fanfiki tolkienowskie
Spis tre┼Ťci


[Komentarzy - 0] Drukuj Rozdział albo Utwór

- Rozmiar czcionki +
S┼éo┼äce ledwo wsta┼éo, gdy pi─ůtka krasnolud├│w stan─Ö┼éa przed niewielkim domkiem na obrze┼╝ach Ered Luin. Wszyscy gotowi byli do wyprawy i mocowali ostatnie pakunki do obszernych, ko┼äskich siode┼é. Bracia z rana wybrali si─Ö do znajomego sprzedawcy silnych i przyzwyczajonych do trud├│w podr├│┼╝y kucy i wykupili od niego dwie ┼Ťredniej wielko┼Ťci sztuki. Teraz konie parska┼éy na siebie przyja┼║nie i rozgl─ůda┼éy si─Ö niepewnie w─Ösz─ůc, ┼╝e czeka je daleka wyprawa.
Fili oswaja┼é si─Ö jeszcze z siod┼éem, bo mimo ┼╝e je┼║dzi┼é wystarczaj─ůco dobrze, by utrzyma─ç si─Ö na koniu, a nawet rozwin─ů─ç nim wi─Öksze pr─Ödko┼Ťci, nigdy nie ufa┼é tym zwierz─Ötom i wola┼é czu─ç tward─ů ziemi─Ö pod stopami. Z Kilim by┼éo inaczej. Je┼║dzi┼é konno od zawsze i tak pokocha┼é te zwierz─Öta, ┼╝e gdy stara szkapa wuja, na kt├│rej uczy┼é si─Ö je┼║dzi─ç, zdech┼éa ze staro┼Ťci, d┼éugo jej los ci─ů┼╝y┼é mu na sercu. To by┼éo jednak, gdy Kili by┼é jeszcze dzieckiem. Teraz, gdy wkroczy┼é w wiek dojrzewania, ┼éatwiej przychodzi┼éo mu przyjmowanie do wiadomo┼Ťci tego typu wydarze┼ä i poza szacunkiem dla pracy zwierz─Öcia, nie mia┼é dla niego innych uczu─ç.
Fili z nieukrytym rozbawieniem obserwowa┼é brata, kt├│ry zniecierpliwiony kr─ů┼╝y┼é powolne k├│┼éka wok├│┼é kompanii, rozgl─ůdaj─ůc si─Ö bacznie na boki i co jaki┼Ť czas zatrzymuj─ůc spojrzenie na linii horyzontu.
- Nie zapomnij spojrze─ç ostatni raz na dom, nim wyruszymy - zawo┼éa┼é, k┼éusuj─ůc w jego stron─Ö.
Thorin przyjrza┼é si─Ö roze┼Ťmianym siostrze┼äcom i zamy┼Ťli┼é si─Ö powa┼╝nie, rozwa┼╝aj─ůc ponownie wszystkie za i przeciw. Z tej odleg┼éo┼Ťci wygl─ůdali jeszcze jak dzieci, kt├│re gotuj─ů si─Ö do zabawy w lesie, a nie niebezpiecznej pod wieloma wzgl─Ödami drogi. Jedynym, co uspokaja┼éo go w tym momencie, by┼éy ich umiej─Ötno┼Ťci pos┼éugiwania si─Ö or─Ö┼╝em, kt├│re zawsze niezmordowanie z nim ─çwiczyli, potrafi─ůc podnosi─ç si─Ö nawet po najci─Ö┼╝szych ciosach, kt├│re spada┼éy na nich z r─Öki kr├│la.
Thorin wci─ů┼╝ pami─Öta┼é dzie┼ä, w kt├│rym na Belegost napad┼éy gobliny z pobliskich jaski┼ä. Ob┼Ťlizg┼éa plaga oblaz┼éa ca┼é─ů wiosk─Ö w jednym momencie i wielu g├│rnik├│w zgin─Ö┼éo tamtego dnia. Gdy tylko Thorin dowiedzia┼é si─Ö o niebezpiecze┼ästwie, wsiad┼é na konia i pogna┼é w stron─Ö domu. Jakie by┼éo jego zdziwienie, gdy odnalaz┼é jeszcze dziecinnych braci w┼Ťr├│d odpieraj─ůcej atak grupy zaawansowanych wiekiem krasnolud├│w. Kili strzelaj─ůcy z ┼éuku i Fili, pilnuj─ůcy zawsze, by ┼╝aden przeciwnik nie dosta┼é si─Ö do jego brata. Gobliny zosta┼éy odparte i wyr┼╝ni─Öte do ostatniego, a Thorina rozpiera┼éa duma, gdy patrzy┼é na ubrudzonych cuchn─ůc─ů krwi─ů braci.
