadniesz, niż kogoś wypatrzysz.
- Przestań robić mi za matkę. Wuj zabrał mnie ze sobą, więc jestem już dorosły i powinieneś mnie traktować jak innych!
- Nie jesteś jak inni. Jesteś moim bratem.
Kili'ego niesamowicie ta uwaga zirytowała. Mimo to zlazł z drzewa, rozprostowując nogi, niezadowolony.
- Nie znoszę jak tak mówisz. Zawsze musisz mi matkować?
- O nie, tego byś nie zniósł, uwierz mi. Tylko się droczę - Fili wymierzył bratu kuksańca w brzuch, po którym ten usiadł przy nim, spychając go częściowo z koca.
- Tylko nie zaśnij na warcie.
- Nie ma mowy. Czuję się, jakbym mógł obiec wszystkie kopalnie w Ered Luin - Kili zaciągnął się zapachem tytoniu z przyjemnością, przyglądał się kółkom czynionym przez brata i dzielnie czuwał nad kompanami, aż do momentu, gdy Thorin wychynął z krzaków od strony obozu.
- Idź spać, zmienię cię.
Kili spojrzał na brata, który zasnął z fajką w zębach, wsparty o pień. Wygrzebał ze swojego plecaka koc i ułożył się przy bracie, obserwując jeszcze przez kwadrans Thorina, siedzącego na pobliskim pniu i wpatrującego się w powoli jaśniejący horyzont.
Wyruszyli wczesnym rankiem, więc Kili walczył o to, by nie spaść ze swojego kucyka. Fili co jakiś czas dźgał go łopatą w plecy, by ten podskakiwał nerwowo, strasząc konia i wywołując śmiech brata.
- Poczekaj tylko na postój. Odegram się.
- O ile ustoisz na nogach...
Notatka kocowa:
Opowiadanie umieszczane jest tak??e pod adresem:
http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/
Musisz zaloguj si? (zarejestruj si?) by skomentować.