fanfiki tolkienowskie
Spis tre┼Ťci


[Komentarzy - 0] Drukuj Rozdział albo Utwór

- Rozmiar czcionki +
Notatka do opowiadania:
Zakochana w czynach, kt??re wzywaj─? emocje z uwi─?zi i pokazuj─? mi??o??─?, przyja????, wierno??─? i honor.
Dzie┼ä w Ered Luin mia┼é si─Ö ju┼╝ ku ko┼äcowi, gdy szychty w kopalniach zmienia┼éy si─Ö. Mimo nieprzychylnych warunk├│w pogodowych panuj─ůcych w tutejszej krainie, jej mieszka┼äcy za nic mi─Öli ch┼éodny wiatr, znosz─ůcy na nich ┼Ťniegi ze wzg├│rz. Zbli┼╝a┼é si─Ö koniec wiosny, rozpoczynaj─ůcy roztopy u podn├│┼╝a G├│r B┼é─Ökitnych, wi─Öc nawet tutaj s┼éo┼äce wychyli┼éo si─Ö zza ci─Ö┼╝kich chmur i o┼Ťwietla┼éo ostatnimi promieniami przygas┼ée od mrok├│w kopalni oczy krasnoludzkich g├│rnik├│w, opuszczaj─ůcych tunele, ci─ůgn─ůce si─Ö g┼éadkimi chodnikami, wij─ůcymi si─Ö wg┼é─ůb g├│ry w niesko┼äczono┼Ť─ç.
Krasnoludy nie s─ů z regu┼éy duszami towarzystwa, a w wyj─ůtkowo pod┼éy nastr├│j wp─Ödza je ju┼╝ na pewno s┼éo┼äce, podczas kiedy ko┼äcz─ů prac─Ö przed zmrokiem. Humor ich poprawia si─Ö g┼é├│wnie wieczorami, gdy zasiadaj─ů na ┼éawach g─Östo zaludnionych karczem, by ca┼é─ů noc niemal┼╝e (na pewno wi─Öksz─ů jej cz─Ö┼Ť─ç) sp─Ödzi─ç na ob┼╝eraniu si─Ö soczystymi pieczeniami i ch┼éeptaniu miodu z ogromnych (jak na krasnoludzkie standardy) kufli. Opowiadaj─ů wtedy najr├│┼╝niejsze legendy i ┼Ťwi┼äskie historyjki, kt├│rych tu nie przytocz─Ö, z braku czasu lub ze zwyk┼éej, ludzkiej przyzwoito┼Ťci.
Nie wszystkie krasnoludy oczywi┼Ťcie s─ů identyczne, chocia┼╝ wi─Ökszo┼Ť─ç nie odbiega od normy, o kt├│rej elfy zapytane wyra┼╝aj─ů si─Ö z typow─ů swojej rasie niech─Öci─ů. Do tych nielicznych i cz─Östo zaskakuj─ůcych swoim zachowaniem krasnolud├│w nale┼╝a┼é w┼éa┼Ťnie jeden z bohater├│w naszej opowie┼Ťci - Fili z rodu Durina, wielkiego w┼éadcy krasnolud├│w, kt├│ry niegdy┼Ť zapracowa┼é na dobr─ů reputacj─Ö i szacunek dla nich. Nie by┼é on jednak, jakby mog┼éo si─Ö wydawa─ç, dumnym i zadufanym w historii swych pradziad├│w osobnikiem, wi─Öc gromada, w kt├│rej ┼╝y┼é traktowa┼éa go jak przeci─Ötnego krasnoluda, m┼éodego jeszcze podlotka, kt├│rego broda dopiero zacz─Ö┼éa g─Östnie─ç i wi─ç si─Ö w d┼éugi strumie┼ä. Bo musicie wiedzie─ç, ┼╝e sko┼äczy┼é on ca┼ékiem niedawno lat pi─Ö─çdziesi─ůt, co u krasnolud├│w, kt├│re potrafi─ů do┼╝y─ç niemal trzech setek lat, oznacza wiek nastoletni. Mo┼╝na by rzec, ┼╝e Fili nie odbiega┼é wiele charakterem od innych m┼éodych krasnolud├│w, kt├│re dopiero zaczynaj─ů pochmurnie─ç i narzeka─ç na puste brzuchy po zako┼äczeniu pracy. Ale nie by┼é on zupe┼énie zwyczajny, o czym ┼Ťwiadczy┼é u┼Ťmiech, ┼╝egnaj─ůcy ostatnie promienie s┼éoneczne, kiedy opu┼Ťci┼é wreszcie kopalnie niedaleko Belegost. Os┼éaniaj─ůc si─Ö w pierwszej chwili ramieniem, szed┼é dziarskim krokiem w stron─Ö niedu┼╝ej chatki na ko┼äcu wioski. Wielki kilof zarzuci┼é sobie na rami─Ö, a r─Ök─Ö kt├│rej teraz dzi─Öki ┼Ťwiat┼éu przyjrza┼é si─Ö dok┼éadnie, wytar┼é o r─ůbek tuniki roboczej.
