Palant?璻 autor: Ominous
Streszczenie: Konfrontacja Saurona z Aragornem za po??rednictwem palant?璻a.
Kategorie: Inne
Postacie: Aragorn syn Arathorna, Nazgul(e), Sauron
Gatunek: Akcja, Tajemnica/Groza
Ostrze??enia: Brak
Serie: Brak
Rozdzia艂y: 1 Zako艅czone: Tak S艂贸w: 2264 Przeczytano: 2251 razy Opublikowano: 2009-01-07 Aktualizacja: 2009-01-07

1. Rozdzia?? 1 autor: Ominous

Rozdzia?? 1 autor: Ominous
Palant铆r
Mrok nocy rozwiewa艂 si臋 nad 艣wiatem, jednak do spopielonej ziemi Krainy Cieni nigdy nie dociera艂o 艣wiat艂o s艂o艅ca. G臋ste opary, dymy i czarne chmury kry艂y Mordor przed blaskiem dnia. Powietrza nie m膮ci艂 偶aden szmer, tu - na sam szczyt Czarnej Wie偶y - nie dochodzi艂y odg艂osy z ni偶szych poziom贸w. Do sali tronowej nie dociera艂 stukot setek m艂ot贸w z g艂臋bin licznych ku藕ni Barad-d没r, j臋ki i krzyki je艅c贸w wi臋zionych w mrokach loch贸w, tupot tysi臋cy ci臋偶ko obutych st贸p, szcz臋k stali, skrzypienie k贸艂 woz贸w przybywaj膮cych znad N没rnen. Jedynie co jaki艣 czas z bli偶szej lub dalszej odleg艂o艣ci dochodzi艂 ryk skrzydlatych Bestii i mro偶膮ce krew w 偶y艂ach krzyki dosiadaj膮cych ich Nazg没li. Dla Saurona jednak by艂y to mi艂e dla uszu d藕wi臋ki, g艂osy jego wiernych poddanych.
W komnacie, w艣r贸d najg艂臋bszej ciemno艣ci majaczy艂a sylwetka Czarnego Tronu. Monumentalny, po艂yskliwy, wykuty i wyrze藕biony niegdy艣 przez wiele sprawnych r膮k kowali i kamieniarzy z metalu i czarnego kamienia, pokryty runami i podobiznami bestii. Wielki Tron W艂adcy Mordoru. Na tle wysokiego oparcia da艂o si臋 dostrzec ogromn膮 posta膰. Lekko pochylona, zdawa艂a si臋 drzema膰; przygas艂o i skurczy艂o si臋 czerwone oko, ledwo tli艂o si臋 w nim krwawe 艣wiat艂o, przeb艂yskuj膮ce po艣r贸d czarnych w艂os贸w, kt贸re teraz opad艂y lu藕no na twarz.
Gorthaur Okrutny jednak nie pami臋ta艂 ju偶, co to sen, nie zazna艂 go od wiek贸w, ci膮gle palony 偶膮dz膮 odzyskania swojego Jedynego Skarbu. Teraz jednak pogr膮偶y艂 si臋 w rozmy艣laniach nad poczynaniami swego najnowszego poddanego. Curun铆r nadal nie nawi膮za艂 kontaktu鈥 Sauron wiedzia艂, 偶e wys艂a艂 on armi臋 Isengardu na twierdz臋 Th茅odena. Wiedzia艂 te偶, 偶e w bitwie o Helmowy Jar Uruk-hai ponios艂y kl臋sk臋. Wie艣niacy z Rohanu okazali si臋 silniejsi ni偶 si臋 spodziewa艂, w dodatku pom贸g艂 im Ol贸rin. Czarny W艂adca nawi膮za艂 wprawdzie niedawno 艂膮czno艣膰 za po艣rednictwem palant铆ru, ujrza艂 w krysztale Nizio艂ka, wi臋藕nia Sarumana. 艢mia艂 si臋 wtedy, zadaj膮c b贸l ofierze. Z pewno艣ci膮 Curun铆r wymy艣li艂 te tortury, Bia艂y Czarodziej szybko uczy艂 si臋 od swojego mistrza. Teraz jednak powierzchnia kamienia widzenia by艂a jednolicie czarna.
