Niespodzianka autor: MumakiL
Streszczenie: Niespodzianka - to akurat tyle, ile powinni??cie wiedzie? przed lektur?.
Kategorie: Inne
Postacie: Morgoth
Gatunek: Tajemnica/Groza
Ostrze??enia: Brak
Serie: Brak
Rozdziały: 1 Zakończone: Tak Słów: 2846 Przeczytano: 2071 razy Opublikowano: 2005-12-20 Aktualizacja: 2005-12-20

1. Rozdzia?? 1 autor: MumakiL

Rozdzia?? 1 autor: MumakiL
Notatka autora:
Poni??szy tekst mo??e zaskakiwa?, ale prosz? o cierpliwo???, bo wszystko zostanie wyja??nione.
Wymiaroscylator głucho zabuczał. Portal zabłysnął, a pokój na chwilę wypełniła bladozielona poświata, która po chwili znikła. W powietrzu rozszedł się smród splenizny.
- John, Joooohn!!! Do cholery, co ty tam znowu wyprawiasz. Mówiłem, żebyś pilnował skali, a ty śpisz tam czy co? Wskaźniki mają się przemieszczać równomiernie i jednostajnie, inaczej wszystko szlag trafi. Aaaa, i tak już trafił, całą robotę trzeba zaczynać od nowa.
Filip był wściekły. Miał nadzieję, że dzisiaj uda się ostatecznie wyskalować urządzenie. Tymczasem cały dzień pracy znowu poszedł na marne, tak jak i kilkaset tysięcy kredytów. I to wszystko przez jakiegoś bałwana, którego jednym atutem było, iż był bratem naczelnego menedżera „Cyberflexu”. Tyle, że niestety to „Cyberflex” dostarczał większości sprzętu i funduszy do jego eksperymentu.
"Z kim ja muszę pracować?" - Pokręcił tylko głową i spojrzał na górny podest. Taja spojrzała na niego ze zrozumieniem. "Szkoda, że inni współpracownicy nie mogą być tacy, jak ona."
Taja była inteligentna, wręcz błyskotliwa i pełna entuzjazmu. Jako jedyna zdawała się rozumieć wagę i implikacje wynikające z jego projektu. Wrota międzywymiarowe miały docelowo otworzyć nowe światy dla ludzkiej ekspansji. Galaktyka stała się zbyt mała. Tyle, że jego teorie i tezy budziły u większości specjalistów rozliczne wątpliwości. Nikt nawet specjalnie nie kwestionował teoretycznych założeń, powątpiewano jednak w możliwość realizacji tego projektu. Większość współpracowników, poza Tają, także była sceptyczna.
Uśmiechnął się do niej.
- Filip, Filip. – Z rozmyślań wyrwał go głos Johna
- Co się stało? – warknął, nie kryjąc swego rozdrażnienia.
John łagodnie spłynął na platformie grawitacyjnej na podłogę. Miał wyraźnie skruszoną minę.
- Przepraszam za nieuwagę, ale wydawało mi się, że zauważyłem coś na powierzchni portalu.
- Co!? Kiedy!?
- Przy poziomie 1,631,
- Cooo!!! O czym ty w ogóle mówisz?Chyba spadło ci coś na głowę. Nic nie ma prawa się pojawić przed poziomem 1,81. Wszystkie wyliczenia, i dotychczasowe eksperymenty jasno na to wskazują.
- Nie wydzieraj się na mnie. Wiem o tym. I wbrew temu, co o mnie sądzisz, nie jestem idiotą. Czy ci się to podoba, czy nie, wiem, że coś widziałem.
Filip głęboko odetchnął, uspokajając wzburzone nerwy. Jeszcze raz głęboko wciągnął powietrze.
- No, już dobrze. Powiedz, co widziałeś.
- Szczerze mówiąc, niewiele. Ale przy poziomie 1,631 na horyzoncie zdarzeń portalu pojawił się wyraźny cień, który zaraz potem zniknął.
- Cień, mówisz – Filip zastanowił się. – Może któryś z robotów na moment wszedł w pole portalu? – spytał niepewnie.
