Dru??yna D─?bowej Tarczy, czyli trzy ksi─?gi opowie??ci krasnoludzkich autor: Swiniareczka
Streszczenie: Ksi─?ga pierwsza: historia o przyczajonym zab??jcy.
Historia ta opowiada o Kilim z rodu Durina, wyruszaj─?cym na pierwsz─? w jego ??yciu wypraw─?. Tre??─? jest podzielona na rozdzia??y i b─?dzie dodawana (w miar─? mo??liwo??ci) raz w tygodniu.
Kategorie: Eriador (opr??cz Shire)
Postacie: Kompania Thorina, Krasnoludowie
Gatunek: Akcja, Historia
Ostrze??enia: Brak
Serie: Brak
Rozdziały: 3 Zakończone: Nie Słów: 7730 Przeczytano: 12283 razy Opublikowano: 2013-01-09 Aktualizacja: 2013-12-19
Notatka do opowiadania:
Zakochana w czynach, kt??re wzywaj─? emocje z uwi─?zi i pokazuj─? mi??o??─?, przyja????, wierno??─? i honor.

1. 1. Pewnego dnia w Ered Luin autor: Swiniareczka

2. 2. Niepokorny m─?ciwoda autor: Swiniareczka

3. 3. Wie??ci ze wschodu autor: Swiniareczka

1. Pewnego dnia w Ered Luin autor: Swiniareczka
Dzie┼ä w Ered Luin mia┼é si─Ö ju┼╝ ku ko┼äcowi, gdy szychty w kopalniach zmienia┼éy si─Ö. Mimo nieprzychylnych warunk├│w pogodowych panuj─ůcych w tutejszej krainie, jej mieszka┼äcy za nic mi─Öli ch┼éodny wiatr, znosz─ůcy na nich ┼Ťniegi ze wzg├│rz. Zbli┼╝a┼é si─Ö koniec wiosny, rozpoczynaj─ůcy roztopy u podn├│┼╝a G├│r B┼é─Ökitnych, wi─Öc nawet tutaj s┼éo┼äce wychyli┼éo si─Ö zza ci─Ö┼╝kich chmur i o┼Ťwietla┼éo ostatnimi promieniami przygas┼ée od mrok├│w kopalni oczy krasnoludzkich g├│rnik├│w, opuszczaj─ůcych tunele, ci─ůgn─ůce si─Ö g┼éadkimi chodnikami, wij─ůcymi si─Ö wg┼é─ůb g├│ry w niesko┼äczono┼Ť─ç.
Krasnoludy nie s─ů z regu┼éy duszami towarzystwa, a w wyj─ůtkowo pod┼éy nastr├│j wp─Ödza je ju┼╝ na pewno s┼éo┼äce, podczas kiedy ko┼äcz─ů prac─Ö przed zmrokiem. Humor ich poprawia si─Ö g┼é├│wnie wieczorami, gdy zasiadaj─ů na ┼éawach g─Östo zaludnionych karczem, by ca┼é─ů noc niemal┼╝e (na pewno wi─Öksz─ů jej cz─Ö┼Ť─ç) sp─Ödzi─ç na ob┼╝eraniu si─Ö soczystymi pieczeniami i ch┼éeptaniu miodu z ogromnych (jak na krasnoludzkie standardy) kufli. Opowiadaj─ů wtedy najr├│┼╝niejsze legendy i ┼Ťwi┼äskie historyjki, kt├│rych tu nie przytocz─Ö, z braku czasu lub ze zwyk┼éej, ludzkiej przyzwoito┼Ťci.
Nie wszystkie krasnoludy oczywi┼Ťcie s─ů identyczne, chocia┼╝ wi─Ökszo┼Ť─ç nie odbiega od normy, o kt├│rej elfy zapytane wyra┼╝aj─ů si─Ö z typow─ů swojej rasie niech─Öci─ů. Do tych nielicznych i cz─Östo zaskakuj─ůcych swoim zachowaniem krasnolud├│w nale┼╝a┼é w┼éa┼Ťnie jeden z bohater├│w naszej opowie┼Ťci - Fili z rodu Durina, wielkiego w┼éadcy krasnolud├│w, kt├│ry niegdy┼Ť zapracowa┼é na dobr─ů reputacj─Ö i szacunek dla nich. Nie by┼é on jednak, jakby mog┼éo si─Ö wydawa─ç, dumnym i zadufanym w historii swych pradziad├│w osobnikiem, wi─Öc gromada, w kt├│rej ┼╝y┼é traktowa┼éa go jak przeci─Ötnego krasnoluda, m┼éodego jeszcze podlotka, kt├│rego broda dopiero zacz─Ö┼éa g─Östnie─ç i wi─ç si─Ö w d┼éugi strumie┼ä. Bo musicie wiedzie─ç, ┼╝e sko┼äczy┼é on ca┼ékiem niedawno lat pi─Ö─çdziesi─ůt, co u krasnolud├│w, kt├│re potrafi─ů do┼╝y─ç niemal trzech setek lat, oznacza wiek nastoletni. Mo┼╝na by rzec, ┼╝e Fili nie odbiega┼é wiele charakterem od innych m┼éodych krasnolud├│w, kt├│re dopiero zaczynaj─ů pochmurnie─ç i narzeka─ç na puste brzuchy po zako┼äczeniu pracy. Ale nie by┼é on zupe┼énie zwyczajny, o czym ┼Ťwiadczy┼é u┼Ťmiech, ┼╝egnaj─ůcy ostatnie promienie s┼éoneczne, kiedy opu┼Ťci┼é wreszcie kopalnie niedaleko Belegost. Os┼éaniaj─ůc si─Ö w pierwszej chwili ramieniem, szed┼é dziarskim krokiem w stron─Ö niedu┼╝ej chatki na ko┼äcu wioski. Wielki kilof zarzuci┼é sobie na rami─Ö, a r─Ök─Ö kt├│rej teraz dzi─Öki ┼Ťwiat┼éu przyjrza┼é si─Ö dok┼éadnie, wytar┼é o r─ůbek tuniki roboczej.
Zwykle nie spieszy┼é si─Ö on do domu, krocz─ůc ochoczo mi─Ödzy ledwo zauwa┼╝alnymi skrawkami trawy, kie┼ékuj─ůcej ju┼╝ mimo mroz├│w. Jednak dzisiaj, staj─ůc na niedu┼╝ym wzniesieniu, od kt├│rego do chatki dzieli┼éo go pi─Ötna┼Ťcie minut jego niespiesznym krokiem, widok kt├│ry zasta┼é obudzi┼é serce w jego piersi tak, ┼╝e zabi┼éo ono dwakro─ç mocniej ni┼╝ zwykle. Pewniej chwyci┼é sw├│j kilof i pu┼Ťci┼é si─Ö niezdarnym, krasnoludzkim biegiem w stron─Ö swojego podw├│rka, nie spuszczaj─ůc z oczu pot─Ö┼╝nego kuca swojego wuja.
Musicie bowiem wiedzie─ç, ┼╝e krasnoludy nie s─ů zbyt zwinne, a ju┼╝ na pewno nie s─ů urodzonymi biegaczami. Natura obdarzy┼éa ich przecie┼╝ kr├│tkimi ko┼äczynami, kt├│re mo┼╝e nie sprawdza┼éy si─Ö na du┼╝ych odleg┼éo┼Ťciach, jednak pomaga┼éy bardzo temu gatunkowi porusza─ç si─Ö w niskich korytarzach kopal┼ä. Co z┼éo┼Ťliwsi m├│wili jednak, ┼╝e krasnoludy potrafi─ů rozwija─ç wi─Öksze pr─Ödko┼Ťci, kiedy s─ů do tego zmuszone, gnane strachem lub z┼éo┼Ťci─ů i adrenalin─ů.
Jak ju┼╝ wspomnia┼éam, Fili by┼é m┼éody, wi─Öc z pewno┼Ťci─ů jego susy i tak zaskoczy┼éy nie jednego s─ůsiada, kt├│ry nie spodziewa┼é si─Ö takiego wigoru po kt├│rymkolwiek z przedstawicieli swojego gatunku o tej porze, w normalny dzie┼ä roboczy. Wszystko jednak stawa┼éo si─Ö dla nich jasne, gdy ich wzrok pada┼é na czarnego konia uwi─ůzanego u p┼éotu ┼Ťmiesznie ma┼éego skrawka ziemi, na kt├│rym sta┼éa miniaturowa chatka. Z ciekawo┼Ťci─ů przygl─ůdali si─Ö tak┼╝e d┼éu┼╝ej oknom tego niewielkiego domku, jednak po chwili wracali do przerwanych zaj─Ö─ç, kt├│rymi zwyk┼éy by─ç jedzenie lub picie.
No ale wr├│─çmy do Fili'ego, kt├│ry rzuci┼é u progu podw├│rka kilof i wpad┼é do domu zdyszany swoim szale┼äczym tempem. Jego obecno┼Ť─ç przywo┼éa┼éa dwie pary powa┼╝nych oczu, tak zupe┼énie r├│┼╝nych od jego w┼éasnych, wiecznie zaczepnych, zupe┼énie nie po krasnoludzkiemu b┼éyszcz─ůcych i serdecznych. Thorin - wuj Fili'ego zdaje si─Ö dopiero przyjecha┼é, bo jego buty by┼éy wci─ů┼╝ zabrudzone mokrym b┼éotem, a na jego ramionach spoczywa┼é w─Ödrowny p┼éaszcz.