Wtem, w艣r贸d cieni komnaty zapali艂 si臋 blady, nik艂y blask. Wewn膮trz palant铆ru zacz臋艂o si臋 jarzy膰 艣wiat艂o.Z pocz膮tku s艂abe, teraz ros艂o na sile. W tej chwili zgrzytn臋艂a stal korony, nag艂ym ruchem wyprostowa艂a si臋 sylwetka W艂adcy, czarna sie膰 w艂os贸w ods艂oni艂a twarz. W szkar艂atnym Oku, teraz szeroko otwartym, zap艂on膮艂 偶ywy ogie艅. Kryszta艂 zacz膮艂 powoli obraca膰 si臋 w u艣cisku podtrzymuj膮cych go czarnych kamiennych szpon贸w, kierowany wol膮 w艂a艣ciciela. Saruman nareszcie raczy艂 si臋 odezwa膰, za chwil臋 Czarny Pan o艣wiadczy mu, 偶e Skrzydlaty Goniec Mordoru niebawem przyb臋dzie po je艅ca, by zabra膰 go na przes艂uchanie do Barad-d没r, Czarnej Wie偶y rozpaczy.
Wsta艂, podszed艂 powoli do kuli, a jego ci臋偶kie kroki zm膮ci艂y cisz臋. Podni贸s艂 zakute w czarny metal rami臋, wyci膮gn膮艂 przed siebie d艂o艅, w kt贸rej brakowa艂o jednego palca鈥 Kryszta艂 zatrzyma艂 si臋, blask przyblak艂, ukaza艂 si臋 mglisty obraz postaci spowitej w 艣wiat艂o szarego brzasku. 鈥瀂byt d艂ugo kaza艂e艣 na siebie czeka膰, Curun铆rze. Wiedz, 偶e Kham没l ju偶 do Ciebie leci, o tak, s艂yszysz? Lada godzina dotrze do Isengardu i zapuka do bram Orthanku. Odbierze ci mojego je艅ca, a tak偶e to cacko, teraz ju偶鈥︹
Obraz zacz膮艂 si臋 wyostrza膰, jednak Sauron nie ujrza艂 spodziewanego widoku czarnych, wysokich 艣cian Wie偶y Czarodzieja oraz jego porytej zmarszczkami twarzy. Zamiast tego pojawi艂a si臋 komnata z szarego kamienia, na jej 艣rodku za艣 nie sta艂 siwy starzec, lecz ciemnow艂osy m臋偶czyzna w zbroi, pos臋pny, milcz膮cy鈥 鈥濳im jeste艣?!鈥 spyta艂 Sauron, nie mog膮c poj膮膰, co si臋 dzieje. M臋偶czyzna milcza艂 jednak, wpatrzony szarymi oczami w twarz swego przeciwnika, z oczu tych za艣 bi艂 niesamowity, jakby skrywany przez d艂ugi czas blask, kt贸rego Majar nigdy nie zapomnia艂 - chwa艂a utraconego N煤menoru. Przed nim sta艂 w艂a艣nie ostatni z potomk贸w w艂adc贸w Kr贸lestw na Wygnaniu.
Poranne s艂o艅ce powoli roz艣wietla艂o zamglon膮 komnat臋, Sauron teraz m贸g艂 lepiej przyjrze膰 si臋 postaci, otoczonej jasn膮 po艣wiat膮, opromienionej dawn膮 chwa艂膮 przodk贸w, gotowej na starcie z samym W艂adc膮 Czarnego Kraju. 鈥濳im jeste艣?! Ja, Sauron Wielki, w艂adca 艢r贸dziemia rozkazuj臋 ci, m贸w!鈥 Nie us艂ysza艂 jednak odpowiedzi. Czerwone Oko rozb艂ys艂o, r臋ka zadr偶a艂a, ledwo wyczuwalny dreszcz przeszed艂 wzd艂u偶 艣cian Mrocznej Wie偶y. Dym w sali zawirowa艂, z ukrytych pod stropem pochodni wystrzeli艂 ogie艅, zrobi艂o si臋 parno, powietrze pocz臋艂o dr偶e膰 z gor膮ca. Czarnego W艂adc臋 ogarnia艂a furia. Zaczyna艂 rozumie膰, i偶 spogl膮da na tego, kt贸ry 鈥 jak my艣la艂 鈥 dawno nie 偶yje. By艂 pewien, 偶e linia kr贸l贸w P贸艂nocy wygas艂a, jednak teraz sta艂 przed nim ich potomek, spadkobierca tronu Gondoru i Arnoru.