Wspomniane wydarzenia wzbudzi┼éy teraz nawet u┼Ťmiech, majacz─ůcy gdzie┼Ť w brodzie krasnoluda. Schwyci┼é on mocno wodze i da┼é znak do wyjazdu. Twarze braci st─Ö┼╝a┼éy. W tej samej niemal chwili odwr├│cili si─Ö w stron─Ö swojej niedu┼╝ej chatki i wstrzymali jeszcze chwil─Ö konie, nim wymieniaj─ůc si─Ö pokrzepiaj─ůcym spojrzeniem, ruszyli za wujem na ko┼äcu kolumny.
"Dom zostawmy za sob─ů, przed nami ca┼éy ┼Ťwiat", Fili u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do siebie, klepi─ůc swoj─ů klacz po szyi.
Podr├│┼╝ zacz─Ö┼éa si─Ö dla krasnolud├│w pomy┼Ťlnie. S┼éo┼äce cz─Östo prze┼Ťwieca┼éo przez niezwiastuj─ůce deszczu chmury, a wiatr nie by┼é tak mro┼║ny, jak to czasem bywa w tych stronach. Thorin jednak nie traci┼é czujno┼Ťci. Wiedzia┼é, ┼╝e te okolice s─ů jeszcze bezpieczne i wa┼╝y┼é wci─ů┼╝ ryzyko, czyhaj─ůce na nich poza granicami Ered Luin. Poza tym by┼é markotny z przymusu kierowania si─Ö w kierunku rzeki Lh├╗n. Mosty, kt├│rymi musieli bowiem j─ů przeby─ç nale┼╝a┼éy do elf├│w z Szarej Przystani, a Thorin wyj─ůtkowo nie ufa┼é tym istotom. Budzi┼éy w nim jak─ů┼Ť wewn─Ötrzn─ů melancholi─Ö swoimi smutnymi twarzami.
Szara Przysta┼ä bowiem oznacza┼éa dla elf├│w podr├│┼╝ do cudownego ┼Ťwiata, w kt├│rym mogli ┼╝y─ç bez gro┼║by ┼Ťmierci, jednak z jaki┼Ť powod├│w ka┼╝da istota decyduj─ůca si─Ö na wykorzystanie tego biletu w jedn─ů stron─Ö, ┼╝egna┼éa ┼Ür├│dziemie z ci─Ö┼╝kim sercem. Thorin nie chcia┼é si─Ö nad tym wiele zastanawia─ç, jednak kiedy┼Ť doszed┼é do wniosku, ┼╝e mu tak┼╝e by┼éoby ┼╝al opuszcza─ç wszystkie doliny i pag├│rki, do kt├│rych przywyk┼é. Serce w nim zamiera┼éo, gdy wyobra┼╝a┼é sobie po┼╝egnanie widoku szczyt├│w G├│r B┼é─Ökitnych... i innych pasm g├│rskich.
Zar├│wno Kili jak i Fili byli zachwyceni nowymi widokami, jakie si─Ö im objawi┼éy jeszcze podczas podr├│┼╝y przez kraj kopal┼ä i hut rzemie┼Ťlniczych. Nigdy nie podr├│┼╝owali dalej ni┼╝ za dolin─Ö Thrama, a i tam byli zaledwie dwa razy w ┼╝yciu, gdy wuj pozwoli┼é im si─Ö odprowadzi─ç lub uda┼éo im si─Ö wybra─ç z towarami p┼éyn─ůcymi wg┼é─ůb szlak├│w g├│rskich. Thorin zreszt─ů nie lubi┼é kiedy opuszczali rodzinne miasteczko, gdy nie by┼éo go w pobli┼╝u. Zawsze t┼éumaczy┼é im, ┼╝e ich miejsce jest w kopalni i w┼éa┼Ťnie z pracy w niej powinni czerpa─ç satysfakcj─Ö. Na nic jednak takie s┼éowa Kili'emu, kt├│ry szuka┼é zaczepki, gdzie tylko m├│g┼é. Kocha┼é by─ç w ruchu, wi─Öc cz─Ö┼Ťciej trudni┼é si─Ö ┼éowiectwem, ni┼╝ rzemie┼Ťlnictwem, co zapewnia┼éo mu w┼éa┼Ťnie podr├│┼╝e poza miasteczka i pozorne poczucie wolno┼Ťci. Le┼╝─ůc w gospodach po drodze, bracia cicho przyznawali si─Ö sobie, ┼╝e nie mog─ů si─Ö ju┼╝ doczeka─ç sypiania pod go┼éym niebem, w ha┼éasie ciemnych, nieodgadnionych las├│w.