- Bieg┼ée┼Ť tutaj? - twarz m┼éodszego brata Fili'ego rozja┼Ťni┼éa si─Ö nagle, odgarniaj─ůc powa┼╝ny ton z jego twarzy. Kili by┼é zaledwie pi─Ö─ç lat m┼éodszy i stanowczo nie tak rozwa┼╝ny i spokojny jak jego brat. Oboje co prawda nie uchodzili za wystarczaj─ůco gburowatych i opanowanych jak na krasnolud├│w, jednak gdyby por├│wnywa─ç ich tylko ze sob─ů, Kili by┼éby spienion─ů wod─ů, a Fili suchym piaskiem le┼╝─ůcym leniwie na brzegu. Poza tym jego twarz, na kt├│rej broda zacz─Ö┼éa ledwo kie┼ékowa─ç, by┼éa uznawana za szczeg├│lnie urodziw─ů (jak na krasnoludzkie standardy), przez co raz nawet zwr├│ci┼é on uwag─Ö jednej z elfickich ksi─Ö┼╝niczek, o czym nie pora teraz jeszcze opowiada─ç. Mimo wiecznie czujnych i zatroskanych oczu, Kili zawsze mia┼é w sobie ch─Ö─ç do nowych psot i wynalazk├│w, przez co zmienia┼é sw├│j fach ju┼╝ stanowczo zbyt du┼╝o razy jak na krasnoluda. Nie by┼é jednak przez to szczeg├│lnie pot─Öpiany. Krasnoludy nie dba┼éy o plotki, nie by┼éy te┼╝ w┼Ťcibskie jak hobbici na przyk┼éad. Trzyma┼éy si─Ö w┼éasnych interes├│w i to w szerokim poj─Öciu tego s┼éowa, gdy┼╝ nie obchodzi┼éy ich problemy s─ůsiad├│w, p├│ki nie dotyczy┼éy one r├│wnie┼╝ ich. Krasnoludy by┼éy te┼╝ niezwykle ┼éakome na z┼éoto. W┼éa┼Ťnie ta mi┼éo┼Ť─ç wp─Ödzi┼éa je kiedy┼Ť w kopalnie i zatrzyma┼éa tam ju┼╝ na zawsze, mimo wielu nieudogodnie┼ä, jakie musia┼éy znosi─ç.
- Jak tylko zobaczy┼éem kuca wuja - Fili nie spuszcza┼é wzroku z Thorina, zwanego D─Öbow─ů Tarcz─ů. Je┼Ťli by┼é kto┼Ť, kto budzi┼é szacunek i bezsprzeczny podziw tego nad wyraz lekkodusznego krasnoluda, by┼é nim z pewno┼Ťci─ů w┼éa┼Ťnie on.
Pot─Ö┼╝ny i nie ju┼╝ tak m┼éody Thorin obdarzony by┼é nietypow─ů nawet dla jego rodziny dum─ů, kt├│ra emanowa┼éa z jego osoby z tak nieodpart─ů si┼é─ů, ┼╝e nawet elfy, chocia┼╝ raczej spogl─ůda┼éy na krasnoludy lekcewa┼╝─ůcym okiem, wobec niego nie mogli pozosta─ç oboj─Ötni. Wszyscy szanowali go nie tylko z powodu jego pochodzenia, ale tak┼╝e przez pracowito┼Ť─ç, up├│r i rozwa┼╝ne s─ůdy. Nikt co prawda jeszcze wtedy nie wiedzia┼é wok├│┼é jakich obszar├│w ┼Ür├│dziemia skupione s─ů my┼Ťli Thorina i jego wszelkie nadzieje, jednak nawet ta historia nie opowiada o tych zaciemnionych zakamarkach jego ┼Ťwiadomo┼Ťci.
Thorin ucieszy┼é si─Ö na widok kuzyn├│w, o czym ┼Ťwiadczy┼éo nieco bardziej rozlu┼║nione czo┼éo wuja teraz stosunkowo g┼éadkie.
- Co ci─Ö tu sprowadza, wujku? - Fili z rado┼Ťci─ů chwyci┼é opiekuna za rami─Ö i razem wkroczyli do niedu┼╝ej jadalni o tak niskim sklepieniu, ┼╝e nawet Thorin, kt├│ry by┼é przecie┼╝ krasnoludem tylko troch─Ö przekraczaj─ůc typowy krasnoludzki wzrost, niemal zahaczy┼é g┼éow─ů o pr├│g.
- Jak by┼éo na wyprawie? - Kili usiad┼é zadowolony na jednym z krzese┼é przy okr─ůg┼éym stole i wpatrzy┼é si─Ö w wuja z przyt┼éaczaj─ůc─ů nawet krasnoludzkiego kr├│la czci─ů. Tak jak ju┼╝ m├│wi┼éam, by┼é on bardziej gwa┼étowny w swoich uczuciach od swojego brata, wi─Öc gdy tylko Thorin zjawia┼é si─Ö w Ered Luin, m┼éody krasnolud doznawa┼é istnego katharsis, s┼éuchaj─ůc o jego przygodach i miejscach, kt├│re widzia┼é, ludziach, elfach, goblinach, orkach, trollach, czarnoksi─Ö┼╝nikach i wielu innych stworzeniach, kt├│re pozna┼é, spotka┼é, a czasem zg┼éadzi┼é. Bo mimo ┼╝e Kili'emu nie zdarzy┼éo si─Ö opu┼Ťci─ç swojego miasteczka g├│rniczego, tkwi┼éo w nim serce podr├│┼╝nika i chocia┼╝ nigdy nie zwr├│ci┼é si─Ö do wuja z pro┼Ťb─ů o zabranie go ze sob─ů, potajemnie zawsze mia┼é na to nadziej─Ö, gdy Thorin zjawia┼é si─Ö niespodziewanie na swoim pot─Ö┼╝nym kucu i zabawia┼é ich swoimi opowie┼Ťciami. Wkr├│tce mia┼é si─Ö dowiedzie─ç, ┼╝e jego sny spe┼éni─ů si─Ö. Nim jednak to si─Ö sta┼éo Thorin za┼╝─ůda┼é strawy, ┼Ťci─ůgn─ů┼é z siebie podr├│┼╝ny p┼éaszcz i usadowi┼é si─Ö na krze┼Ťle, na kt├│rym zwyk┼é siadywa─ç w takich momentach. Kili zaraz poda┼é mu mi├│d, zakupiony w karczmie rano, a Fili zaj─ů┼é si─Ö przygotowaniem kolacji, kt├│ra prawd─Ö m├│wi─ůc przypomnia┼éa mu o w┼éasnym g┼éodzie.
Wkr├│tce na stole stan─ů┼é p├│┼émisek z soczyst─ů wieprzowin─ů, dwa bochny chleba i wi─Öcej miodu pitnego. Krasnoludy zgromadzi┼éy si─Ö przy stole i zaj─Ö┼éy wype┼énianiem swoich brzuch├│w, przyk┼éadaj─ůc si─Ö do tego zadania jak to zwykle bywa┼éo. Min─Ö┼éy dobre dwa kwadranse nim powr├│ci┼éy do swojej rozmowy, wci─ů┼╝ popijaj─ůc z kufli i grzej─ůc si─Ö przy kominku.
- Wujku, opowiedz, gdzie by┼ée┼Ť tym razem - Kili przystawi┼é swoje krzes┼éo bli┼╝ej Thorina, siedz─ůcego teraz w szerokim fotelu tu┼╝ przy kominku. Schwyci┼é obur─ůcz oparcie krzes┼éa i tak intensywnie pocz─ů┼é wpatrywa─ç si─Ö w opiekuna, ┼╝e Thorin porzuci┼é histori─Ö o celu swojego przybycia do Ered Luin i postanowi┼é w skr├│cie napomkn─ů─ç o tym, gdzie by┼é i jakie przygody go spotka┼éy.
Opowiedzia┼é wi─Öc o swojej wyprawie do Harlindon wraz z towarami dla elfich wojownik├│w, walcz─ůcych z tamtejszymi plemionami podziemnych ork├│w. Od czas├│w zamierzch┼éych Lindon by┼éo wolne od tego typu plugawych stworze┼ä, jednak najwyra┼║niej tkwi┼éy one jedynie w ziemi wzrastaj─ůc w si┼é─Ö i czekaj─ůc na odpowiedni moment, by pokaza─ç sw─ů obecno┼Ť─ç. Thorin musia┼é naturalnie upewni─ç si─Ö, czy elfy sowicie zap┼éac─ů za dostarczone im zbroje, wykonane fachowo czarodziejskimi pod tym wzgl─Ödem r─Ökami krasnolud├│w. Opowiedzia┼é o tym, jak cz─Ö┼Ť─ç towaru omal nie przepad┼éa podczas przeprawiania si─Ö przez prze┼é─Öcz i o boju, kt├│ry musia┼é stoczy─ç wpadaj─ůc w zasadzk─Ö ork├│w. Z niesmakiem wspomnia┼é o tym, jak elfy przyby┼éy wtedy w por─Ö i wyratowa┼éy jego kompani─Ö z opresji. Pozosta┼é wtedy na kilka dni w Harlindon, by zgromadzi─ç si┼éy i uzupe┼éni─ç zapasy. I ca┼ée szcz─Ö┼Ťcie bo czwartego dnia do miasteczka przyby┼é Dwalin, jego krewny i zaufany przyjaciel, kt├│ry przekaza┼é mu niepokoj─ůce wie┼Ťci z miasta Fornost, kt├│re le┼╝a┼éo na wschodnim szlaku g├│rskim. Mieszka┼é tam brat Dwalina - Balin, kt├│ry donosi┼é o kl─ůtwie, jaka spad┼éa na niegdy┼Ť urodzajn─ů krain─Ö i prosi┼é Thorina o pomoc w rozprawieniu si─Ö ze z┼éem, kt├│re wkroczy┼éo w tamte g├│ry i n─Öka┼éo porz─ůdnych i i tak ju┼╝ niedawno udr─Öczonych nazgulskimi najazdami ludzi. Thorin co prawda nie obieca┼é niczego, ale zgodzi┼é si─Ö wybra─ç w podr├│┼╝ do Fornostu.