Sam jednak wiedział, że to mało prawdopodobne. Nikt nie miał prawa przebywać w promieniu 10 m od portalu w momencie eksperymentu. Takie były wymogi bezpieczeństwa, a automatyczne systemy zabezpieczające były niezawodne. Zresztą łatwo można było to sprawdzić.
Kątem oka zauważył, że Taja spłynęła do nich ze swojego poziomu. Musiał przyznać, że choć nie była najpiękniejszą z kobiet, jakie spotkał w swoim życiu, budziła jego zainteresowanie. Jej urok, inteligencja i radość życia były wręcz odurzające.
"Skoncentruj się!" – skarcił się w myślach.
Jeszcze raz spojrzał na Johna, po czym na Taję.
- I co zrobimy? – zwrócił się do kobiety
- Sprawdźmy zapisy siatki sensorycznej – stwierdziła – Jeżeli na powierzchni portalu coś się pojawiło, to siatka z pewnością to zarejestrowała.
Filip skinął tylko głową. I tak tego dnia nie było sensu na nowo zaczynać eksperymentu. Równie dobrze można było przejrzeć zapisy, zanim wymiaroscylator zostanie na nowo wyskalowany i wyregulowany.
Delikatnym gestem ręki wywołał wirtualny panel omniputera. Ledwo zauważalny ruch dłoni wystarczył by rozpocząć odtwarzanie zapisu. Filip zignorował jednostajne trójwymiarowe wykresy. Tam nie mogło być niczego, inaczej system dawno by go o tym poinformował. Skoncentrował swoją uwagę na zapisie obrazu i dźwięku. Jednak jedyne, co widział, to jednostajny i monotonny szum. Dokładnie taki, jaki powinien być.
"Chłopak musiał sobie coś ubzdurać."
Miał już przerwać odtwarzanie i wyłączyć panel, gdy nagle coś jakby mignęło.
- Co to było?
- Nie wiem – szepnęła Taja. – Zauważyłam tylko mignięcie. Może to jakieś zakłócenia?
- Może. Ale lepiej się im przyjrzyjmy.
Filip wykonał kilka szybkich ruchów na panelu. Obraz cofnął się o kilkadziesiąt sekwencji i omniputer rozpoczął ponownie odtwarzanie, tym razem w 10-krotnym zwolnieniu. Tym razem cień był wyraźniejszy. Było jasne, że to nie żadne zakłócenie.
Filip znowu cofnął odtwarzanie i zatrzymał obraz. Znaczną część pola portalu zajmował jakiś nieokreślony i niezbyt wyraźny szary kształt.
- Hmmm. Tajo, spróbuj wyostrzyć obraz.
Jednak wszelkie próby podejmowane przez nią nie dały większego efektu. Cień nie zniknął, ale też nie udało się wyostrzyć obrazu.
- Czy nie da się nic więcej zrobić? – spytał Filip.
Taja tylko pokręciła głową.
Filip zamyślił się na chwilę. Spojrzał na Taję, potem na Johna, a wreszcie na portal. Pokręcił powoli głową i ciężko westchnął.
- Dzisiaj już chyba niczego nie osiągniemy. Wszyscy jesteśmy już zbyt padnięci. No dobra, zapiszmy wyniki i do domu.
Została jednak jeszcze jedna sprawa. Filip spojrzał uważnie na Johna i zawahał się. Słowa z trudem przeszły mu przez gardło.
- Przepraszam. Wyraźnie to ty miałeś rację. Nie powinienem na ciebie warczeć.
- Nie ma sprawy. Rozumiem cię, sam pewnie ... – John przerwał, widząc, że Filip wcale go nie słucha. Nie po raz pierwszy poczuł się zlekceważony. Myślał, by dodać jakąś kąśliwą uwagę, ale zrezygnował. To nie miało najmniejszego sensu.
- Tylko co to jest? – Filip głośno się zastanawiał.
- Hmmm. Nie mam najmniejszego pojęcia.
Szef projektu spojrzał na niego wyraźnie zamyślony.
- Dobra. Rano spróbujemy raz jeszcze.