Drugi dzie┼ä podr├│┼╝y mia┼é si─Ö ku ko┼äcowi, gdy krasnoludy zatrzyma┼éy si─Ö w gospodzie Pod S─Ökat─ů Wierzb─ů. S┼éo┼äce zasz┼éo par─Ö kwadrans├│w temu, a r─Öce podr├│┼╝nik├│w niemal przymarz┼éy do ko┼äskich wodzy, przeszywane wiatrem. Ca┼éa pi─ůtka z zadowoleniem wesz┼éa do karczmy i zakwaterowawszy si─Ö w trzech pokojach, do┼é─ůczy┼éa do towarzystwa weso┼éo popijaj─ůcego najlepsze trunki po tej stronie Ered Luin.
- Czy mnie oczy myl─ů? To┼╝ to Thorin D─Öbowa Tarcza! - da┼éo si─Ö s┼éysze─ç od jednego ze sto┼é├│w. Krasnolud odwr├│ci┼é si─Ö i ujrza┼é Yazerana, swego leciwego druha i wieloletniego przyjaciela rodziny. Fili i Kili tak┼╝e go znali. Par─Öna┼Ťcie lat temu mieszka┼é on w Belegost i opiekowa┼é si─Ö nimi pod nieobecno┼Ť─ç Thorina, jednak obowi─ůzki i duch w─Ödrowca odezwa┼éy si─Ö w nim i by┼é on zmuszony szuka─ç szcz─Ö┼Ťcia na po┼éudniu, zapuszczaj─ůc si─Ö nawet poza Eriador. Najwyra┼║niej powr├│ci┼é do G├│r B┼é─Ökitnych do┼Ť─ç dawno, bo brzuch ur├│s┼é mu znacznie, a sam krasnolud wygl─ůda┼é po prostu jak leciwy, najedzony g├│rnik, napojony kilkoma kuflami miodu, daj─ůcymi si─Ö ju┼╝ we znaki.
Zaraz ca┼éa kompania zebra┼éa si─Ö wok├│┼é sto┼éu i zacz─Öli gaw─Ödzi─ç o minionych czasach, przygodach i swoich zamiarach. Bracia wpatrywali si─Ö w starszych towarzyszy, zauroczeni ich s┼éowami, przynosz─ůcymi na my┼Ťl odleg┼ée, zielone krainy i patrzyli, jak ci powoli upijaj─ů si─Ö miodem, snuj─ůc coraz to donio┼Ťlejsze opowie┼Ťci. W ko┼äcu Fili odprowadzi┼é wuja do jego sypialni i sprawdzi┼é, czy pozostali towarzysze trafili do swoich ┼é├│┼╝ek.
Kili siedzia┼é na dole, doka┼äczaj─ůc piwo i my┼Ťl─ůc o przygodzie, jaka ich czeka. Poci─ůgn─ů┼é ostatni ┼éyk i ju┼╝ mia┼é do┼é─ůczy─ç do wuja, odp┼éywaj─ůcego w kr├│lestwo sn├│w, gdy obok niego usiad┼é Yazeran.
- Dawno ci─Ö nie widzia┼éem ch┼éopcze. By┼ée┼Ť taki - tutaj krasnolud wskaza┼é d┼éoni─ů niegdysiejszy wzrost Kili'ego - kiedy opuszcza┼éem Ered Luin. Pami─Ötam te wasze treningi z Thorinem. Bardziej wygl─ůda┼éo to jak linczowanie, ni┼╝ pojedynek, ale dzielny by┼ée┼Ť - tu krasnolud za┼Ťmia┼é si─Ö g┼éo┼Ťno i poci─ůgn─ů┼é z kufla, rozlewaj─ůc wi─Öksz─ů cz─Ö┼Ť─ç trunku na swoj─ů d┼éug─ů, czarn─ů brod─Ö.