- Więc przybyłem tutaj.
Serce w Kilim zabi┼éo mocniej, gdy w jego g┼éowie wykie┼ékowa┼éa my┼Ťl o celu przyjazdu wuja. Nie wytrzyma┼é d┼éugo, wi─Öc ju┼╝ w kilka sekund po ko┼äcu opowie┼Ťci poderwa┼é si─Ö z krzes┼éa, omal go nie wywracaj─ůc i zacisn─ů┼é pot─Ö┼╝ne pi─Ö┼Ťci.
- Czy to oznacza, ┼╝e zabierzesz nas na wsch├│d? - wypali┼é z nadziej─ů dyndaj─ůc─ů u zdania niczym d┼éuga krasnoludzka broda.
- Wci─ů┼╝ si─Ö nad tym zastanawiam - Thorin pokr─Öci┼é g┼éow─ů. - Zamierza┼éem co prawda jedynie zbada─ç tamtejsze tereny i porozumie─ç si─Ö z Balinem, jednak nigdy nie wiadomo co mo┼╝e nas tam zasta─ç. Nie wiem, czy powinienem was nara┼╝a─ç. Jeste┼Ťcie wci─ů┼╝ dzie─çmi.
Cel by┼é tak blisko, Kili czu┼é go wyra┼║nie i nie m├│g┼é teraz, gdy ju┼╝ go schwyci┼é, tak po prostu wypu┼Ťci─ç go nie wiadomo na jak d┼éugo. Schwyci┼é si─Ö za niemal bezw┼éosy podbr├│dek i przekl─ů┼é w my┼Ťlach sw├│j zupe┼énie nie krasnoludzki wygl─ůd, kt├│ry m├│g┼éby chocia┼╝ troch─Ö przekona─ç wuja do zabrania ich ze sob─ů. Kili poczu┼é ci─Ö┼╝k─ů d┼éo┼ä brata, kt├│ra spad┼éa na jego rami─Ö. Obejrza┼é si─Ö na niego swoim udr─Öczonym wzrokiem. Fili wyst─ůpi┼é naprz├│d i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö lekko.
- Chyba najwy┼╝sza pora, by┼Ťmy zobaczyli troch─Ö ┼Ťwiata. Skoro maj─ů to by─ç jedynie zwiady - wzi─ů┼é od Thorina map─Ö, kt├│r─ů ten po namy┼Ťle wyci─ůgn─ů┼é zza pazuchy. Fili podszed┼é do sto┼éu z Kilim, kt├│ry niemal depta┼é po jego pi─Ötach. Roz┼éo┼╝y┼é j─ů na stole, przesuwaj─ůc wcze┼Ťniej brudne naczynia. Jego oczom ukaza┼éo si─Ö Ered Luin, p├│┼║niej Szara Przysta┼ä, Harlindon o kt├│rym wspomina┼é wuj. Fili zmarszczy┼é brwi i przesun─ů┼é grubym paluchem na wsch├│d, szukaj─ůc miejsca przeznaczenia ich podr├│┼╝y.
- Jest tutaj! - Kili wymierzy┼é w g├│rski szlak znacznie dalej od domu, ni┼╝ pr├│bowa┼é znale┼║─ç go Fili. Co prawda Fornost nie znajdowa┼é si─Ö nawet w po┼éowie odleg┼éo┼Ťci, jak─ů w przysz┼éych przygodach mia┼é on pokona─ç wraz z bratem i ca┼é─ů dru┼╝yn─ů krasnolud├│w, czarodziejem oraz nawet hobbitem, jednak w tamtym czasie Fili nie s┼éysza┼é wiele o hobbitach, a ju┼╝ na pewno ci─Ö┼╝ko by┼éo mu wyobrazi─ç sobie miejsce tak daleko od domu. Kili za to odebra┼é to zupe┼énie inaczej. Podniecenie w nim ros┼éo z ka┼╝d─ů chwil─ů i powoli po┼╝era┼é oczyma krainy, kt├│re przyjdzie im przej┼Ť─ç podczas tej przygody.
- Powiadomi┼éem ju┼╝ Gloina i Oina. Powinni przyby─ç tu lada chwila - Thorin podszed┼é z wolna do braci, przygl─ůdaj─ůc si─Ö wci─ů┼╝ z wahaniem Kili'emu i wa┼╝─ůc ryzyko. - Wtedy poka┼╝─Ö wam szlak, kt├│rym planuj─Ö ruszy─ç.
Ledwo zd─ů┼╝y┼é to powiedzie─ç, a kto┼Ť zacz─ů┼é dobija─ç si─Ö do drzwi ma┼éego domku. Fili ockn─ů┼é si─Ö ju┼╝ nieco ze zdziwienia i z u┼Ťmiechem, zwiastuj─ůcym jego wyborowy wr─Öcz humor i zapa┼é do przygody, ruszy┼é by otworzy─ç odrzwia. Przed nim stan─Ö┼éy dwa krasnoludy, jeden siwy zupe┼énie, drugi z pi─Ökn─ů czerwon─ů brod─ů, wsadzon─ů za pas. Oboje byli uzbrojeni i zaopatrzeni na wielotygodniow─ů podr├│┼╝. Sk┼éonili si─Ö Fili'emu.
- Gloin i Oin, do usług!
Fili odk┼éoni┼é si─Ö zwyczajem krasnolud├│w, przedstawiaj─ůc si─Ö i przepu┼Ťci┼é go┼Ťci, zabieraj─ůc od nich manatki i uk┼éadaj─ůc je na niedu┼╝ej skrzyni obok wej┼Ťcia.
Gloin - pot─Ö┼╝ny krasnolud obdarzony niezwykle nieprzyjaznym wyrazem twarzy od razu skierowa┼é si─Ö w stron─Ö Thorina, by powita─ç go i podzi─Ökowa─ç za wiadomo┼Ť─ç. Zachowywa┼é si─Ö w spos├│b niezwykle oficjalny, co tylko mog┼éo utwierdzi─ç pozycj─Ö kr├│la krasnolud├│w. Przyj─ů┼é on dalekich krewnych z rado┼Ťci─ů, ciesz─ůc si─Ö z tak szybkiego ich przybycia. Wszyscy zasiedli przy stole, przez co Fili i Kili zn├│w mi─Öli r─Öce pe┼éne roboty.
Bo jak ju┼╝ wspomnia┼éam, krasnoludy jedz─ů bardzo wiele i w kr├│tkich odst─Öpach czasu. Dw├│jka nowych go┼Ťci mo┼╝e si─Ö wam wyda─ç zupe┼énie nieznacznym powi─Ökszeniem si─Ö towarzystwa, jednak w przypadku krasnolud├│w cz─Östo trzeba gotowa─ç nawet trzykrotnie wi─Öcej jedzenia na ka┼╝dego g┼éodnego, ni┼╝ kiedy mowa jest o ludziach. Tak wi─Öc Kili by┼é zmuszony pobiec do spi┼╝arni, po zapasy zrobione na kilka kolejnych dni. Bez ┼╝alu jednak otworzy┼é kolejn─ů beczk─Ö pitnego miodu, bowiem zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e wkr├│tce opu┼Ťci Ered Luin i wyruszy na spotkanie przygody, z kt├│rej kto wie, kiedy b─Ödzie dane mu wr├│ci─ç. Ju┼╝ w my┼Ťlach widzia┼é nieko┼äcz─ůce si─Ö puszcze, dzikie pustkowia, pi─Ökne elfickie miasta, gro┼║ne stwory czyhaj─ůce na ich ┼╝ycie i niezmiernie nawet te wizje mu si─Ö podoba┼éy. Mia┼é nadziej─Ö, ┼╝e wyrusz─ů jeszcze tego samego dnia, jednak gdy zobaczy┼é s┼éo┼äce znikaj─ůce na dobre za horyzontem, by┼é zmuszony powr├│ci─ç z krainy marze┼ä i zaj─ů─ç si─Ö go┼Ť─çmi.
Gdy wszyscy najedli si─Ö do syta, a bracia posprz─ůtali po wieczerzy, Thorin przedstawi┼é sw├│j plan nowo przyby┼éym i zacz─ů┼é wyznacza─ç na mapie szlak, prowadz─ůcy do Fornostu. Palcem przeci─ů┼é rzek─Ö Lh├╗n, wspi─ů┼é si─Ö nim na g├│ry Evendium, przeskoczy┼é jezioro Nenuial, skierowa┼é si─Ö w d├│┼é przez most na Brandywinie do Bree, a p├│┼║niej ju┼╝ g┼é├│wnym go┼Ťci┼äcem do kr├│lestwa Fornostu.