Zwykle nie spieszy┼é si─Ö on do domu, krocz─ůc ochoczo mi─Ödzy ledwo zauwa┼╝alnymi skrawkami trawy, kie┼ékuj─ůcej ju┼╝ mimo mroz├│w. Jednak dzisiaj, staj─ůc na niedu┼╝ym wzniesieniu, od kt├│rego do chatki dzieli┼éo go pi─Ötna┼Ťcie minut jego niespiesznym krokiem, widok kt├│ry zasta┼é obudzi┼é serce w jego piersi tak, ┼╝e zabi┼éo ono dwakro─ç mocniej ni┼╝ zwykle. Pewniej chwyci┼é sw├│j kilof i pu┼Ťci┼é si─Ö niezdarnym, krasnoludzkim biegiem w stron─Ö swojego podw├│rka, nie spuszczaj─ůc z oczu pot─Ö┼╝nego kuca swojego wuja.
Musicie bowiem wiedzie─ç, ┼╝e krasnoludy nie s─ů zbyt zwinne, a ju┼╝ na pewno nie s─ů urodzonymi biegaczami. Natura obdarzy┼éa ich przecie┼╝ kr├│tkimi ko┼äczynami, kt├│re mo┼╝e nie sprawdza┼éy si─Ö na du┼╝ych odleg┼éo┼Ťciach, jednak pomaga┼éy bardzo temu gatunkowi porusza─ç si─Ö w niskich korytarzach kopal┼ä. Co z┼éo┼Ťliwsi m├│wili jednak, ┼╝e krasnoludy potrafi─ů rozwija─ç wi─Öksze pr─Ödko┼Ťci, kiedy s─ů do tego zmuszone, gnane strachem lub z┼éo┼Ťci─ů i adrenalin─ů.
Jak ju┼╝ wspomnia┼éam, Fili by┼é m┼éody, wi─Öc z pewno┼Ťci─ů jego susy i tak zaskoczy┼éy nie jednego s─ůsiada, kt├│ry nie spodziewa┼é si─Ö takiego wigoru po kt├│rymkolwiek z przedstawicieli swojego gatunku o tej porze, w normalny dzie┼ä roboczy. Wszystko jednak stawa┼éo si─Ö dla nich jasne, gdy ich wzrok pada┼é na czarnego konia uwi─ůzanego u p┼éotu ┼Ťmiesznie ma┼éego skrawka ziemi, na kt├│rym sta┼éa miniaturowa chatka. Z ciekawo┼Ťci─ů przygl─ůdali si─Ö tak┼╝e d┼éu┼╝ej oknom tego niewielkiego domku, jednak po chwili wracali do przerwanych zaj─Ö─ç, kt├│rymi zwyk┼éy by─ç jedzenie lub picie.
No ale wr├│─çmy do Fili'ego, kt├│ry rzuci┼é u progu podw├│rka kilof i wpad┼é do domu zdyszany swoim szale┼äczym tempem. Jego obecno┼Ť─ç przywo┼éa┼éa dwie pary powa┼╝nych oczu, tak zupe┼énie r├│┼╝nych od jego w┼éasnych, wiecznie zaczepnych, zupe┼énie nie po krasnoludzkiemu b┼éyszcz─ůcych i serdecznych. Thorin - wuj Fili'ego zdaje si─Ö dopiero przyjecha┼é, bo jego buty by┼éy wci─ů┼╝ zabrudzone mokrym b┼éotem, a na jego ramionach spoczywa┼é w─Ödrowny p┼éaszcz.