***

John przez całą noc nie mógł zasnąć. Miał silne wrażenie, że coś było nie tak, czegoś się bał, ale zupełnie nie wiedział czego. Było to coś zupełnie nieokreślonego. I nie dotyczyło to tylko ostatniego dnia. Tak na prawdę od samego początku pracy przy projekcie, miał wrażenie nieokreślonego zagrożenia. Próbował sobie tłumaczyć, że jego uczucia były efektem stosunku Filipa do niego, który od samego początku nie krył, że uważa go za dobrze ustawionego dupka.
Wczoraj jednak ostatecznie zorientował się, że jego niepokój był powodowany czymś zupełnie innym. Coś w samym projekcie było nie tak. Rozumiał doskonale korzyści wynikające z ewentualnego powodzenia eksperymentu. Mimo to czuł, że robią coś, czego nie powinni robić. Coś, co było groźne w jakiś nieokreślony, ale tym bardziej niepokojący sposób.
A od wczoraj było jeszcze gorzej. Cień na portalu wywoływał w nim przerażenie. Czuł, jakby miało stać się coś na prawdę strasznego.
"Ale co? Co to mogło być?"

***

Filip również nie mógł spać tej nocy. Tajemnicze zjawisko nie dawało mu spokoju. Jego racjonalny umysł nie chciał przyjąć do wiadomości tego, co widział. Od miesięcy prowadził badania, dokonywał obliczeń i przeprowadzał eksperymenty i pomiary. Tam na prawdę nie powinno być niczego. Najbliższa rozpoznana faza nowego wymiaru znajdowała się powyżej poziomu 1,81. Ale widział, co widział, a co więcej zarejestrowała to także siatka sensoryczna. Nie było mowy o pomyłce.
- Ale co to mogło być?
Czuł, że John i Taja byli niespokojni, zwłaszcza John. W przeciwieństwie do nich nie bał się ewentualnych niebezpieczeństw. W końcu czego miałby się bać człowiek XXXV stulecia, który zdominował całą galaktykę Mlecznej Drogi. Ani jedna z napotkanych cywilizacji nie była w stanie stawić skutecznego oporu. Potulni mogli żyć dalej, a inni, no cóż, innych już nie było. Stulecia nieprzerwanego rozwoju technologii dały ludziom do dyspozycji potężne narzędzia pozwalające przemieszczać całe systemy planetarne i tworzyć potężne konstrukcje na kosmiczną skalę. Jego laboratorium też było przygotowane na wszelkie okoliczności. Zmultiplikowane systemy zabezpieczające mogły w każdej chwili wyłączyć portal wysyłając wielofazowy sygnał zakłócający praktycznie uniemożliwiając namierzenie źródła transmisji. Miał też do dyspozycji kilka robodestruktorów, każdy o sile ognia wystarczającej do zniszczenia małego księżyca.
Tak więc nie bał się. Był tylko rozdrażniony, że nie rozumie źródła i charakteru zjawiska, którego po prostu nie powinno być. Zastanawiało go, dlaczego nie mogli uzyskać klarowniejszego obrazu? Co robili nie tak?