Kili u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö lekko do tych wspomnie┼ä. Pomy┼Ťla┼é, ┼╝e tak w┼éa┼Ťnie zawsze musia┼éo wygl─ůda─ç to z daleka. Wiedzia┼é, ┼╝e jak na krasnoluda by┼é do┼Ť─ç drobny, dzi─Öki czemu szybszy, jednak nie obdarzony tak─ů si┼é─ů... przebicia. Jak m├│g┼é r├│wna─ç si─Ö ze swoim wujem, kt├│ry (by┼é tego przekonany!) m├│g┼éby zatrzyma─ç w u┼Ťcisku p─Ödz─ůcego tura?
- Ci─ůgle widz─Ö bawisz si─Ö elfickimi sposobami - Yazeran schwyci┼é ┼éuk, przypi─Öty do plec├│w Kili'ego i obejrza┼é go niech─Ötnie, a po chwili pu┼Ťci┼é zupe┼énie, wpatruj─ůc si─Ö w krasnoluda z pal─ůcym politowaniem. - S─ůdzi┼éem, ┼╝e z wiekiem dob─Ödziesz porz─ůdnej broni. Topora. Ale wci─ů┼╝ jeszcze najwyra┼║niej nie zm─Ö┼╝nia┼ée┼Ť wystarczaj─ůco - stary krasnolud pokr─Öci┼é g┼éowa i zdawa┼é si─Ö straci─ç zainteresowanie.
Kili zacisn─ů┼é d┼éonie, spuszczaj─ůc pokornie oczy. Cieszy┼é si─Ö, ┼╝e wuja nie by┼éo w pobli┼╝u, bo spali┼éby si─Ö ze wstydu ju┼╝ zupe┼énie. Zdawa┼é sobie co prawda spraw─Ö z tego, ┼╝e zar├│wno Thorin jak i inni cz┼éonkowie jego rodziny, woleliby by u┼╝ywa┼é czego┼Ť bardziej m─Öskiego. Krasnoludy s┼éyn─Ö┼éy z tego, ┼╝e nie ba┼éy si─Ö walki, a najlepiej czu┼éy si─Ö w jej centrum. Zwykle wpada┼éy na wrog├│w, rozbijaj─ůc ich szeregi pot─Ö┼╝nymi uderzeniami topor├│w. Zbryzgani krwi─ů i obici zderzeniami z przeciwnikiem, wykrzykiwali g┼éo┼Ťne przekle┼ästwa, mia┼╝d┼╝─ůc ich i tn─ůc, co do ostatniego.
Kili nijak mia┼é si─Ö do nich. Wszystko za┼éatwia┼é z odleg┼éo┼Ťci, mo┼╝na by powiedzie─ç... bardziej subtelnie. Oczywi┼Ťcie, ┼╝e umia┼é pos┼éugiwa─ç si─Ö toporem i mieczem, jednak widzia┼é w ┼éuku wiele zalet, kt├│rych inni zdawali si─Ö nie zauwa┼╝a─ç. Kiedy┼Ť nawet pr├│bowa┼é toczy─ç o tym dysputy, jednak szybko si─Ö zniech─Öci┼é. Starsze krasnoludy zawsze uwa┼╝a┼éy to za jego dziecinny kaprys i wynaturzenie. Kili postanowi┼é jednak kiedy┼Ť dowie┼Ť─ç, ┼╝e nawet z ┼éukiem krasnolud mo┼╝e sia─ç postrach w┼Ťr├│d wrog├│w.
- Prosz─Ö nie by─ç dla niego takim surowym. Kili to urodzony zab├│jca. Strzela z ┼éuku jak niejeden elf - Fili zszed┼é ze schod├│w z grzecznym u┼Ťmiechem, majacz─ůcym w jego jasnej brodzie. Opar┼é d┼éo┼ä na ramieniu brata, dodaj─ůc mu tym otuchy.
- A no w┼éa┼Ťnie. Elf! Powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie b─Ödzie tak dobrym zab├│jc─ů jak ty, dziecko. Lew bitewny, tak kiedy┼Ť b─Öd─ů na ciebie m├│wi─ç - Yazeran od zawsze darzy┼é starszego brata sympati─ů. Ch─Ötnie sp─Ödza┼é z nim popo┼éudnia na ─çwiczeniach i pojedynkach, podczas kiedy Kili tylko przygl─ůda┼é si─Ö wszystkiemu z boku. Stary krasnolud by┼é pe┼éen podziwu dla ilo┼Ťci broni, jak─ů Fili umia┼é si─Ö pos┼éugiwa─ç. Najbardziej chyba lubi┼é, gdy ┼éapa┼é on za dwa miecze wykute w i┼Ťcie barbarzy┼äskim stylu. Zawsze, gdy starszy brat ich dobywa┼é, w Yazeranie wrza┼éa krew i ros┼éo serce na widok dzielnego, bezwzgl─Ödnego wojownika. Nazywa┼é go taranem lub lwem, przez sylwetk─Ö i ci─Ö┼╝kie ruchy Fili'ego, zmuszaj─ůce ka┼╝dego przeciwnika do ulegni─Öcia mu.