- Bieg┼ée┼Ť tutaj? - twarz m┼éodszego brata Fili'ego rozja┼Ťni┼éa si─Ö nagle, odgarniaj─ůc powa┼╝ny ton z jego twarzy. Kili by┼é zaledwie pi─Ö─ç lat m┼éodszy i stanowczo nie tak rozwa┼╝ny i spokojny jak jego brat. Oboje co prawda nie uchodzili za wystarczaj─ůco gburowatych i opanowanych jak na krasnolud├│w, jednak gdyby por├│wnywa─ç ich tylko ze sob─ů, Kili by┼éby spienion─ů wod─ů, a Fili suchym piaskiem le┼╝─ůcym leniwie na brzegu. Poza tym jego twarz, na kt├│rej broda zacz─Ö┼éa ledwo kie┼ékowa─ç, by┼éa uznawana za szczeg├│lnie urodziw─ů (jak na krasnoludzkie standardy), przez co raz nawet zwr├│ci┼é on uwag─Ö jednej z elfickich ksi─Ö┼╝niczek, o czym nie pora teraz jeszcze opowiada─ç. Mimo wiecznie czujnych i zatroskanych oczu, Kili zawsze mia┼é w sobie ch─Ö─ç do nowych psot i wynalazk├│w, przez co zmienia┼é sw├│j fach ju┼╝ stanowczo zbyt du┼╝o razy jak na krasnoluda. Nie by┼é jednak przez to szczeg├│lnie pot─Öpiany. Krasnoludy nie dba┼éy o plotki, nie by┼éy te┼╝ w┼Ťcibskie jak hobbici na przyk┼éad. Trzyma┼éy si─Ö w┼éasnych interes├│w i to w szerokim poj─Öciu tego s┼éowa, gdy┼╝ nie obchodzi┼éy ich problemy s─ůsiad├│w, p├│ki nie dotyczy┼éy one r├│wnie┼╝ ich. Krasnoludy by┼éy te┼╝ niezwykle ┼éakome na z┼éoto. W┼éa┼Ťnie ta mi┼éo┼Ť─ç wp─Ödzi┼éa je kiedy┼Ť w kopalnie i zatrzyma┼éa tam ju┼╝ na zawsze, mimo wielu nieudogodnie┼ä, jakie musia┼éy znosi─ç.
- Jak tylko zobaczy┼éem kuca wuja - Fili nie spuszcza┼é wzroku z Thorina, zwanego D─Öbow─ů Tarcz─ů. Je┼Ťli by┼é kto┼Ť, kto budzi┼é szacunek i bezsprzeczny podziw tego nad wyraz lekkodusznego krasnoluda, by┼é nim z pewno┼Ťci─ů w┼éa┼Ťnie on.
Pot─Ö┼╝ny i nie ju┼╝ tak m┼éody Thorin obdarzony by┼é nietypow─ů nawet dla jego rodziny dum─ů, kt├│ra emanowa┼éa z jego osoby z tak nieodpart─ů si┼é─ů, ┼╝e nawet elfy, chocia┼╝ raczej spogl─ůda┼éy na krasnoludy lekcewa┼╝─ůcym okiem, wobec niego nie mogli pozosta─ç oboj─Ötni. Wszyscy szanowali go nie tylko z powodu jego pochodzenia, ale tak┼╝e przez pracowito┼Ť─ç, up├│r i rozwa┼╝ne s─ůdy. Nikt co prawda jeszcze wtedy nie wiedzia┼é wok├│┼é jakich obszar├│w ┼Ür├│dziemia skupione s─ů my┼Ťli Thorina i jego wszelkie nadzieje, jednak nawet ta historia nie opowiada o tych zaciemnionych zakamarkach jego ┼Ťwiadomo┼Ťci.
Thorin ucieszy┼é si─Ö na widok kuzyn├│w, o czym ┼Ťwiadczy┼éo nieco bardziej rozlu┼║nione czo┼éo wuja teraz stosunkowo g┼éadkie.
- Co ci─Ö tu sprowadza, wujku? - Fili z rado┼Ťci─ů chwyci┼é opiekuna za rami─Ö i razem wkroczyli do niedu┼╝ej jadalni o tak niskim sklepieniu, ┼╝e nawet Thorin, kt├│ry by┼é przecie┼╝ krasnoludem tylko troch─Ö przekraczaj─ůc typowy krasnoludzki wzrost, niemal zahaczy┼é g┼éow─ů o pr├│g.