***

Filip stał w centrum laboratorium, wpatrując się w wirtualny panel omniputera. I nic nie przychodziło mu do głowy. Nowy dzień nie przyniósł rozwiązań.
Usłyszał, że ktoś nadchodzi. Kątem oka zauważył, że to John. Skinął mu lekko głową, w odpowiedzi na powitanie.
- Masz jakieś pomysły? Twój brat nie dał nam zbyt dużo czasu. Zgodził się na najwyżej jeden dzień zwłoki w naszych badaniach.
John pokręcił tylko głową. Wyglądało jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował.
- O co chodzi, John?
- Nie wiem, ale mam odczucie, że powinniśmy zostawić to coś w spokoju.
- Dlaczego?
- Mówiłem, że nie wiem, ale mam złe przeczucia.
- Bez histerii. Nie mogę decydować o przebiegu badań na podstawie przeczuć, intuicji czy irracjonalnych lęków. Masz coś konkretnego?
- Nie.
- No to może masz jakiś pomysł, jak poprawić ten cholerny obraz. Od samego rana się z tym męczę i ciągle widać tylko to gówno.
John tylko pokręcił głową.
- Ja mam pomysł, co zrobić z twoim „gównem” – powiedziała Taja, która właśnie weszła do laboratorium
- Co takiego? – Filip spojrzał na nią pytająco.
- Myślę, że popełniamy jeden zasadniczy błąd.
- Niby jaki?
- Wszystkie wskaźniki fazowe są ze sobą sprzężone. Zgadza się?
- Owszem. Tego wymaga eksperyment.
- No właśnie. Ale sam mówiłeś, że według wszystkich dotychczasowych obliczeń, tego nie powinno tu w ogóle być. Dajmy więc sobie spokój z dotychczasowymi algorytmami i rozprzęgnijmy wskaźniki fazowe.
Filip zamyślił się. To mogło być rzeczywiście to, ale czy na pewno?
- Nie wiem, kochanie, czy mamy na to czas. Regulacja rozprzęgniętych wskaźników nie jest prosta. Już nie mówię o tym, że ich ponowne sprzęgnięcie też zabierze sporo czasu.
- Masz inny pomysł? – Taja spojrzała na niego wyzywająco.
- Nie. – przyznał Filip.
Jeszcze chwilę zastanawiał się, nim powiedział:
- OK, spróbujmy. Nie mamy przecież nic do stracenia.

