Zdrajca autor: Pantera
Streszczenie: Jak zawsze: Gr?ma i Saruman, ale tym razem w innym wydaniu ni?? to prezentowane w "Isengardzie".
Kategorie: Rohan
Postacie: Grima, Saruman Bia??y
Gatunek: Obyczajowe
Ostrze??enia: Brak
Serie: Brak
Rozdziały: 1 Zakończone: Tak Słów: 749 Przeczytano: 2185 razy Opublikowano: 2013-01-26 Aktualizacja: 2013-01-26
Notatka do opowiadania:
Kolejne stare opowiadanie, tym razem kr??tka miniaturka.

1. Zdrajca autor: Pantera

Zdrajca autor: Pantera
Nie przepadał za tym ptakiem.
Drażniło go, gdy ten obserwował wszystko dookoła czujnym spojrzeniem paciorkowatych oczu, w których błyszczało zdecydowanie zbyt dużo inteligencji.
Kruk często przysiadał na parapecie okna, uchylonego specjalnie dla niego albo wędrował po szerokiej balustradzie balkonu. Ptak wlatywał i wylatywał z komnaty kiedy tylko przyszła mu na to ochota. Może krążył w powietrzu razem ze swoimi pobratymcami. Albo też samotnie wypuszczał się na jakieś dalsze podróże. Niepodobnym było to stwierdzić, gdyż nad Isengardem zawsze krążyły całe chmary jemu podobnych – jeden nie do odróżnienia od drugiego. Jednak kruk zawsze wracał.
Gríma odłożył na lśniący blat stołu pergaminy i zerknął za siebie. Teraz ptak siedział na poręczy wysokiego krzesła. Niby to czyścił sobie czarne pióra, ale co i raz to zerkał na człowieka.
Zupełnie tak jakby go kontrolował.
Jeżeli w tej chwili do komnaty wszedłby Biały Czarodziej, ptak zapewne zakrakałby radośnie. Wystarczyłoby tylko by Saruman wyciągnął ramię, a kruk natychmiast przyleciałby do niego.
Aż dziw, że Istari tak lubił to ptaszysko. Nie przyznałby się do tego za nic, a świadczyły o tym same przywileje, jakimi to stworzenie zostało obdarzone. Zdecydowanie miało ich zbyt dużo.
Gríma starał się ignorować ptaka. Usiadł przy biurku i zabrał się do zapisywania pergaminu. Powoli i starannie. Pióro cicho skrobało po papierze.
Usłyszał cichy szelest i zgrzyt pazurków. Nie musiał nawet podnosić wzroku, by wiedzieć, że ptak przefrunął przez komnatę i wylądował na blacie. Tuż obok niego.
Ciche dreptanie. Ptak wędruje wzdłuż krawędzi biurka. Trzeba na niego uważać. Lubił kraść drobne przedmioty. Oczywiście doskonale wiedział, że nie można niczego zabrać Czarodziejowi. Ale Grimie i owszem... Za to nigdy nie spotykała go żadna kara.
Linie i opisy muszą być precyzyjne... Gríma starannie kreślił piórem na pergaminie zarys przedstawiający rozlokowanie stałych oddziałów i patroli na pograniczu Rohanu.
Kruk przystanął.
Nie zwracać uwagi. Może odleci...
— Zdrajca!
Grimie pióro wypadło z ręki. Namoczona w inkauście końcówka zaplamiła pergamin.
— Zdrrrrajca, krrra – powtórzył kruk, na wpół rozkładając skrzydła i spoglądając na człowieka oczami, w których wyraźnie widać było złośliwość.
Przeklęty ptak nauczył się mówić.
W tym momencie Gríma najchętniej rzuciłby czymś w kruka. Ten, jakby to przewidując, wzbił się w powietrze i uciekł na parapet okna.
Niemal w tej samej chwili do komnaty wszedł Czarodziej. Dostojny jak zawsze, z czarną różdżką w dłoni, zatrzymał się tuż za progiem i spojrzał na sługę.
— Skończyłeś już pracę? — zapytał.
— Prawie, mój panie – Gríma zerknął na zaplamiony pergamin. Nie nadawał się już do niczego. Wszystko trzeba było zaczynać od początku, ale nie ośmielił się tego powiedzieć Sarumanowi. Rzucił za to kose spojrzenie krukowi. Wszystko przez niego. Ptak nie zwracał na niego uwagi. Siedział sobie na parapecie, przekrzywiając głowę, niby to z zainteresowaniem spoglądając na to, co działo się w komnacie.
— Nieważne – odrzekł Saruman, podchodząc do okna. — Skończysz to później...
Uniósł nieznacznie prawie ramię, wystawiając rękę. Kruk natychmiast podleciał do niego, zgrabnie siadając na przedramieniu. Czarnopióry ptak odcinał się wyraźnie od lśniącej, białej jak śnieg szaty czarodzieja, tworząc niezwykły kontrast. Tylko ich oczy zdawały się błyszczeć jednako. Tym samym chłodnym, stalowym spojrzeniem.
— Jutro wracasz do Edoras. Mam dla ciebie nowe zadanie na dworze — rzekł, nie patrząc na sługę.
— Oczywiście, mój panie. Czego tylko zażądasz.
— Kraaa... zdrajca – odezwał się znów kruk.
— O, nauczył się mówić... — zauważył Saruman z ledwie odczuwalnym śladem zdziwienia w głosie. — Inteligentne stworzenie.
— W istocie – zgodził się Gríma, po czym zabrał swoje papiery i chyłkiem wycofał się z komnaty. Przed jutrem miał jeszcze wiele obowiązków do wypełnienia tutaj, na miejscu. Przez chwilę jeszcze myślał o kruku.
Ptak wyrzekł prawdę, której nie można było zaprzeczyć.
Ale Gríma wcale nie zamierzał zaprzeczać.
Utwór pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=402