- Jak by┼éo na wyprawie? - Kili usiad┼é zadowolony na jednym z krzese┼é przy okr─ůg┼éym stole i wpatrzy┼é si─Ö w wuja z przyt┼éaczaj─ůc─ů nawet krasnoludzkiego kr├│la czci─ů. Tak jak ju┼╝ m├│wi┼éam, by┼é on bardziej gwa┼étowny w swoich uczuciach od swojego brata, wi─Öc gdy tylko Thorin zjawia┼é si─Ö w Ered Luin, m┼éody krasnolud doznawa┼é istnego katharsis, s┼éuchaj─ůc o jego przygodach i miejscach, kt├│re widzia┼é, ludziach, elfach, goblinach, orkach, trollach, czarnoksi─Ö┼╝nikach i wielu innych stworzeniach, kt├│re pozna┼é, spotka┼é, a czasem zg┼éadzi┼é. Bo mimo ┼╝e Kili'emu nie zdarzy┼éo si─Ö opu┼Ťci─ç swojego miasteczka g├│rniczego, tkwi┼éo w nim serce podr├│┼╝nika i chocia┼╝ nigdy nie zwr├│ci┼é si─Ö do wuja z pro┼Ťb─ů o zabranie go ze sob─ů, potajemnie zawsze mia┼é na to nadziej─Ö, gdy Thorin zjawia┼é si─Ö niespodziewanie na swoim pot─Ö┼╝nym kucu i zabawia┼é ich swoimi opowie┼Ťciami. Wkr├│tce mia┼é si─Ö dowiedzie─ç, ┼╝e jego sny spe┼éni─ů si─Ö. Nim jednak to si─Ö sta┼éo Thorin za┼╝─ůda┼é strawy, ┼Ťci─ůgn─ů┼é z siebie podr├│┼╝ny p┼éaszcz i usadowi┼é si─Ö na krze┼Ťle, na kt├│rym zwyk┼é siadywa─ç w takich momentach. Kili zaraz poda┼é mu mi├│d, zakupiony w karczmie rano, a Fili zaj─ů┼é si─Ö przygotowaniem kolacji, kt├│ra prawd─Ö m├│wi─ůc przypomnia┼éa mu o w┼éasnym g┼éodzie.
Wkr├│tce na stole stan─ů┼é p├│┼émisek z soczyst─ů wieprzowin─ů, dwa bochny chleba i wi─Öcej miodu pitnego. Krasnoludy zgromadzi┼éy si─Ö przy stole i zaj─Ö┼éy wype┼énianiem swoich brzuch├│w, przyk┼éadaj─ůc si─Ö do tego zadania jak to zwykle bywa┼éo. Min─Ö┼éy dobre dwa kwadranse nim powr├│ci┼éy do swojej rozmowy, wci─ů┼╝ popijaj─ůc z kufli i grzej─ůc si─Ö przy kominku.
- Wujku, opowiedz, gdzie by┼ée┼Ť tym razem - Kili przystawi┼é swoje krzes┼éo bli┼╝ej Thorina, siedz─ůcego teraz w szerokim fotelu tu┼╝ przy kominku. Schwyci┼é obur─ůcz oparcie krzes┼éa i tak intensywnie pocz─ů┼é wpatrywa─ç si─Ö w opiekuna, ┼╝e Thorin porzuci┼é histori─Ö o celu swojego przybycia do Ered Luin i postanowi┼é w skr├│cie napomkn─ů─ç o tym, gdzie by┼é i jakie przygody go spotka┼éy.