***

Filip nie czuł upływu czasu. Cały, raczej żmudny proces zdawał się trwać w nieskończoność. Siatka sensoryczna i omniputer miały wyraźnie kłopot ze znalezieniem optymalnych ustawień wskaźników. Kluczem okazał się jednak wskaźnik ustawienia fazy czasu.
Obraz stawał się powoli coraz wyraźniejszy. Już przypominał nieco zamazany starożytny trójwymiarowy film oglądany bez specjalnych okularów. Widać było jakiś nieokreślony krajobraz, jakby drzewa, strumień. Czasami mignął cień niczym przelatujący ptak czy inne zwierzę. Nagle, zupełnie niespodziewanie obraz się wyklarował. Widok, który ukazał się ich oczom był zupełnie niesamowity.
Z jednej strony widok był zupełnie normalny, w zasadzie niczym nie różnił się od tych, które można było znaleźć w wiejskich regionach na Ziemi i tysiącu innych planet galaktyki. Owszem niektóre z drzew wyglądały niezwykle, zwłaszcza jedno z nich nieco podobne do buka. Miało gładką srebrzystą korę. Co dziwne, nie miało konarów, tylko pojedynczy prosty pień z którego wyrastały lekko uniesione ku górze gałęzie. Liście też były nieco podobne do bukowych, ale większe. U części drzew były one z wierzchu jasnozielone, a od spodu srebrzyste, u innych całe bladozłote. Jednak to nie różnice botaniczne, najbardziej rzucały się w oczy. To, czym się widok różnił, to barwy, niesamowita gama ich odcieni i gra świateł na liściach drzew i kwiatach ozdabiających zielony kobierzec murawy.
Każde z nich było pod wrażeniem widoku, który pojawił się w portalu. Taja stała z otwartymi szeroko oczami, jakby nie wierząc w to, co widzi. John, choć ciągle niespokojny, był wyraźnie zafascynowany rozpościerającym się przed nim widokiem. Nawet Filip, tak zazwyczaj racjonalny i pragmatyczny, nie mógł powstrzymać zachwytu.
Bo i też czegoś takiego nigdy nie widzieli, na żadnej z planet. Wszystkie barwy były tak niesamowicie żywe i nasycone, że aż nierealne. Każda z nich grała tysiącami odcieni, na które nie było określenia w żadnym z języków galaktyki. Wszystko było tak wyraźne, tak kontrastowe i czyste, że aż niewyobrażalne, po prostu doskonałe. Wszystkie barwy ich świata zdały im się wyblakłymi i spranymi. Poczuli się, jakby ktoś na nowo zdefiniował wrażenia wzrokowe lub jakby oglądali oryginalne kolory rzeczywistości, podczas gdy barwy, ktore dotychczas znali, były jedynie nędznej jakości kopiami.
Nagle..., to aż zabolało. Zupełnie nieoczekiwanie obraz zamazał się. Poczuli się, jakby ktoś brutalnie wyrwał ich z najpiękniejszego snu.
- Cc-ccooo się stało...? – wyjąkał Filip.
- Nie wiem – wyszeptała niepewnie, nieobecnym głosem Taja.
- Zupełnie nie panuję nad wymiaroscylatorem. To się dzieje samo. Tak jakby szukał nowego optimum.
Filip potarł w zastanowieniu czoło. Kątem oka ujrzał, jak John skulił się w kącie – "Czego on się tak boi? Co się z nim dzieje?" I w tym momencie ze zdziwieniem stwierdził, że i jemu udzielił się jakiś irracjonalny, zupełnie niezrozumiały lęk.
- Filipie! Patrz! – wykrzyknęła Taja.
Spojrzał na portal, który znów się ustabilizował. Jego powierzchnia była kompletnie czarna. Czarna takim rodzajem czerni, który kojarzy się z kompletnym brakiem jakichkolwiek kolorów i światła, a nie konkretna barwą. Poczuł się jakby patrzył w czarną, bezdenną studnię.
Nagle, zupełnie niespodziewanie z portalu wyłoniła się postać. Był to niezwykle wysoki mężczyzna o bladej, posępnej twarzy, cały spowity w cienie i czerń. Na jego policzkach widniały szramy brzydkich, nierównych blizn, jakby uczynionych szponami dzikiego zwierzęcia czy drapieżnego ptaka. Obcy powoli i uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu. ledwie zauważając stojących przed nim ludzi.
Filip dopiero po chwili zorientował się, że coś było nie tak. Portal w założeniu miał być jednostronny i dostępny jedynie od ich strony. Teoretycznie nic nie powinno nie tylko wyjść z niego, ale nawet go zauważyć po drugiej stronie. Co więcej, żaden z systemów zabezpieczających nie zareagował na intruza, a robodestruktory stały zupełnie bezwładnie. Dopiero teraz poczuł, że strach dławi mu gardło. Uaktywnił jeden z wszczepów, który powinien włączyć systemy samozniszczenia, ale nic się nie wydarzyło. Tylko obcy powoli odwrócił głowę w jego stronę. Filip z przerażeniem stwierdził, że nie może się poruszyć. Chcąc, nie chcąc, musiał spojrzeć intruzowi w oczy. Jak portal za nim, były czarne i bezdenne. Filip poczuł, jakby zapadał się w noc bez końca i nadziei. Zdołał tylko wyszeptać z trudem:
- Kk-kkkim jesteś?
Przybysz z początku zdawał się nie rozumieć, czy może przypominał sobie z dawna nie słyszane i wypowiadane słowa. Wreszcie wykrzywił usta w grymasie, który był parodią uśmiechu i powiedział:
- Jam jest Melkor, twórca i niszczyciel światów. Wróciłem po niezmierzonych eonach wygnania by upomnieć się o należne mi Królestwo!...

M.L.
Utwór pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=26