Kili raczej nie przejmowa┼é si─Ö brakiem uwagi ze strony krasnoluda, poniewa┼╝ nigdy nie zapa┼éa┼é nale┼╝ytym szacunkiem do przyjaciela rodziny. Nie zmienia┼éo to faktu, i┼╝ s┼éowa wypowiedziane w ten spos├│b tym razem zrobi┼éy na nim wra┼╝enie. Niegdy┼Ť unika┼é konfrontacji ze starszym wiekiem i wy┼╝szym rang─ů opiekunem i wybywa┼é jak najdalej, podczas jego wizyt w ich domu, jednak tego wieczoru mo┼╝e przez piwo, uderzaj─ůce mu do g┼éowy, mo┼╝e przez przekonanie, ┼╝e skoro wyrusza na spotkanie z przygod─ů, dor├│s┼é na tyle, by by─ç traktowanym powa┼╝nie, zapa┼éa┼é nienawi┼Ťci─ů do Yazerana i zeskoczy┼é ze sto┼éka, chwytaj─ůc pusty kufel i wymierzaj─ůc nim celne uderzenie w jego lew─ů skro┼ä. Krasnolud przez i tak ju┼╝ spore problemy z r├│wnowag─ů, stoczy┼é si─Ö ze sto┼éka i uszkodzi┼éby pewnie sobie g┼éow─Ö bardziej, gdyby nie Fili, kt├│ry schwyci┼é go w ostatniej chwili i upad┼é wraz z nim.
- ┼╗adnych b├│jek w mojej gospodzie! - Kili zosta┼é schwycony przez w┼éa┼Ťciciela i jego syna i w trybie natychmiastowym wyrzucony na dw├│r. Obi┼é si─Ö nieco o zmarzni─Öt─ů ziemi─Ö i chcia┼é wraca─ç, by przy┼éo┼╝y─ç tak┼╝e synowi gospodarza, jednak mro┼║ny wiatr wkr├│tce poskromi┼é wrz─ůc─ů w nim krew. Kili usiad┼é pod p┼éotem gospody i ukry┼é g┼éow─Ö w kolanach, tarmosz─ůc si─Ö za w┼éosy. Kiedy┼Ť los ukarze go za jego pop─Ödliwo┼Ť─ç, o czym doskonale wiedzia┼é. Zawsze robi┼é rzeczy impulsywnie i to mu tak strasznie w sobie przeszkadza┼éo, zw┼éaszcza gdy w pobli┼╝u znajdowa┼é si─Ö Thorin, spogl─ůdaj─ůcy na siostrze┼äca z politowaniem, w┼éa┼Ťciwym ojcu w stosunku do jeszcze ma┼éego dziecka. Stara┼é si─Ö ze sob─ů walczy─ç i teraz t┼éumaczy┼é si─Ö tylko swoim honorem i piwem, kt├│rego do┼Ť─ç sporo wypi┼é.
- No ┼éadnie, ale z ciebie awanturnik. Spra─ç tak starego Yazerana - Fili ze ┼Ťmiechem usiad┼é obok brata i wyci─ůgn─ů┼é swoj─ů fajk─Ö. Za t─Ö uwag─Ö dosta┼é co prawda porz─ůdnego kuksa┼äca w bok, jednak ledwie poczu┼é go przez ┼Ťci┼Ťle opasaj─ůce go sk├│ry. Po chwili milczenia przekaza┼é Kili'emu fajk─Ö. Oboje tkwili pod p┼éotem jeszcze d┼éugo, patrz─ůc w gwiazdy i pykaj─ůc co jaki┼Ť czas dymkowe k├│┼éka, unosz─ůce si─Ö wysoko ponad gospod─Ö.
- To b─Ödzie kr├│tka wyprawa, nie zd─ů┼╝─Ö si─Ö ni─ů nacieszy─ç.
- Kto wie, Kili, kto wie?