Opowiedzia┼é wi─Öc o swojej wyprawie do Harlindon wraz z towarami dla elfich wojownik├│w, walcz─ůcych z tamtejszymi plemionami podziemnych ork├│w. Od czas├│w zamierzch┼éych Lindon by┼éo wolne od tego typu plugawych stworze┼ä, jednak najwyra┼║niej tkwi┼éy one jedynie w ziemi wzrastaj─ůc w si┼é─Ö i czekaj─ůc na odpowiedni moment, by pokaza─ç sw─ů obecno┼Ť─ç. Thorin musia┼é naturalnie upewni─ç si─Ö, czy elfy sowicie zap┼éac─ů za dostarczone im zbroje, wykonane fachowo czarodziejskimi pod tym wzgl─Ödem r─Ökami krasnolud├│w. Opowiedzia┼é o tym, jak cz─Ö┼Ť─ç towaru omal nie przepad┼éa podczas przeprawiania si─Ö przez prze┼é─Öcz i o boju, kt├│ry musia┼é stoczy─ç wpadaj─ůc w zasadzk─Ö ork├│w. Z niesmakiem wspomnia┼é o tym, jak elfy przyby┼éy wtedy w por─Ö i wyratowa┼éy jego kompani─Ö z opresji. Pozosta┼é wtedy na kilka dni w Harlindon, by zgromadzi─ç si┼éy i uzupe┼éni─ç zapasy. I ca┼ée szcz─Ö┼Ťcie bo czwartego dnia do miasteczka przyby┼é Dwalin, jego krewny i zaufany przyjaciel, kt├│ry przekaza┼é mu niepokoj─ůce wie┼Ťci z miasta Fornost, kt├│re le┼╝a┼éo na wschodnim szlaku g├│rskim. Mieszka┼é tam brat Dwalina - Balin, kt├│ry donosi┼é o kl─ůtwie, jaka spad┼éa na niegdy┼Ť urodzajn─ů krain─Ö i prosi┼é Thorina o pomoc w rozprawieniu si─Ö ze z┼éem, kt├│re wkroczy┼éo w tamte g├│ry i n─Öka┼éo porz─ůdnych i i tak ju┼╝ niedawno udr─Öczonych nazgulskimi najazdami ludzi. Thorin co prawda nie obieca┼é niczego, ale zgodzi┼é si─Ö wybra─ç w podr├│┼╝ do Fornostu.
- Więc przybyłem tutaj.
Serce w Kilim zabi┼éo mocniej, gdy w jego g┼éowie wykie┼ékowa┼éa my┼Ťl o celu przyjazdu wuja. Nie wytrzyma┼é d┼éugo, wi─Öc ju┼╝ w kilka sekund po ko┼äcu opowie┼Ťci poderwa┼é si─Ö z krzes┼éa, omal go nie wywracaj─ůc i zacisn─ů┼é pot─Ö┼╝ne pi─Ö┼Ťci.
- Czy to oznacza, ┼╝e zabierzesz nas na wsch├│d? - wypali┼é z nadziej─ů dyndaj─ůc─ů u zdania niczym d┼éuga krasnoludzka broda.
- Wci─ů┼╝ si─Ö nad tym zastanawiam - Thorin pokr─Öci┼é g┼éow─ů. - Zamierza┼éem co prawda jedynie zbada─ç tamtejsze tereny i porozumie─ç si─Ö z Balinem, jednak nigdy nie wiadomo co mo┼╝e nas tam zasta─ç. Nie wiem, czy powinienem was nara┼╝a─ç. Jeste┼Ťcie wci─ů┼╝ dzie─çmi.
Cel by┼é tak blisko, Kili czu┼é go wyra┼║nie i nie m├│g┼é teraz, gdy ju┼╝ go schwyci┼é, tak po prostu wypu┼Ťci─ç go nie wiadomo na jak d┼éugo. Schwyci┼é si─Ö za niemal bezw┼éosy podbr├│dek i przekl─ů┼é w my┼Ťlach sw├│j zupe┼énie nie krasnoludzki wygl─ůd, kt├│ry m├│g┼éby chocia┼╝ troch─Ö przekona─ç wuja do zabrania ich ze sob─ů. Kili poczu┼é ci─Ö┼╝k─ů d┼éo┼ä brata, kt├│ra spad┼éa na jego rami─Ö. Obejrza┼é si─Ö na niego swoim udr─Öczonym wzrokiem. Fili wyst─ůpi┼é naprz├│d i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö lekko.
- Chyba najwy┼╝sza pora, by┼Ťmy zobaczyli troch─Ö ┼Ťwiata. Skoro maj─ů to by─ç jedynie zwiady - wzi─ů┼é od Thorina map─Ö, kt├│r─ů ten po namy┼Ťle wyci─ůgn─ů┼é zza pazuchy. Fili podszed┼é do sto┼éu z Kilim, kt├│ry niemal depta┼é po jego pi─Ötach. Roz┼éo┼╝y┼é j─ů na stole, przesuwaj─ůc wcze┼Ťniej brudne naczynia. Jego oczom ukaza┼éo si─Ö Ered Luin, p├│┼║niej Szara Przysta┼ä, Harlindon o kt├│rym wspomina┼é wuj. Fili zmarszczy┼é brwi i przesun─ů┼é grubym paluchem na wsch├│d, szukaj─ůc miejsca przeznaczenia ich podr├│┼╝y.