- Czeka nas d┼éuga przeprawa krainami ludzi - zauwa┼╝y┼é Oin, krasnolud r├│wnie srogi, jak jego brat, obdarzony jednak niezwykle m─ůdrym spojrzeniem, si─Ögaj─ůcym wg┼é─ůb duszy. By┼é on oczytanym i rozs─ůdnym krasnoludem, kt├│ry zna┼é si─Ö sporo na r├│┼╝nego rodzaju zio┼éach i cz─Östo wiedz─ů lecznicz─ů do┼Ťciga┼é niejednego elfa. Wyra┼║nie nie do ko┼äca podoba┼é mu si─Ö pomys┼é tej w─Ödr├│wki, jednak nie na tyle, by pr├│bowa─ç odwie┼Ť─ç podr├│┼╝nik├│w od niej lub cho─çby sam z niej zrezygnowa─ç.
P├│┼║nym wieczorem wszystko zosta┼éo ustalone. Bracia spakowali swoje rzeczy, a tak┼╝e zgromadzili zapasy na podr├│┼╝ i u┼éo┼╝yli si─Ö na prowizorycznych pryczach, odst─Öpuj─ůc swoje ┼é├│┼╝ka go┼Ťciom. Kili d┼éugo jeszcze pr├│bowa┼é zagai─ç co┼Ť nieco┼Ť do Fili'ego, jednak po kolejnej odpowiedzi brata nie zdradzaj─ůcej zainteresowania rozmow─ů, a jedynie ch─Öci─ů u┼Ťni─Öcia wreszcie, mimo odczuwanego podniecenia, zamilk┼é i sam marzy┼é o przygodach, jakie na niego czekaj─ů, wpatruj─ůc si─Ö w ksi─Ö┼╝yc, o┼Ťwietlaj─ůcy jego twarz.
D┼éugo jeszcze nie zasn─ů┼é tej nocy, a gdy wreszcie mu si─Ö to uda┼éo ┼Ťni┼éy mu si─Ö rzeczy, kt├│rych nigdy wcze┼Ťniej nie widzia┼é. Zielone lasy o drzewach wysokich tak, ┼╝e ich korony ledwo wida─ç by┼éo go┼éym okiem, smuk┼ée stworzenia, ukrywaj─ůce si─Ö w zielonym g─ůszczu oraz owady wielkie jak krasnolud lub nawet dwa.
Notatka końcowa:
Opowiadanie umieszczane jest tak??e pod adresem:
http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/
2. Niepokorny m─?ciwoda autor: Swiniareczka
S┼éo┼äce ledwo wsta┼éo, gdy pi─ůtka krasnolud├│w stan─Ö┼éa przed niewielkim domkiem na obrze┼╝ach Ered Luin. Wszyscy gotowi byli do wyprawy i mocowali ostatnie pakunki do obszernych, ko┼äskich siode┼é. Bracia z rana wybrali si─Ö do znajomego sprzedawcy silnych i przyzwyczajonych do trud├│w podr├│┼╝y kucy i wykupili od niego dwie ┼Ťredniej wielko┼Ťci sztuki. Teraz konie parska┼éy na siebie przyja┼║nie i rozgl─ůda┼éy si─Ö niepewnie w─Ösz─ůc, ┼╝e czeka je daleka wyprawa.
Fili oswaja┼é si─Ö jeszcze z siod┼éem, bo mimo ┼╝e je┼║dzi┼é wystarczaj─ůco dobrze, by utrzyma─ç si─Ö na koniu, a nawet rozwin─ů─ç nim wi─Öksze pr─Ödko┼Ťci, nigdy nie ufa┼é tym zwierz─Ötom i wola┼é czu─ç tward─ů ziemi─Ö pod stopami. Z Kilim by┼éo inaczej. Je┼║dzi┼é konno od zawsze i tak pokocha┼é te zwierz─Öta, ┼╝e gdy stara szkapa wuja, na kt├│rej uczy┼é si─Ö je┼║dzi─ç, zdech┼éa ze staro┼Ťci, d┼éugo jej los ci─ů┼╝y┼é mu na sercu. To by┼éo jednak, gdy Kili by┼é jeszcze dzieckiem. Teraz, gdy wkroczy┼é w wiek dojrzewania, ┼éatwiej przychodzi┼éo mu przyjmowanie do wiadomo┼Ťci tego typu wydarze┼ä i poza szacunkiem dla pracy zwierz─Öcia, nie mia┼é dla niego innych uczu─ç.
Fili z nieukrytym rozbawieniem obserwowa┼é brata, kt├│ry zniecierpliwiony kr─ů┼╝y┼é powolne k├│┼éka wok├│┼é kompanii, rozgl─ůdaj─ůc si─Ö bacznie na boki i co jaki┼Ť czas zatrzymuj─ůc spojrzenie na linii horyzontu.
- Nie zapomnij spojrze─ç ostatni raz na dom, nim wyruszymy - zawo┼éa┼é, k┼éusuj─ůc w jego stron─Ö.
Thorin przyjrza┼é si─Ö roze┼Ťmianym siostrze┼äcom i zamy┼Ťli┼é si─Ö powa┼╝nie, rozwa┼╝aj─ůc ponownie wszystkie za i przeciw. Z tej odleg┼éo┼Ťci wygl─ůdali jeszcze jak dzieci, kt├│re gotuj─ů si─Ö do zabawy w lesie, a nie niebezpiecznej pod wieloma wzgl─Ödami drogi. Jedynym, co uspokaja┼éo go w tym momencie, by┼éy ich umiej─Ötno┼Ťci pos┼éugiwania si─Ö or─Ö┼╝em, kt├│re zawsze niezmordowanie z nim ─çwiczyli, potrafi─ůc podnosi─ç si─Ö nawet po najci─Ö┼╝szych ciosach, kt├│re spada┼éy na nich z r─Öki kr├│la.
Thorin wci─ů┼╝ pami─Öta┼é dzie┼ä, w kt├│rym na Belegost napad┼éy gobliny z pobliskich jaski┼ä. Ob┼Ťlizg┼éa plaga oblaz┼éa ca┼é─ů wiosk─Ö w jednym momencie i wielu g├│rnik├│w zgin─Ö┼éo tamtego dnia. Gdy tylko Thorin dowiedzia┼é si─Ö o niebezpiecze┼ästwie, wsiad┼é na konia i pogna┼é w stron─Ö domu. Jakie by┼éo jego zdziwienie, gdy odnalaz┼é jeszcze dziecinnych braci w┼Ťr├│d odpieraj─ůcej atak grupy zaawansowanych wiekiem krasnolud├│w. Kili strzelaj─ůcy z ┼éuku i Fili, pilnuj─ůcy zawsze, by ┼╝aden przeciwnik nie dosta┼é si─Ö do jego brata. Gobliny zosta┼éy odparte i wyr┼╝ni─Öte do ostatniego, a Thorina rozpiera┼éa duma, gdy patrzy┼é na ubrudzonych cuchn─ůc─ů krwi─ů braci.
Wspomniane wydarzenia wzbudzi┼éy teraz nawet u┼Ťmiech, majacz─ůcy gdzie┼Ť w brodzie krasnoluda. Schwyci┼é on mocno wodze i da┼é znak do wyjazdu. Twarze braci st─Ö┼╝a┼éy. W tej samej niemal chwili odwr├│cili si─Ö w stron─Ö swojej niedu┼╝ej chatki i wstrzymali jeszcze chwil─Ö konie, nim wymieniaj─ůc si─Ö pokrzepiaj─ůcym spojrzeniem, ruszyli za wujem na ko┼äcu kolumny.
"Dom zostawmy za sob─ů, przed nami ca┼éy ┼Ťwiat", Fili u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do siebie, klepi─ůc swoj─ů klacz po szyi.
Podr├│┼╝ zacz─Ö┼éa si─Ö dla krasnolud├│w pomy┼Ťlnie. S┼éo┼äce cz─Östo prze┼Ťwieca┼éo przez niezwiastuj─ůce deszczu chmury, a wiatr nie by┼é tak mro┼║ny, jak to czasem bywa w tych stronach. Thorin jednak nie traci┼é czujno┼Ťci. Wiedzia┼é, ┼╝e te okolice s─ů jeszcze bezpieczne i wa┼╝y┼é wci─ů┼╝ ryzyko, czyhaj─ůce na nich poza granicami Ered Luin. Poza tym by┼é markotny z przymusu kierowania si─Ö w kierunku rzeki Lh├╗n. Mosty, kt├│rymi musieli bowiem j─ů przeby─ç nale┼╝a┼éy do elf├│w z Szarej Przystani, a Thorin wyj─ůtkowo nie ufa┼é tym istotom. Budzi┼éy w nim jak─ů┼Ť wewn─Ötrzn─ů melancholi─Ö swoimi smutnymi twarzami.