Gdy tylko kury na podw├│rku zacz─Ö┼éy gdaka─ç niezno┼Ťnie i skaka─ç na siebie z ptasi─ů furi─ů, bracia wyszli z gospody i skierowali si─Ö do stajni, by zaprz─Ögn─ů─ç konie. Sakwy zosta┼éy wype┼énione zapasami na d┼éugi czas, tego wieczora bowiem, kompania mia┼éa przekroczy─ç granice Ered Luin i skierowa─ç si─Ö w stron─Ö wzg├│rz Evendium, nie nale┼╝─ůcych ju┼╝ do kr├│lestwa krasnolud├│w. Kili wyprowadzi┼é pierwsz─ů par─Ö kucy i przywi─ůza┼é je do parkanu obok wyj┼Ťcia z gospody. Gdy ju┼╝ chcia┼é zawr├│ci─ç po pozosta┼ée sztuki, w drzwiach pokaza┼é si─Ö Thorin, wpatrzony w siostrze┼äca ┼╝elaznym spojrzeniem. Krasnolud nie by┼é w stanie ruszy─ç si─Ö z miejsca. Wzrok wuja wbi┼é go w ziemi─Ö i trzyma┼é w bezruchu, kiedy Thorin zbli┼╝a┼é si─Ö do niego. Zanim kr├│l otworzy┼é usta, Kili zdo┼éa┼é na szcz─Ö┼Ťcie spu┼Ťci─ç wzrok, co jako jedyne powstrzyma┼éo go od trz─Ösienia si─Ö z ha┼äby, kt├│r─ů sam si─Ö okry┼é.
- Najad┼éem si─Ö przez ciebie wstydu. Czy tak w┼éa┼Ťnie pokazujesz jak bardzo dojrza┼ée┼Ť do tej w─Ödr├│wki? Bij─ůc i obra┼╝aj─ůc swoich zacnych opiekun├│w? Czy tak ci─Ö wychowa┼éem?
- Nie, wuju - m┼éodzieniec pokr─Öci┼é g┼éow─ů i zacisn─ů┼é d┼éonie w pi─Ö┼Ťci.
- Patrz na mnie, gdy do ciebie m├│wi─Ö. Najch─Ötniej wys┼éa┼ébym ci─Ö teraz do domu - Thorin wymierzy┼é palcem w siostrze┼äca. - Ale nie pozwol─Ö, ┼╝eby humorzasty dzieciak op├│┼║ni┼é wypraw─Ö. Nie my┼Ťl jednak, ┼╝e zostaniesz zupe┼énie bezkarny. Zr├│b jeszcze co┼Ť nieodpowiedniego...
- To si─Ö ju┼╝ nie powt├│rzy. Nigdy ci─Ö nie zawiod─Ö - Kili zebra┼é w sobie ca┼é─ů si┼é─Ö, jaka przy jego wuju blad┼éa i kruszy┼éa si─Ö i uni├│s┼é wzrok, wci─ů┼╝ tkwi─ůc w pokornej, uni┼╝onej pozie, z opuszczonymi ramionami i g┼éow─ů pochylon─ů z szacunkiem.
Thorin wyprostowa┼é si─Ö jak struna, jednak zaraz jego sylwetka rozpr─Ö┼╝y┼éa si─Ö, a on sam westchn─ů┼é pot─Ö┼╝nie i ruszy┼é w kierunku swojego kucyka. Kili nie poruszy┼é si─Ö ani o krok, a┼╝ do momentu, w kt├│rym Fili poda┼é mu wodze. Najm┼éodszy z kompanii - mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e przez ca┼é─ů podr├│┼╝ wszyscy b─Öd─ů postrzegali go tylko przez pryzmat do┼Ťwiadczenia ┼╝yciowego, kt├│rego nie zd─ů┼╝y┼é jeszcze nabra─ç. Pog┼éaska┼é swojego kuca po pysku i po chwili wsiad┼é na niego, doganiaj─ůc wkr├│tce grup─Ö i zamykaj─ůc poch├│d. Nie ┼Ťmia┼é ju┼╝ spojrze─ç na wuja, a szkoda, bo mo┼╝e zobaczy┼éby jak ten co jaki┼Ť czas odwraca si─Ö i spogl─ůda na siostrze┼äca nie tylko z zimn─ů dum─ů i surowo┼Ťci─ů, ale tak┼╝e trosk─ů.
Notatka ko˝cowa:
Opowiadanie umieszczane jest tak??e pod adresem:
http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/
Musisz zaloguj si─? (zarejestruj si─?) by skomentowa─ç.