fanfiki tolkienowskie
Spis treści


[Komentarzy - 0] Drukuj

- Rozmiar czcionki +
Bric-à-Brac
autor: Branwyn

I.
- Miałeś rację, mój panie. Skryty dzięki pierścieniowi zaskoczyłem ich na zdradzie, moich przyjaciół i najdroższych krewnych. Jakże to być może, że byłem tak ślepy do tej pory?
- Miłość wystawia nas na żer wielorakich zwodzeń. Cieszy mnie, że mogłem dopomóc przyjacielowi, ale teraz pierścień musi być zwrócony.
- Niechętny jestem do oddawania tak pięknej i użytecznej rzeczy. Jest wykonana przemyślnym rzemiosłem.
- A więc zatrzymaj go, jako dar, w dowód naszej nieśmiertelnej przyjaźni.
- Czynisz mi zaszczyt, mój Lordzie Sauronie.
- A co do zdrajców…
- Mój Lordzie?
- Czas już, abyśmy odnowili starożytną formę kultu.
II.
- Nasz Wróg wyhodowuje swe sługi z ciemności! Jest najpotężniejszym czarodziejem.
- Nie, Lordzie Denethorze, on nie jest czarodziejem, choć doprawdy jest nam pokrewny z natury.
Stary człowiek pochylił się ciężko o lasce, aby podnieść mały szary kamyk ze ścieżki. Na dźwięk wyszeptanego słowa kamyk rozdął się i przetworzył w pieczarkę.
- Czemuż nie wyczarujesz mi armii, Mithrandirze?
Czarodziej wyciągnął rękę. Grzyb znów był kamykiem.
- Czemu nie zrozumiesz tego, mój panie? On nie tworzy niczego, a jedynie nagina świat do swych planów.
- Tedy, doprawdy, jesteście blisko spokrewnieni.
III.
Wiedział, że był traktowany jak ostatni wśród równych. Dumne spojrzenie Sarumana przemawiało doń tak samo wyraźnie, jak słowa. Głupcem był czarodziej, który marnowałby swój czas na studiowanie ptaków. Kruk zleciał w dół z półki z książkami i poskakał przez stół, zostawiając czarne ślady na świeżo spisanych stronicach „Szlachetnej Mowy Orłów".
- Nie masz szacunku dla wiedzy, Randirze. – Pogładził węglowo lśniące skrzydła i ustawił miseczkę z ziarnem, aby trzymać diablika na dystans. Radagast uniósł pióro
- W mowie orłów, słowo „przyjaciel" jest…

IV.
- Po latach tortur i niewoli, nieomal nie mogą znieść dotyku lekarzy.
Młody król Rohanu opuścił głowę. Radagast pokiwał głową ze zrozumieniem a potem usiadł ze skrzyżowanymi nogami na ziemi. Konie słuchały w ciszy, gdy opowiadał im opowieści o ich przodkach, albowiem mieszkał w Rhovanionie jeszcze w czasach, kiedy Eorl Młody wyruszał z Północy. Nocą spał blisko nich, owinięty w swój znoszony, brązowy płaszcz. Po tygodniu jeden z ogierów przysunął się do niego ukradkiem i zaczął obwąchiwać jego brodę.
- Jesteś dzielnego serca – wymruczał Radagast, gładząc boki zwierzęcia – tak dzielny, jak rumaki Eorla.
koniec
Musisz zaloguj si? (zarejestruj si?) by skomentować.