Szara Przysta┼ä bowiem oznacza┼éa dla elf├│w podr├│┼╝ do cudownego ┼Ťwiata, w kt├│rym mogli ┼╝y─ç bez gro┼║by ┼Ťmierci, jednak z jaki┼Ť powod├│w ka┼╝da istota decyduj─ůca si─Ö na wykorzystanie tego biletu w jedn─ů stron─Ö, ┼╝egna┼éa ┼Ür├│dziemie z ci─Ö┼╝kim sercem. Thorin nie chcia┼é si─Ö nad tym wiele zastanawia─ç, jednak kiedy┼Ť doszed┼é do wniosku, ┼╝e mu tak┼╝e by┼éoby ┼╝al opuszcza─ç wszystkie doliny i pag├│rki, do kt├│rych przywyk┼é. Serce w nim zamiera┼éo, gdy wyobra┼╝a┼é sobie po┼╝egnanie widoku szczyt├│w G├│r B┼é─Ökitnych... i innych pasm g├│rskich.
Zar├│wno Kili jak i Fili byli zachwyceni nowymi widokami, jakie si─Ö im objawi┼éy jeszcze podczas podr├│┼╝y przez kraj kopal┼ä i hut rzemie┼Ťlniczych. Nigdy nie podr├│┼╝owali dalej ni┼╝ za dolin─Ö Thrama, a i tam byli zaledwie dwa razy w ┼╝yciu, gdy wuj pozwoli┼é im si─Ö odprowadzi─ç lub uda┼éo im si─Ö wybra─ç z towarami p┼éyn─ůcymi wg┼é─ůb szlak├│w g├│rskich. Thorin zreszt─ů nie lubi┼é kiedy opuszczali rodzinne miasteczko, gdy nie by┼éo go w pobli┼╝u. Zawsze t┼éumaczy┼é im, ┼╝e ich miejsce jest w kopalni i w┼éa┼Ťnie z pracy w niej powinni czerpa─ç satysfakcj─Ö. Na nic jednak takie s┼éowa Kili'emu, kt├│ry szuka┼é zaczepki, gdzie tylko m├│g┼é. Kocha┼é by─ç w ruchu, wi─Öc cz─Ö┼Ťciej trudni┼é si─Ö ┼éowiectwem, ni┼╝ rzemie┼Ťlnictwem, co zapewnia┼éo mu w┼éa┼Ťnie podr├│┼╝e poza miasteczka i pozorne poczucie wolno┼Ťci. Le┼╝─ůc w gospodach po drodze, bracia cicho przyznawali si─Ö sobie, ┼╝e nie mog─ů si─Ö ju┼╝ doczeka─ç sypiania pod go┼éym niebem, w ha┼éasie ciemnych, nieodgadnionych las├│w.
Drugi dzie┼ä podr├│┼╝y mia┼é si─Ö ku ko┼äcowi, gdy krasnoludy zatrzyma┼éy si─Ö w gospodzie Pod S─Ökat─ů Wierzb─ů. S┼éo┼äce zasz┼éo par─Ö kwadrans├│w temu, a r─Öce podr├│┼╝nik├│w niemal przymarz┼éy do ko┼äskich wodzy, przeszywane wiatrem. Ca┼éa pi─ůtka z zadowoleniem wesz┼éa do karczmy i zakwaterowawszy si─Ö w trzech pokojach, do┼é─ůczy┼éa do towarzystwa weso┼éo popijaj─ůcego najlepsze trunki po tej stronie Ered Luin.
- Czy mnie oczy myl─ů? To┼╝ to Thorin D─Öbowa Tarcza! - da┼éo si─Ö s┼éysze─ç od jednego ze sto┼é├│w. Krasnolud odwr├│ci┼é si─Ö i ujrza┼é Yazerana, swego leciwego druha i wieloletniego przyjaciela rodziny. Fili i Kili tak┼╝e go znali. Par─Öna┼Ťcie lat temu mieszka┼é on w Belegost i opiekowa┼é si─Ö nimi pod nieobecno┼Ť─ç Thorina, jednak obowi─ůzki i duch w─Ödrowca odezwa┼éy si─Ö w nim i by┼é on zmuszony szuka─ç szcz─Ö┼Ťcia na po┼éudniu, zapuszczaj─ůc si─Ö nawet poza Eriador. Najwyra┼║niej powr├│ci┼é do G├│r B┼é─Ökitnych do┼Ť─ç dawno, bo brzuch ur├│s┼é mu znacznie, a sam krasnolud wygl─ůda┼é po prostu jak leciwy, najedzony g├│rnik, napojony kilkoma kuflami miodu, daj─ůcymi si─Ö ju┼╝ we znaki.
Zaraz ca┼éa kompania zebra┼éa si─Ö wok├│┼é sto┼éu i zacz─Öli gaw─Ödzi─ç o minionych czasach, przygodach i swoich zamiarach. Bracia wpatrywali si─Ö w starszych towarzyszy, zauroczeni ich s┼éowami, przynosz─ůcymi na my┼Ťl odleg┼ée, zielone krainy i patrzyli, jak ci powoli upijaj─ů si─Ö miodem, snuj─ůc coraz to donio┼Ťlejsze opowie┼Ťci. W ko┼äcu Fili odprowadzi┼é wuja do jego sypialni i sprawdzi┼é, czy pozostali towarzysze trafili do swoich ┼é├│┼╝ek.
Kili siedzia┼é na dole, doka┼äczaj─ůc piwo i my┼Ťl─ůc o przygodzie, jaka ich czeka. Poci─ůgn─ů┼é ostatni ┼éyk i ju┼╝ mia┼é do┼é─ůczy─ç do wuja, odp┼éywaj─ůcego w kr├│lestwo sn├│w, gdy obok niego usiad┼é Yazeran.
- Dawno ci─Ö nie widzia┼éem ch┼éopcze. By┼ée┼Ť taki - tutaj krasnolud wskaza┼é d┼éoni─ů niegdysiejszy wzrost Kili'ego - kiedy opuszcza┼éem Ered Luin. Pami─Ötam te wasze treningi z Thorinem. Bardziej wygl─ůda┼éo to jak linczowanie, ni┼╝ pojedynek, ale dzielny by┼ée┼Ť - tu krasnolud za┼Ťmia┼é si─Ö g┼éo┼Ťno i poci─ůgn─ů┼é z kufla, rozlewaj─ůc wi─Öksz─ů cz─Ö┼Ť─ç trunku na swoj─ů d┼éug─ů, czarn─ů brod─Ö.
Kili u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö lekko do tych wspomnie┼ä. Pomy┼Ťla┼é, ┼╝e tak w┼éa┼Ťnie zawsze musia┼éo wygl─ůda─ç to z daleka. Wiedzia┼é, ┼╝e jak na krasnoluda by┼é do┼Ť─ç drobny, dzi─Öki czemu szybszy, jednak nie obdarzony tak─ů si┼é─ů... przebicia. Jak m├│g┼é r├│wna─ç si─Ö ze swoim wujem, kt├│ry (by┼é tego przekonany!) m├│g┼éby zatrzyma─ç w u┼Ťcisku p─Ödz─ůcego tura?
- Ci─ůgle widz─Ö bawisz si─Ö elfickimi sposobami - Yazeran schwyci┼é ┼éuk, przypi─Öty do plec├│w Kili'ego i obejrza┼é go niech─Ötnie, a po chwili pu┼Ťci┼é zupe┼énie, wpatruj─ůc si─Ö w krasnoluda z pal─ůcym politowaniem. - S─ůdzi┼éem, ┼╝e z wiekiem dob─Ödziesz porz─ůdnej broni. Topora. Ale wci─ů┼╝ jeszcze najwyra┼║niej nie zm─Ö┼╝nia┼ée┼Ť wystarczaj─ůco - stary krasnolud pokr─Öci┼é g┼éowa i zdawa┼é si─Ö straci─ç zainteresowanie.
Kili zacisn─ů┼é d┼éonie, spuszczaj─ůc pokornie oczy. Cieszy┼é si─Ö, ┼╝e wuja nie by┼éo w pobli┼╝u, bo spali┼éby si─Ö ze wstydu ju┼╝ zupe┼énie. Zdawa┼é sobie co prawda spraw─Ö z tego, ┼╝e zar├│wno Thorin jak i inni cz┼éonkowie jego rodziny, woleliby by u┼╝ywa┼é czego┼Ť bardziej m─Öskiego. Krasnoludy s┼éyn─Ö┼éy z tego, ┼╝e nie ba┼éy si─Ö walki, a najlepiej czu┼éy si─Ö w jej centrum. Zwykle wpada┼éy na wrog├│w, rozbijaj─ůc ich szeregi pot─Ö┼╝nymi uderzeniami topor├│w. Zbryzgani krwi─ů i obici zderzeniami z przeciwnikiem, wykrzykiwali g┼éo┼Ťne przekle┼ästwa, mia┼╝d┼╝─ůc ich i tn─ůc, co do ostatniego.
Kili nijak mia┼é si─Ö do nich. Wszystko za┼éatwia┼é z odleg┼éo┼Ťci, mo┼╝na by powiedzie─ç... bardziej subtelnie. Oczywi┼Ťcie, ┼╝e umia┼é pos┼éugiwa─ç si─Ö toporem i mieczem, jednak widzia┼é w ┼éuku wiele zalet, kt├│rych inni zdawali si─Ö nie zauwa┼╝a─ç. Kiedy┼Ť nawet pr├│bowa┼é toczy─ç o tym dysputy, jednak szybko si─Ö zniech─Öci┼é. Starsze krasnoludy zawsze uwa┼╝a┼éy to za jego dziecinny kaprys i wynaturzenie. Kili postanowi┼é jednak kiedy┼Ť dowie┼Ť─ç, ┼╝e nawet z ┼éukiem krasnolud mo┼╝e sia─ç postrach w┼Ťr├│d wrog├│w.