- Jest tutaj! - Kili wymierzy┼é w g├│rski szlak znacznie dalej od domu, ni┼╝ pr├│bowa┼é znale┼║─ç go Fili. Co prawda Fornost nie znajdowa┼é si─Ö nawet w po┼éowie odleg┼éo┼Ťci, jak─ů w przysz┼éych przygodach mia┼é on pokona─ç wraz z bratem i ca┼é─ů dru┼╝yn─ů krasnolud├│w, czarodziejem oraz nawet hobbitem, jednak w tamtym czasie Fili nie s┼éysza┼é wiele o hobbitach, a ju┼╝ na pewno ci─Ö┼╝ko by┼éo mu wyobrazi─ç sobie miejsce tak daleko od domu. Kili za to odebra┼é to zupe┼énie inaczej. Podniecenie w nim ros┼éo z ka┼╝d─ů chwil─ů i powoli po┼╝era┼é oczyma krainy, kt├│re przyjdzie im przej┼Ť─ç podczas tej przygody.
- Powiadomi┼éem ju┼╝ Gloina i Oina. Powinni przyby─ç tu lada chwila - Thorin podszed┼é z wolna do braci, przygl─ůdaj─ůc si─Ö wci─ů┼╝ z wahaniem Kili'emu i wa┼╝─ůc ryzyko. - Wtedy poka┼╝─Ö wam szlak, kt├│rym planuj─Ö ruszy─ç.
Ledwo zd─ů┼╝y┼é to powiedzie─ç, a kto┼Ť zacz─ů┼é dobija─ç si─Ö do drzwi ma┼éego domku. Fili ockn─ů┼é si─Ö ju┼╝ nieco ze zdziwienia i z u┼Ťmiechem, zwiastuj─ůcym jego wyborowy wr─Öcz humor i zapa┼é do przygody, ruszy┼é by otworzy─ç odrzwia. Przed nim stan─Ö┼éy dwa krasnoludy, jeden siwy zupe┼énie, drugi z pi─Ökn─ů czerwon─ů brod─ů, wsadzon─ů za pas. Oboje byli uzbrojeni i zaopatrzeni na wielotygodniow─ů podr├│┼╝. Sk┼éonili si─Ö Fili'emu.
- Gloin i Oin, do usług!
Fili odk┼éoni┼é si─Ö zwyczajem krasnolud├│w, przedstawiaj─ůc si─Ö i przepu┼Ťci┼é go┼Ťci, zabieraj─ůc od nich manatki i uk┼éadaj─ůc je na niedu┼╝ej skrzyni obok wej┼Ťcia.
Gloin - pot─Ö┼╝ny krasnolud obdarzony niezwykle nieprzyjaznym wyrazem twarzy od razu skierowa┼é si─Ö w stron─Ö Thorina, by powita─ç go i podzi─Ökowa─ç za wiadomo┼Ť─ç. Zachowywa┼é si─Ö w spos├│b niezwykle oficjalny, co tylko mog┼éo utwierdzi─ç pozycj─Ö kr├│la krasnolud├│w. Przyj─ů┼é on dalekich krewnych z rado┼Ťci─ů, ciesz─ůc si─Ö z tak szybkiego ich przybycia. Wszyscy zasiedli przy stole, przez co Fili i Kili zn├│w mi─Öli r─Öce pe┼éne roboty.
