Wspomnienie autor: MumakiL
Streszczenie: Elrond wspomina pewne dramatyczne wydarzenie, kt??re odmieni??o jego losy.
Kategorie: Arvenien
Postacie: Elrond
Gatunek: Impresje
Ostrze??enia: Brak
Serie: Brak
Rozdziały: 1 Zakończone: Tak Słów: 815 Przeczytano: 1697 razy Opublikowano: 2005-12-20 Aktualizacja: 2005-12-20

1. Rozdzia?? 1 autor: MumakiL

Rozdzia?? 1 autor: MumakiL
Notatka autora:
Ten fanfik powsta?? pod wp??ywem wspania??ego obrazu autorstwa Kasiopei. W rzeczywisto??ci, jest cz???ci? wi?kszej ca??o??ci. Ale nie jestem jeszcze got??w by j? udost?pni? szerszej publiczno??ci.
Elrond z wysokości tarasu spoglądał, na dolinę pogrążoną w ciemnościach. Było już chłodno, nawet tutaj docierały pierwsze zapowiedzi zimy. Mimo to, nie miał jeszcze ochoty wracać do swojej komnaty. Otulił się szczelniej wełnianym płaszczem. Bezksiężycowe niebo rozświetlały tylko gwiazdy. Valacirca pyszniła się siedmioma jasnymi gwiazdami, zupełnie tak jak wtedy. Zupełnie jak tamtej, tak odległej nocy.
Nad rzeką ktoś rozpalił ognisko. Pan Doliny zapatrzył się w odlegle płomienie, budzące odległe wspomnienia. Tamtą noc też rozświetlały tylko gwiazdy i płomienie, ale nie były to płomienie małego ogniska, tylko pożarów trawiących siedziby elfów w Arvenien i pałac jego rodziców. W chaosie bitwy rozdzielono go i Elrosa z matką, ale wierne sługi ukryły ich w małej komnacie na tyłach pałacu, w nadziei, że tam wróg ich nie znajdzie.
Przez długie godziny siedzieli w ukryciu przerażeni, tuląc się do siebie niczym wystraszone wróble i nasłuchując odległych odgłosów walki i mordu. W miarę upływu czasu rosła w nich nadzieja, że przetrwają tę krwawą noc, że zajadły wróg nie odnajdzie ich. Ale się pomylili. Pamiętał, jak by to było wczoraj, ich przerażenie, gdy z korytarza dobiegł ich pośpieszny tupot stóp, szczęk mieczy, odgłosy szamotaniny, a wreszcie pełne rozpaczy okrzyki bólu. Potem zapadła jeszcze bardziej przerażająca cisza. Nagle niewielkie drzwi rozwarły się z hukiem i do komnaty wszedł niezwykle wysoki, nawet jak na Noldora, wojownik. Zdało się, że to zjawiła się sama śmierć, przystrojona w czerń, czerwień i purpurę. Na czarną, naznaczona śladami posoki, zbroje narzucony miał szkarłatny płaszcz. W lewicy trzymał długi jasny miecz, z którego skapywały na podłogę gęste krople krwi. Jego surowe oblicze otaczała burza włosów koloru miedzi, jakże rzadko spotykanego wśród Eldarów. Nawet oni wiedzieli kim był. W jego oczach płonęło szaleństwo pomieszane z bólem, rozpaczą i determinacją.
Jego widok zmroził ich serca. Elros, który był wówczas wyższy i silniejszy zasłonił go sobą, ściskając niepewnie mały mieczyk. - Elrond uśmiechnął się lekko. - Dzisiaj to wspomnienie wydawało mu się zabawne. - Dziecko z mieczykiem, rzucające wyzwanie wojownikowi i to właśnie temu wojownikowi. Wówczas jednak nie było to zabawne. Wówczas ten mały mieczyk w ręku brata dawał im poczucie, że nie są zupełnie bezbronni, że nie są zdani na łaskę wroga. Wojownik ruszył powoli w ich stronę. Pan Doliny pamiętał strach, który ich wtedy spętał, to przekonanie o blistkim i nieuchronnym końcu.
I wtedy do komnaty wszedł on, jakże podobny i zarazem nie podobny do swego brata. Niemal tak samo wysoki, ale o kruczoczarnych włosach i siwych oczach, też w czarnej zbroi, ale przykrytej ciemnobłękitnym płaszczem. Mimo, że jego miecz także ociekał krwią, nie wzbudzał w nich takiego strachu. Przeciwnie od razu wyczuli w nim wtedy ciepło i dobro. Może sprawiały to jego oczy, gorejące tym samym wewnętrznym ogniem co u brata, ale jednocześnie przepełnione bezbrzeżnym smutkiem i ledwie skrywaną rozpaczą. A może sprawił to lekki uśmiech, który pojawił się na jego twarzy gdy na nich spojrzał. Potem położył rękę na ramieniu brata. Ten zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na niego uważnie. Wydawało się, że chce coś powiedzieć, ale odwrócił się tylko na pięcie i wyszedł. Czarnowłosy patrzył na nich przez chwile, z jego oczu znikła gorączka bitwy, ogień ledwie się tlił. Pojawiła się w nich za to tęsknota i niespodziewana miękkość, po czym najpiękniejszym i najbardziej melodyjnym głosem, jaki kiedykolwiek Elrond słyszał, powiedział do nich:
- Chodźcie ze mną, nic wam już nie grozi.
Przez chwile wahali się, strach jednak powoli ustępował, aż w końcu poszli, czując, że można mu zaufać, że przy nim mogą czuć się bezpieczni.
Elrond poprawił zsuwający się płaszcz. Tak, tamten dzień wszystko odmienił, odmienił całe jego życie. Tylko dlaczego właśnie teraz przypomniał sobie te wydarzenia? Tak przecież odległe. Dlaczego?
Spojrzał raz jeszcze na dogasające już w oddali ognisko i szepnął:
- Gdzie teraz jesteś Kanafinwë? Gdzie jesteś Maglorze? – a po chwili wahania dodał – Gdzie jesteś ojcze?! Gdzie cię zagnały nieszczęsne twe losy?

M.L.
Utwór pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=29