- Prosz─Ö nie by─ç dla niego takim surowym. Kili to urodzony zab├│jca. Strzela z ┼éuku jak niejeden elf - Fili zszed┼é ze schod├│w z grzecznym u┼Ťmiechem, majacz─ůcym w jego jasnej brodzie. Opar┼é d┼éo┼ä na ramieniu brata, dodaj─ůc mu tym otuchy.
- A no w┼éa┼Ťnie. Elf! Powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie b─Ödzie tak dobrym zab├│jc─ů jak ty, dziecko. Lew bitewny, tak kiedy┼Ť b─Öd─ů na ciebie m├│wi─ç - Yazeran od zawsze darzy┼é starszego brata sympati─ů. Ch─Ötnie sp─Ödza┼é z nim popo┼éudnia na ─çwiczeniach i pojedynkach, podczas kiedy Kili tylko przygl─ůda┼é si─Ö wszystkiemu z boku. Stary krasnolud by┼é pe┼éen podziwu dla ilo┼Ťci broni, jak─ů Fili umia┼é si─Ö pos┼éugiwa─ç. Najbardziej chyba lubi┼é, gdy ┼éapa┼é on za dwa miecze wykute w i┼Ťcie barbarzy┼äskim stylu. Zawsze, gdy starszy brat ich dobywa┼é, w Yazeranie wrza┼éa krew i ros┼éo serce na widok dzielnego, bezwzgl─Ödnego wojownika. Nazywa┼é go taranem lub lwem, przez sylwetk─Ö i ci─Ö┼╝kie ruchy Fili'ego, zmuszaj─ůce ka┼╝dego przeciwnika do ulegni─Öcia mu.
Kili raczej nie przejmowa┼é si─Ö brakiem uwagi ze strony krasnoluda, poniewa┼╝ nigdy nie zapa┼éa┼é nale┼╝ytym szacunkiem do przyjaciela rodziny. Nie zmienia┼éo to faktu, i┼╝ s┼éowa wypowiedziane w ten spos├│b tym razem zrobi┼éy na nim wra┼╝enie. Niegdy┼Ť unika┼é konfrontacji ze starszym wiekiem i wy┼╝szym rang─ů opiekunem i wybywa┼é jak najdalej, podczas jego wizyt w ich domu, jednak tego wieczoru mo┼╝e przez piwo, uderzaj─ůce mu do g┼éowy, mo┼╝e przez przekonanie, ┼╝e skoro wyrusza na spotkanie z przygod─ů, dor├│s┼é na tyle, by by─ç traktowanym powa┼╝nie, zapa┼éa┼é nienawi┼Ťci─ů do Yazerana i zeskoczy┼é ze sto┼éka, chwytaj─ůc pusty kufel i wymierzaj─ůc nim celne uderzenie w jego lew─ů skro┼ä. Krasnolud przez i tak ju┼╝ spore problemy z r├│wnowag─ů, stoczy┼é si─Ö ze sto┼éka i uszkodzi┼éby pewnie sobie g┼éow─Ö bardziej, gdyby nie Fili, kt├│ry schwyci┼é go w ostatniej chwili i upad┼é wraz z nim.
- ┼╗adnych b├│jek w mojej gospodzie! - Kili zosta┼é schwycony przez w┼éa┼Ťciciela i jego syna i w trybie natychmiastowym wyrzucony na dw├│r. Obi┼é si─Ö nieco o zmarzni─Öt─ů ziemi─Ö i chcia┼é wraca─ç, by przy┼éo┼╝y─ç tak┼╝e synowi gospodarza, jednak mro┼║ny wiatr wkr├│tce poskromi┼é wrz─ůc─ů w nim krew. Kili usiad┼é pod p┼éotem gospody i ukry┼é g┼éow─Ö w kolanach, tarmosz─ůc si─Ö za w┼éosy. Kiedy┼Ť los ukarze go za jego pop─Ödliwo┼Ť─ç, o czym doskonale wiedzia┼é. Zawsze robi┼é rzeczy impulsywnie i to mu tak strasznie w sobie przeszkadza┼éo, zw┼éaszcza gdy w pobli┼╝u znajdowa┼é si─Ö Thorin, spogl─ůdaj─ůcy na siostrze┼äca z politowaniem, w┼éa┼Ťciwym ojcu w stosunku do jeszcze ma┼éego dziecka. Stara┼é si─Ö ze sob─ů walczy─ç i teraz t┼éumaczy┼é si─Ö tylko swoim honorem i piwem, kt├│rego do┼Ť─ç sporo wypi┼é.
- No ┼éadnie, ale z ciebie awanturnik. Spra─ç tak starego Yazerana - Fili ze ┼Ťmiechem usiad┼é obok brata i wyci─ůgn─ů┼é swoj─ů fajk─Ö. Za t─Ö uwag─Ö dosta┼é co prawda porz─ůdnego kuksa┼äca w bok, jednak ledwie poczu┼é go przez ┼Ťci┼Ťle opasaj─ůce go sk├│ry. Po chwili milczenia przekaza┼é Kili'emu fajk─Ö. Oboje tkwili pod p┼éotem jeszcze d┼éugo, patrz─ůc w gwiazdy i pykaj─ůc co jaki┼Ť czas dymkowe k├│┼éka, unosz─ůce si─Ö wysoko ponad gospod─Ö.
- To b─Ödzie kr├│tka wyprawa, nie zd─ů┼╝─Ö si─Ö ni─ů nacieszy─ç.
- Kto wie, Kili, kto wie?

Gdy tylko kury na podw├│rku zacz─Ö┼éy gdaka─ç niezno┼Ťnie i skaka─ç na siebie z ptasi─ů furi─ů, bracia wyszli z gospody i skierowali si─Ö do stajni, by zaprz─Ögn─ů─ç konie. Sakwy zosta┼éy wype┼énione zapasami na d┼éugi czas, tego wieczora bowiem, kompania mia┼éa przekroczy─ç granice Ered Luin i skierowa─ç si─Ö w stron─Ö wzg├│rz Evendium, nie nale┼╝─ůcych ju┼╝ do kr├│lestwa krasnolud├│w. Kili wyprowadzi┼é pierwsz─ů par─Ö kucy i przywi─ůza┼é je do parkanu obok wyj┼Ťcia z gospody. Gdy ju┼╝ chcia┼é zawr├│ci─ç po pozosta┼ée sztuki, w drzwiach pokaza┼é si─Ö Thorin, wpatrzony w siostrze┼äca ┼╝elaznym spojrzeniem. Krasnolud nie by┼é w stanie ruszy─ç si─Ö z miejsca. Wzrok wuja wbi┼é go w ziemi─Ö i trzyma┼é w bezruchu, kiedy Thorin zbli┼╝a┼é si─Ö do niego. Zanim kr├│l otworzy┼é usta, Kili zdo┼éa┼é na szcz─Ö┼Ťcie spu┼Ťci─ç wzrok, co jako jedyne powstrzyma┼éo go od trz─Ösienia si─Ö z ha┼äby, kt├│r─ů sam si─Ö okry┼é.
- Najad┼éem si─Ö przez ciebie wstydu. Czy tak w┼éa┼Ťnie pokazujesz jak bardzo dojrza┼ée┼Ť do tej w─Ödr├│wki? Bij─ůc i obra┼╝aj─ůc swoich zacnych opiekun├│w? Czy tak ci─Ö wychowa┼éem?
- Nie, wuju - m┼éodzieniec pokr─Öci┼é g┼éow─ů i zacisn─ů┼é d┼éonie w pi─Ö┼Ťci.
- Patrz na mnie, gdy do ciebie m├│wi─Ö. Najch─Ötniej wys┼éa┼ébym ci─Ö teraz do domu - Thorin wymierzy┼é palcem w siostrze┼äca. - Ale nie pozwol─Ö, ┼╝eby humorzasty dzieciak op├│┼║ni┼é wypraw─Ö. Nie my┼Ťl jednak, ┼╝e zostaniesz zupe┼énie bezkarny. Zr├│b jeszcze co┼Ť nieodpowiedniego...
- To si─Ö ju┼╝ nie powt├│rzy. Nigdy ci─Ö nie zawiod─Ö - Kili zebra┼é w sobie ca┼é─ů si┼é─Ö, jaka przy jego wuju blad┼éa i kruszy┼éa si─Ö i uni├│s┼é wzrok, wci─ů┼╝ tkwi─ůc w pokornej, uni┼╝onej pozie, z opuszczonymi ramionami i g┼éow─ů pochylon─ů z szacunkiem.