Bo jak ju┼╝ wspomnia┼éam, krasnoludy jedz─ů bardzo wiele i w kr├│tkich odst─Öpach czasu. Dw├│jka nowych go┼Ťci mo┼╝e si─Ö wam wyda─ç zupe┼énie nieznacznym powi─Ökszeniem si─Ö towarzystwa, jednak w przypadku krasnolud├│w cz─Östo trzeba gotowa─ç nawet trzykrotnie wi─Öcej jedzenia na ka┼╝dego g┼éodnego, ni┼╝ kiedy mowa jest o ludziach. Tak wi─Öc Kili by┼é zmuszony pobiec do spi┼╝arni, po zapasy zrobione na kilka kolejnych dni. Bez ┼╝alu jednak otworzy┼é kolejn─ů beczk─Ö pitnego miodu, bowiem zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e wkr├│tce opu┼Ťci Ered Luin i wyruszy na spotkanie przygody, z kt├│rej kto wie, kiedy b─Ödzie dane mu wr├│ci─ç. Ju┼╝ w my┼Ťlach widzia┼é nieko┼äcz─ůce si─Ö puszcze, dzikie pustkowia, pi─Ökne elfickie miasta, gro┼║ne stwory czyhaj─ůce na ich ┼╝ycie i niezmiernie nawet te wizje mu si─Ö podoba┼éy. Mia┼é nadziej─Ö, ┼╝e wyrusz─ů jeszcze tego samego dnia, jednak gdy zobaczy┼é s┼éo┼äce znikaj─ůce na dobre za horyzontem, by┼é zmuszony powr├│ci─ç z krainy marze┼ä i zaj─ů─ç si─Ö go┼Ť─çmi.
Gdy wszyscy najedli si─Ö do syta, a bracia posprz─ůtali po wieczerzy, Thorin przedstawi┼é sw├│j plan nowo przyby┼éym i zacz─ů┼é wyznacza─ç na mapie szlak, prowadz─ůcy do Fornostu. Palcem przeci─ů┼é rzek─Ö Lh├╗n, wspi─ů┼é si─Ö nim na g├│ry Evendium, przeskoczy┼é jezioro Nenuial, skierowa┼é si─Ö w d├│┼é przez most na Brandywinie do Bree, a p├│┼║niej ju┼╝ g┼é├│wnym go┼Ťci┼äcem do kr├│lestwa Fornostu.
- Czeka nas d┼éuga przeprawa krainami ludzi - zauwa┼╝y┼é Oin, krasnolud r├│wnie srogi, jak jego brat, obdarzony jednak niezwykle m─ůdrym spojrzeniem, si─Ögaj─ůcym wg┼é─ůb duszy. By┼é on oczytanym i rozs─ůdnym krasnoludem, kt├│ry zna┼é si─Ö sporo na r├│┼╝nego rodzaju zio┼éach i cz─Östo wiedz─ů lecznicz─ů do┼Ťciga┼é niejednego elfa. Wyra┼║nie nie do ko┼äca podoba┼é mu si─Ö pomys┼é tej w─Ödr├│wki, jednak nie na tyle, by pr├│bowa─ç odwie┼Ť─ç podr├│┼╝nik├│w od niej lub cho─çby sam z niej zrezygnowa─ç.
P├│┼║nym wieczorem wszystko zosta┼éo ustalone. Bracia spakowali swoje rzeczy, a tak┼╝e zgromadzili zapasy na podr├│┼╝ i u┼éo┼╝yli si─Ö na prowizorycznych pryczach, odst─Öpuj─ůc swoje ┼é├│┼╝ka go┼Ťciom. Kili d┼éugo jeszcze pr├│bowa┼é zagai─ç co┼Ť nieco┼Ť do Fili'ego, jednak po kolejnej odpowiedzi brata nie zdradzaj─ůcej zainteresowania rozmow─ů, a jedynie ch─Öci─ů u┼Ťni─Öcia wreszcie, mimo odczuwanego podniecenia, zamilk┼é i sam marzy┼é o przygodach, jakie na niego czekaj─ů, wpatruj─ůc si─Ö w ksi─Ö┼╝yc, o┼Ťwietlaj─ůcy jego twarz.
D┼éugo jeszcze nie zasn─ů┼é tej nocy, a gdy wreszcie mu si─Ö to uda┼éo ┼Ťni┼éy mu si─Ö rzeczy, kt├│rych nigdy wcze┼Ťniej nie widzia┼é. Zielone lasy o drzewach wysokich tak, ┼╝e ich korony ledwo wida─ç by┼éo go┼éym okiem, smuk┼ée stworzenia, ukrywaj─ůce si─Ö w zielonym g─ůszczu oraz owady wielkie jak krasnolud lub nawet dwa.
Notatka ko˝cowa:
Opowiadanie umieszczane jest tak??e pod adresem:
http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/
Musisz zaloguj si─? (zarejestruj si─?) by skomentowa─ç.