Wtem w palant铆rze zacz臋艂y ukazywa膰 si臋 inne obrazy, niezwykle szybko, jednak Pan Krainy Cienia zd膮偶y艂 wszystko dobrze zapami臋ta膰. Ukaza艂y si臋 ruiny miasta, po艂o偶onego w g贸rach p贸艂nocy, nagle widok przeni贸s艂 si臋 nad zimne wody wielkiego jeziora, by po chwili zatrzyma膰 si臋 i wznie艣膰 ponad chmury, gdzie艣 w dole wida膰 by艂o w臋druj膮cych ludzi, wszystkich skromnie odzianych, jednak o podobnych rysach, surowych, lecz w艂adczych, pe艂nych ukrytej i zapomnianej chwa艂y. Wtedy obraz wyostrzy艂 si臋 na jednym z nich, a W艂adca Pier艣cienia pozna艂, i偶 jest to ten sam cz艂owiek, kt贸ry stoi teraz gdzie艣 z drugim palant铆rem. Strzeli艂 ogie艅 z rozpalanego ogniska, kryszta艂 wype艂ni艂 si臋 blaskiem p艂omieni, obraz przesz艂o艣ci znik艂. Nagle wysoka fala zala艂a wielk膮 wysp臋, wci膮gaj膮c j膮 w g艂臋biny, s艂ycha膰 by艂o krzyki ludzi, w艣r贸d wrzawy wznosi艂 si臋 g艂o艣ny triumfalny 艣miech鈥tem jednak po艣r贸d nawa艂nicy, na horyzoncie wy艂oni艂y si臋 bia艂e 偶agle. Wszystko zgas艂o, obrazy przy艣piesza艂y. Sauron nie m贸g艂 nad tym zapanowa膰. Mign臋艂o srebrne ber艂o, ukryte w艣r贸d g贸rskich jar贸w. Nast臋pnie ukaza艂a si臋 wielotysi臋czna armia, sceny z wielkiej bitwy pomi臋dzy 偶o艂nierzami Ostatniego Sojuszu, a wojskami Krain Cienia. Wtem ziemia zadr偶a艂a, ukaza艂a si臋 wielka ognista g贸ra wznosz膮ca si臋 nad polem bitwy. Zn贸w wszystko znik艂o, buchn臋艂y p艂omienie i dymy, poprzez kt贸re Pan Mordoru dostrzeg艂 samego siebie walcz膮cego z Elendilem na stokach Orodruiny. Ujrza艂 z艂amany miecz - miecz, kt贸rym to Isildur odebra艂 mu jego Jedyny Pier艣cie艅. Olbrzym zadr偶a艂 na wspomnienie pora偶ki, przez kt贸r膮 straci艂 tak wiele, jednak widok przeni贸s艂 si臋 ju偶 w tera藕niejszo艣膰, obraz przesuwa艂 si臋 ponad wodami wielkiej rzeki, po chwili w艣r贸d fal pojawi艂y si臋 kamienne ruiny, szcz膮tki wspania艂ego mostu. W艂adca Barad-d没r ujrza艂 wielkie miasto le偶膮ce w gruzach, przez 艣rodek p艂yn臋艂a szeroka rzeka, pozna艂 od razu Osgiliath. Nagle obraz cofn膮艂 si臋 do czas贸w 艣wietno艣ci Gondoru, ukaza艂a si臋 Kopu艂a Gwiazd, a tak偶e dwa trony kr贸l贸w.
Wtedy wizje znik艂y, przed nim sta艂 zn贸w ten sam w艂adczy m臋偶czyzna. Teraz ju偶 wiedzia艂, z kim ma do czynienia鈥 Wtem rycerz odrzuci艂 po艂臋 zniszczonego p艂aszcza i doby艂 z pochwy d艂ugi miecz. Uni贸s艂 go w g贸r臋, klinga rozb艂ys艂a w 艣wietle dnia, na jej powierzchni l艣ni艂y zimnym blaskiem runy elf贸w, zapisane pomi臋dzy promiennym s艂o艅cem, a ksi臋偶ycem w nowiu. Tak oto W艂adca Pier艣cienia ujrza艂 And煤rila, P艂omie艅 Zachodu, ukuty ze szcz膮tk贸w Narsila. Przekl臋ty miecz, kt贸ry kiedy艣 pozbawi艂 ju偶 go tronu, z艂amane ostrze, teraz przekute na nowo. Wzdrygn膮艂 si臋 na widok klingi, szybko jednak st艂umi艂 gniew, nie chc膮c okaza膰 swego wielkiego zaskoczenia ani ujawni膰 skrywanych rozterek.