Thorin wyprostowa┼é si─Ö jak struna, jednak zaraz jego sylwetka rozpr─Ö┼╝y┼éa si─Ö, a on sam westchn─ů┼é pot─Ö┼╝nie i ruszy┼é w kierunku swojego kucyka. Kili nie poruszy┼é si─Ö ani o krok, a┼╝ do momentu, w kt├│rym Fili poda┼é mu wodze. Najm┼éodszy z kompanii - mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e przez ca┼é─ů podr├│┼╝ wszyscy b─Öd─ů postrzegali go tylko przez pryzmat do┼Ťwiadczenia ┼╝yciowego, kt├│rego nie zd─ů┼╝y┼é jeszcze nabra─ç. Pog┼éaska┼é swojego kuca po pysku i po chwili wsiad┼é na niego, doganiaj─ůc wkr├│tce grup─Ö i zamykaj─ůc poch├│d. Nie ┼Ťmia┼é ju┼╝ spojrze─ç na wuja, a szkoda, bo mo┼╝e zobaczy┼éby jak ten co jaki┼Ť czas odwraca si─Ö i spogl─ůda na siostrze┼äca nie tylko z zimn─ů dum─ů i surowo┼Ťci─ů, ale tak┼╝e trosk─ů.
Notatka końcowa:
Opowiadanie umieszczane jest tak??e pod adresem:
http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/
3. Wie??ci ze wschodu autor: Swiniareczka
Oko┼éo po┼éudnia, zaraz po kr├│tkim postoju dla napojenia koni, Thorin ujrza┼é z daleka wysokie postaci, ci─ůgn─ůce w ich stron─Ö.
- Jaki┼Ť poch├│d - Fili wyt─Ö┼╝y┼é sw├│j wzrok, pochylaj─ůc si─Ö.
- To ludzie. Maj─ů jakie┼Ť towary. Nie dajcie sobie nic sprzeda─ç - Thorin spotyka┼é ju┼╝ nie raz tego typu w─Ödrowne stragany, kt├│re cieszy┼éy oczy, jednak oferowa┼éy jedynie bezwarto┼Ťciowe i cz─Östo wykradzione gwa┼étem przedmioty.
Ludzie jednak nie zamierzali krasnoludom niczego sprzedawa─ç. Byli za to wyj─ůtkowo upodleni, chudzi i przem─Öczeni. Wygl─ůdali bardziej jak cienie, ni┼║li ludzie z krwi i ko┼Ťci. Ka┼╝dy z w─ůt┼éych ch┼éopaczk├│w ni├│s┼é ze sob─ů skrzynie wype┼énion─ů zapewne warto┼Ťciowymi materia┼éami. Na ko┼äcu kolumny brodaty starzec, ubrany w szaty dostojnika kr├│lewskiego, pogania┼é cienkim bacikiem czerwon─ů krow─Ö, siedz─ůc na drewnianym wozie, na kt├│rym pi─Ötrzy┼éo si─Ö jeszcze wi─Öcej pakunk├│w. Co w nich mog┼éo by─ç? Drogocenne kamienie? Z┼éoto? Kili nie m├│g┼é si─Ö napatrze─ç temu pochodowi ┼Ťmierci.
- Dok─ůd zmierzacie? - Thorin, zatrzyma┼é si─Ö przed starcem. Ludzie przystan─Öli i na chwil─Ö opu┼Ťcili sw├│j balast. Zgrzytn─Ö┼éo od prostuj─ůcych si─Ö ko┼Ťci.
- Jedziemy z P├│┼énocnych Wzg├│rz z przesy┼ék─ů od w┼éadcy - odpowiedzia┼é szybko, nie chc─ůc wyra┼║nie wyda─ç si─Ö krasnoludom podejrzany.
- Co namiestnik Fornostu miałby przysyłać do Ered Luin?
Kili zacisn─ů┼é d┼éonie na wodzach, drgaj─ůc lekko z ekscytacji, kt├│ra zap┼éon─Ö┼éa w nim wielkim p┼éomieniem. Niespokojnie spogl─ůda┼é to na wuja, to na starca, chc─ůc wym├│wi─ç wszystkie pytania, kt├│re gna┼éy przez jego my┼Ťl. Przewodz─ůcy pochodu nieco jakby skurczy┼é si─Ö pod wp┼éywem tego pytania i strapi┼é okropnie, co nada┼éo jego twarzy wyj─ůtkowo ponury i godny wsp├│┼éczucia wyraz.
- Wszyscy, kt├│rzy zmierzaj─ů do Fornostu srogo si─Ö rozczaruj─ů. Odnajd─ů tam jedynie ┼Ťmier─ç, g┼é├│d i zaraz─Ö. Choroba toczy umys┼é namiestnika i ca┼é─ů t─ů przekl─Öt─ů ziemi─Ö - pokr─Öci┼é g┼éow─ů ze szczerym ┼╝alem.
- Co masz na my┼Ťli? - Kili nie wytrzyma┼é i wychyn─ů┼é z pytaniem. Chwil─Ö p├│┼║niej zawstydzi┼é si─Ö swojej ┼Ťmia┼éo┼Ťci, jednak widz─ůc tylko nieznaczne zerkni─Öcie na niego ze strony wuja, zmarszczy┼é powa┼╝nie brwi i zacisn─ů┼é wargi. Mia┼é w nawyku przybiera─ç w kontaktach z nieznajomymi maski powagi i bezgranicznego skupienia. Fili patrz─ůc na niego w takich momentach, widzia┼é jak perfekcyjnie jego brat rozwin─ů┼é w sobie zdolno┼Ť─ç na┼Ťladowania mimiki Thorina i jak usilnie stara┼é si─Ö zwr├│ci─ç na siebie tym jego uwag─Ö, a tak┼╝e zas┼éu┼╝y─ç sobie na mi┼éo┼Ť─ç wuja. Jemu wydawa┼éo si─Ö to niedorzeczne, ale przede wszystkim wielce zabawne.
Tak┼╝e teraz parskn─ů┼é ┼Ťmiechem, kt├│ry zdusi┼é od razu w futrze swojego ko┼énierza, udaj─ůc kaszel. Kili spojrza┼é na brata z wyrzutem w oczach, ale nieco si─Ö rozlu┼║ni┼é.
- Namiestnik pokocha┼é luksusy, pokocha┼é z┼éoto i diamenty. Teraz wszystko ka┼╝e na nie wymienia─ç. Ca┼ée zbo┼╝e, byd┼éo, Fornost upada - najm┼éodszy z tragarzy, jeszcze ma┼éy ch┼éopak, uni├│s┼é oczy na Kili'ego. W jego g┼éosie s┼éycha─ç by┼éo gorycz, ale tak┼╝e nienawi┼Ť─ç. Gor─ůc─ů i ┼╝yw─ů nienawi┼Ť─ç sp┼éywaj─ůc─ů strumieniem z jego j─Özyka.
- Tom, zamilknij natychmiast! - starzec podni├│s┼é si─Ö, zamachuj─ůc si─Ö na ch┼éopca.
- Biedni jeste┼Ťcie zatem, ludzie z P├│┼énocnych Wzg├│rz. Tak si─Ö sk┼éada, ┼╝e droga prowadzi nas do tego upad┼éego kr├│lestwa - Thorin odwr├│ci┼é twarz, chc─ůc ruszy─ç dalej.
- Oby┼Ťcie szybko za┼éatwili tam wasze sprawy, panie. I czym pr─Ödzej wr├│cili do domu.

My┼Ťl o namiestniku nie opu┼Ťci┼éa Kili'ego do wieczora. Wci─ů┼╝ pr├│bowa┼é wyobrazi─ç sobie, jak ├│w namiestnik m├│g┼éby wygl─ůda─ç. Widzia┼é w my┼Ťlach r├│┼╝nej wielko┼Ťci posta─ç, przesuwaj─ůc─ů si─Ö w┼Ťr├│d piramid z┼éota i diament├│w. Widzia┼é r├│┼╝nokolorowe oczy, ┼Ťwiec─ůce w ciemno┼Ťci kr├│lewskich skarbc├│w. Widzia┼é usta zaci┼Ťni─Öte, otwarte z zachwytu, cienkie, szerokie, a czasem i kobiece, kt├│re ukrywa┼éy si─Ö w brodzie lub tkwi┼éy na bezw┼éosej twarzy.
Nie umia┼é sobie wyobrazi─ç, jak namiestnik m├│g┼é wygl─ůda─ç. Zerka┼é te┼╝ cz─Östo na Thorina, zastanawiaj─ůc si─Ö, czy ludzki w┼éadca m├│g┼éby wygl─ůda─ç jak krasnoludzki - dumny i pot─Ö┼╝ny, ze spojrzeniem, kt├│re zmusza┼éo serce do oddania i pos┼éusze┼ästwa.
Thorin natomiast strapi┼é si─Ö strasznie. S┼éysza┼é bowiem ju┼╝ wcze┼Ťniej pog┼éoski o Forno┼Ťcie, w kt├│rym panowa┼éa ┼Ťmier─ç. Trucizna rozlewa┼éa si─Ö bowiem po tamtejszych ziemiach, k─ůsaj─ůc niegdy┼Ť urodzajn─ů gleb─Ö i powalaj─ůc najsilniejsze osobniki z gatunk├│w ┼╝yj─ůcych w tamtejszych lasach od niepami─Ötnych wiek├│w. S┼éysz─ůc o Balinie, zamieszkuj─ůcy owe ziemie, pomy┼Ťla┼é ┼╝e ponure wiadomo┼Ťci z tamtejszego obszaru to jedynie plotki, jednak teraz poczu┼é niepok├│j i powa┼╝nie zastanawia┼é si─Ö nad kontynuowaniem w─Ödr├│wki.
- Rozbijamy ob├│z. Most znajduje si─Ö par─Ö godzin st─ůd. Zachowajmy odleg┼éo┼Ť─ç podczas nocy - odezwa┼é si─Ö nagle i zatrzyma┼é konia. - Fili, rozpal ogie┼ä. Kili, pierwszy trzymasz wart─Ö. Nie chc─Ö, by jakie┼Ť elfy zaskoczy┼éy nas w nocy.
M├│wi─ůc to Thorin wpatrzy┼é si─Ö w najm┼éodszego z towarzyszy, przeszywaj─ůc go wzrokiem na wskro┼Ť. Kili'emu krew w ┼╝y┼éach zmrozi┼éo i przez chwil─Ö nie ┼Ťmia┼é nawet drgn─ů─ç.
Wieczorem krasnoludy spożyły mniejszy posiłek niż zwykle, co nie było dla starszych niczym nowym, a dla młodszych niczym istotnym.
Kili i Fili bowiem byli niesamowicie podekscytowani perspektyw─ů pierwszej nocy sp─Ödzonej pod go┼éym niebem. Kili czu┼é si─Ö odwa┼╝ny i doros┼éy jak jeszcze nigdy, bo wuj da┼é mu od razu tak odpowiedzialne zadanie. Nie m├│g┼é co prawda wiedzie─ç, ┼╝e te ziemie s─ů zupe┼énie bezpieczne i jedyne, co mog┼éoby zak┼é├│ci─ç spok├│j kompanii, to zab┼é─ůkany, przestraszony dzik, ale w tej niewiedzy ┼╝y┼éo mu si─Ö zupe┼énie dobrze. Zjad┼é niewiele i od razu uda┼é si─Ö na obrze┼╝e obozowiska, wdrapuj─ůc si─Ö na niskie drzewo. Chwyci┼é fajk─Ö Fili'ego, wykradzion─ů podst─Öpem i zapali┼é, zadowolony z warunk├│w panuj─ůcych tamtej nocy.
By┼éa to bowiem wczesnoletnia noc, spokojna i cicha, idealna, zwiastuj─ůca udan─ů wypraw─Ö i mas─Ö bajkowych przyg├│d, o kt├│rych marzy┼é od dziecka. Pykaj─ůc dymowe okr─Ögi, patrzy┼é jak ob├│z powoli pogr─ů┼╝a si─Ö we ┼Ťnie.
- Co┼Ť ci─Ö martwi - Oin poprawi┼é tobo┼éek pod g┼éow─ů i zerkn─ů┼é w stron─Ö Thorina, le┼╝─ůcego na wznak. Kr├│l mia┼é oczy wlepione w niebo, a d┼éonie zaci┼Ťni─Öte na materiale drapi─ůcego koca.
- Fornost spowi┼é mrok. Nie wiem, czy jest tam, czego szuka─ç. Balin jest m─ůdry. Wyni├│s┼éby si─Ö z miasta, gdyby grozi┼éo mu niebezpiecze┼ästwo. Chyba, ┼╝e wpad┼é w tarapaty.
- Martwisz si─Ö o dzieciaki. Po co ich zabra┼ée┼Ť? Przecie┼╝ wiedzia┼ée┼Ť o tym, co wszyscy m├│wi─ů...
Thorin zmierzy┼é Oina spojrzeniem i odwr├│ci┼é si─Ö od niego, przerzucaj─ůc si─Ö na bok z westchnieniem.
- Wejdziemy do dawnego kr├│lestwa i wydrzemy naszych nawet najgorszemu przeciwnikowi.
- A co, je┼Ťli ten przeciwnik oka┼╝e si─Ö zbyt pot─Ö┼╝ny?
Thorin zastanawiał się długo, nim zdecydował się odezwać.
- Wtedy ich ode┼Ťl─Ö. S─ů jeszcze m┼éodzi i ca┼ée ┼╝ycie przed nimi. Nie pozwol─Ö, by mojej rodzinie co┼Ť si─Ö sta┼éo.

- Kto to? - Kili schwyci┼é miecz, przypi─Öty do boku i wpatrzy┼é si─Ö w posta─ç, wy┼éaniaj─ůc─ů si─Ö z krzak├│w. Fili za┼Ťmia┼é si─Ö na widok pr├│buj─ůcego przybra─ç gro┼║n─ů min─Ö brata i u┼éo┼╝y┼é koc pod drzewem.
- Fili, ja dzi┼Ť pilnuj─Ö...
- Przecie┼╝ nie chc─Ö ci psu─ç zabawy, marudo. A teraz oddawaj - wyci─ůgn─ů┼é d┼éo┼ä po swoj─ů fajk─Ö. Kili niezbyt zadowolony z obecno┼Ťci brata, poda┼é mu pachn─ůc─ů ┼Ťwie┼╝o palonym zielem fajk─Ö i skuli┼é si─Ö na ga┼é─Özi, splataj─ůc ramiona na piersi.
- Strasznie tu g┼éo┼Ťno, nie mog─Ö spa─ç - Fili wypu┼Ťci┼é z p┼éuc pot─Ö┼╝n─ů obr─Öcz dymu, kt├│ra poszybowa┼éa a┼╝ do Kili'ego. - Ci ludzie dzisiaj wygl─ůdali dziwnie...
- Co masz na my┼Ťli? - Kili spu┼Ťci┼é nogi z dw├│ch stron ga┼é─Özi i pochyli┼é si─Ö, by spojrze─ç na brata. Fili zamy┼Ťli┼é si─Ö.
- Gdzie by┼éa ich duma i honor, ka┼╝dy cz┼éowiek, kt├│rego spotka┼éem zawsze ni─ů wr─Öcz emanowa┼é.
- A kiedy ty mog┼ée┼Ť spotka─ç jakiego┼Ť cz┼éowieka? - Kili za┼Ťmia┼é si─Ö drwi─ůco i poprawi┼é na drzewie, czuj─ůc jak nogi mu dr─Ötwiej─ů.
- Kiedy ty biega┼ée┼Ť po lasach i polowa┼ée┼Ť na zaj─ůczki, ja pomaga┼éem wujowi przy handlu z lud┼║mi i elfami. Nie wiedzia┼ée┼Ť? - Fili z u┼Ťmiechem uni├│s┼é oczy i wpatrzy┼é si─Ö w stopy brata, dyndaj─ůce par─Ö metr├│w nad jego g┼éow─ů.
Kili nie wiedzia┼é. Nie mia┼é o tym poj─Öcia, dlatego teraz poczu┼é si─Ö oszukany. Podczas kiedy on stara┼é si─Ö jak m├│g┼é poznawa─ç daleki ┼Ťwiat, jego starszy brat bez stara┼ä go do┼Ťwiadcza┼é.
- Z┼éa┼║ z drzewa. Pr─Ödzej z niego spadniesz, ni┼╝ kogo┼Ť wypatrzysz.
- Przesta┼ä robi─ç mi za matk─Ö. Wuj zabra┼é mnie ze sob─ů, wi─Öc jestem ju┼╝ doros┼éy i powiniene┼Ť mnie traktowa─ç jak innych!
- Nie jeste┼Ť jak inni. Jeste┼Ť moim bratem.
Kili'ego niesamowicie ta uwaga zirytowa┼éa. Mimo to zlaz┼é z drzewa, rozprostowuj─ůc nogi, niezadowolony.
- Nie znosz─Ö jak tak m├│wisz. Zawsze musisz mi matkowa─ç?
- O nie, tego by┼Ť nie zni├│s┼é, uwierz mi. Tylko si─Ö drocz─Ö - Fili wymierzy┼é bratu kuksa┼äca w brzuch, po kt├│rym ten usiad┼é przy nim, spychaj─ůc go cz─Ö┼Ťciowo z koca.
- Tylko nie za┼Ťnij na warcie.
- Nie ma mowy. Czuj─Ö si─Ö, jakbym m├│g┼é obiec wszystkie kopalnie w Ered Luin - Kili zaci─ůgn─ů┼é si─Ö zapachem tytoniu z przyjemno┼Ťci─ů, przygl─ůda┼é si─Ö k├│┼ékom czynionym przez brata i dzielnie czuwa┼é nad kompanami, a┼╝ do momentu, gdy Thorin wychyn─ů┼é z krzak├│w od strony obozu.
- Id┼║ spa─ç, zmieni─Ö ci─Ö.
Kili spojrza┼é na brata, kt├│ry zasn─ů┼é z fajk─ů w z─Öbach, wsparty o pie┼ä. Wygrzeba┼é ze swojego plecaka koc i u┼éo┼╝y┼é si─Ö przy bracie, obserwuj─ůc jeszcze przez kwadrans Thorina, siedz─ůcego na pobliskim pniu i wpatruj─ůcego si─Ö w powoli ja┼Ťniej─ůcy horyzont.
Wyruszyli wczesnym rankiem, wi─Öc Kili walczy┼é o to, by nie spa┼Ť─ç ze swojego kucyka. Fili co jaki┼Ť czas d┼║ga┼é go ┼éopat─ů w plecy, by ten podskakiwa┼é nerwowo, strasz─ůc konia i wywo┼éuj─ůc ┼Ťmiech brata.
- Poczekaj tylko na post├│j. Odegram si─Ö.
- O ile ustoisz na nogach...
Notatka końcowa:
Opowiadanie umieszczane jest tak??e pod adresem:
http://druzyna-debowej-tarczy.blogspot.com/
Utw├│r pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=396