鈥濿iem, kim jeste艣, Aragornie, synu Arathorna, Elessarze. Tw贸j miecz na nic si臋 zda, nie my艣lisz chyba, 偶e mo偶esz wyzwa膰 samego Saurona Wielkiego, mnie, Najwi臋kszego Mocarza tego 艢wiata?鈥 Wybuchn膮艂 basowym 艣miechem; cz艂owiek milcza艂 niewzruszony. 鈥濿艂adam pot臋偶nym pa艅stwem kilkunastotysi臋czn膮 armi膮, strachem i rozpacz膮, a Ty? Ach, tak鈥 kr贸l na wygnaniu, kr贸l samozwaniec, bez korony, tytu艂贸w, pa艂ac贸w, wojsk, bez niczego. S艂yszysz? Niczego! Nic nie znaczysz, Elessarze, nic! 鈥 Wtedy jednak palant铆r przyblad艂, obraz zawirowa艂, zadr偶a艂, zgas艂, kamie艅 zn贸w sta艂 si臋 g艂adki i ciemny jak noc. Aragorn ju偶 nie s艂ucha艂 zatrutych s艂贸w Saurona, w艂asn膮 wol膮 zwracaj膮c kryszta艂 Orthanku w po偶膮danym przez niego kierunku.
Mistrz k艂amstwa z pocz膮tku dumny z siebie, 偶e tak sprytnie ukry艂 sw贸j strach, teraz zn贸w mia艂 w膮tpliwo艣ci. Niezmiernie go te偶 zdenerwowa艂o to, i偶 贸w wygnaniec zdo艂a艂 przerwa膰 po艂膮czenie dw贸ch magicznych kamieni. Odwr贸ci艂 si臋 plecami do czarnej kuli, w my艣lach rzuci艂 niemy rozkaz. Jeden z kr膮偶膮cych dooko艂a wie偶y Nazg没li ub贸d艂 ostrogami skrzydlat膮 Besti臋. Ta z艂o偶y艂a b艂oniaste skrzyd艂a i zanurkowa艂a poprzez opary i wyziewy ku bramom Barad-d没r. Pan Mordoru, wzburzony tym, co ujrza艂, wiedzia艂, 偶e nie mo偶e ju偶 zwleka膰. Nie liczy艂o si臋 teraz czy wszystkie oddzia艂y Krain Cienia s膮 gotowe, lecz po艣piech. Olbrzym opad艂 ci臋偶ko na kamienny tron, zn贸w pogr膮偶y艂 si臋 w rozmy艣laniach, uk艂ada艂 nowy plan wojny, byle by tylko jak najszybciej uderzy膰 na Gondor.
Mija艂y d艂ugie minuty, powietrze dr偶a艂o od gor膮ca. Sauron znieruchomia艂, niebawem gdzie艣 daleko, pod sal膮 tronow膮 da艂o si臋 s艂ysze膰 g艂o艣ne zbli偶aj膮ce si臋 kroki, rozbrzmiewaj膮ce na szerokich stopniach kr臋tych schod贸w, okalaj膮cych najwy偶sz膮 wie偶臋. W ko艅cu przybysz zatrzyma艂 si臋 przed zamkni臋tymi drzwiami komnaty swego Pana. Zawiasy skrzypn臋艂y. Czarna posta膰 wsun臋艂a si臋 do wn臋trza, stan臋艂a przed palant铆rem, zachowuj膮c dystans, przykl臋k艂a na jedno kolano, k艂aniaj膮c si臋 swemu stworzycielowi. Czarny p艂aszcz zami贸t艂 pod艂og臋. By艂 to sam Czarnoksi臋偶nik z Angmaru, W贸dz Upior贸w Pier艣cienia, jednak偶e teraz, przy swym w艂adcy, Gorthaurze Okrutnym zdawa艂 si臋 ledwie nik艂ym cieniem jego straszliwego majestatu. Nagle znik艂a groza roztaczana przez Nazg没la, ust臋puj膮c pot臋偶nej sile Saurona i cho膰 obie sylwetki spowija艂a czer艅 szat, i cie艅 komnaty, to posta膰 Czarnoksi臋偶nika, jakby wyblak艂a na tle upad艂ego Majara. Nikt nie m贸g艂 r贸wna膰 si臋 z pot臋g膮 Pana Mordoru. Czarny wasal podni贸s艂 g艂ow臋, pod kapturem zaleg艂 mrok, niewidzialna twarz spu艣ci艂a wzrok, nie wa偶y艂 si臋 spojrze膰 przed siebie. Cho膰 nie pad艂o ani jedno s艂owo, oni prowadzili rozmow臋, u偶ywaj膮c jedynie my艣li:
鈥 Wzywa艂e艣, Panie, oto i jestem 鈥 zapad艂a chwila milczenia.
鈥 Jak przygotowania do bitwy? M贸w, ile czasu trzeba by pchn膮膰 nasze pu艂ki na teren wroga? 鈥 pad艂o wreszcie pytanie.
鈥 Tydzie艅, Panie M贸j, przy komplikacjach najwy偶ej dwa tygodnie, gdy wszystko b臋dzie go鈥
鈥 Milcz! 鈥 przerwa艂 stanowych g艂osem Mroczny W艂adca. Wsta艂, ogromny, pot臋偶ny, g贸rowa艂 teraz jeszcze bardziej nad swym podkomendnym, kt贸ry jakby skurczy艂 si臋 i zmala艂. 鈥 Masz cztery dni鈥
鈥 Panie, ale鈥
鈥 Nie pyta艂em ci臋 o zdanie! Jak m贸wi艂em, czwartego dnia od dzisiejszego 艣witu ruszysz na czele mojej Armii, powiedziesz j膮 ku zwyci臋stwu. 鈥 Usiad艂, przeni贸s艂 wzrok na kryszta艂.
Upi贸r wreszcie odwa偶y艂 si臋 wsta膰 i spojrze膰 w palant铆r Ithilu. Wtem ukaza艂y si臋 niezliczone chmary ork贸w, wielkie obozy, ogniska, s艂upy dymu 鈥 to armia Saurona, zbieraj膮ca si臋 na r贸wninie Gorgoroth. Potem ukaza艂a si臋 wysoka, mroczna wie偶a w g贸rach, spowita bladym 艣wiat艂em, nast臋pnie szare wody Anduiny, obmywaj膮ce gruzy Osgiliath, pierwszego celu Mordoru, w ko艅cu po艣r贸d traw Pelennoru obraz wzni贸s艂 si臋 wysoko ukazuj膮c w ca艂ej okaza艂o艣ci Bia艂e Miasto, Minas Tirith, wizja zgas艂a. W艂adca przem贸wi艂:
鈥 Widzia艂e艣 sw贸j cel, m贸j najwierniejszy wasalu, Wodzu S臋p贸w. Jako W贸dz Rozpaczy zdob臋dziesz Bia艂y Gr贸d Gondoru i zr贸wnasz go z ziemi膮. Po wie偶y Anoru ma nie zosta膰 nic pr贸cz gruz贸w, py艂u i ognia. Z艂am w obro艅cach ducha, rozmie膰 w proch Wielk膮 Bram臋, spal Bia艂e Drzewo, zburz Wie偶臋 Ectheliona. Zniszcz Gondor, wymorduj wszystkich, spal ziemi臋, wyma偶 kr贸lestwo po艂udnia z kart historii! 鈥 P艂omienie pochodni buchn臋艂y 偶ywszym ogniem, z zewn膮trz dobieg艂y krzyki Nazg没li. 脷lairi s艂yszeli rozkazy.
鈥 Tak, Panie, wszystko p贸jdzie po twej my艣li 鈥 odpar艂 W贸dz, szykuj膮c si臋 do wyj艣cia.
鈥 Ruszaj teraz, spiesz po zwyci臋stwo w imi臋 Mordoru, w imi臋 W艂adcy Ciemno艣ci i ca艂ego 艢r贸dziemia! Na wojn臋!
Utw贸r pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=240