Wygnanie autor: Pantera
Streszczenie: Saruman na wygnaniu i jego przemy??lenia tu?? po tym jak spotka?? orszak z Gandalfem i hobbitami, powracaj─?cy z po??udnia. Nad ranem podejmuje pewn─? decyzj─?...
Kategorie: Inne
Postacie: Grima, Saruman Bia??y
Gatunek: Refleksja
Ostrze??enia: Brak
Serie: Brak
Rozdziały: 1 Zakończone: Tak Słów: 1164 Przeczytano: 3569 razy Opublikowano: 2005-12-22 Aktualizacja: 2005-12-22
Wygnanie autor: Pantera
Notatka autora:
Kr??tka miniaturka z Sarumanem i wiadome wydarzenia przedstawione z jego punktu widzenia. Tekst napisany do??─? dawno temu.
Niebo by┼éo pogodne, czarne niczym krucze skrzyd┼éo. Okr─ůg┼éa tarcza ksi─Ö┼╝yca b┼éyszcza┼éa jasn─ů po┼Ťwiat─ů. Powlek┼éa wszystko srebrzystym blaskiem, z rzadka przys┼éanianym prze┼Ťlizguj─ůc─ů si─Ö wysoko zas┼éon─ů pojedynczych, szarych chmur, rozwianych niczym dym z wygas┼éego ogniska. Wiecz├│r by┼é spokojny i cichy, na niebie pojawi┼éy si─Ö ju┼╝ pierwsze gwiazdy. W zagajniku nie da┼éo si─Ö s┼éysze─ç ┼╝adnych zwierz─ůt. Nawet ptaki umilk┼éy. Za p├│┼║na by┼éa ju┼╝ pora dla tych stworze┼ä, kt├│re prowadzi┼éy dzienny tryb ┼╝ycia, lecz jednocze┼Ťnie za wczesna, by nocne drapie┼╝niki wyruszy┼éy na poszukiwanie ┼╝eru.

Opar┼é s─Ökaty kij o pie┼ä starego drzewa, kt├│re wybra┼é spo┼Ťr├│d kilkudziesi─Öciu stoj─ůcych na skraju zagajnika, na szczycie wzg├│rza. Chocia┼╝ jego szaty i tak by┼éy ju┼╝ zabrudzone, starannie wybra┼é miejsce, gdzie m├│g┼é usi─ů┼Ť─ç bez wi─Ökszej dla nich szkody. Cho─ç na poz├│r wygl─ůda┼é jak starzec, zwyk┼éy ┼╝ebrak, kt├│ry przysiad┼é pod drzewem, by odpocz─ů─ç, postaw─Ö nadal trzyma┼é dumn─ů. Spojrzenie pos─Öpnych czarnych oczu wbi┼é w dal, a nie w ziemi─Ö, na kt├│rej przysz┼éo mu spocz─ů─ç dzisiaj, tak samo jak wczoraj i od wielu dni wstecz.
Chwil─Ö trwa┼é w bezruchu, ws┼éuchuj─ůc si─Ö w cisz─Ö. Dra┼╝ni┼é go przerywaj─ůcy j─ů szelest li┼Ťci w ga┼é─Öziach drzew, poruszanych przez ciep┼éy, letni wiatr. Burzy┼é t─Ö chwil─Ö spokoju. Gdyby mia┼é wyb├│r, nie zatrzymywa┼éby si─Ö nigdy na skraju lasu, jednak w sytuacji, w jakiej si─Ö znalaz┼é, lepsze by┼éo to, ni┼║li nocleg w otwartym polu.
Smoczy J─Özyk, kt├│ry w ko┼äcu dotar┼é na miejsce nocnego postoju, pochlipuj─ůc z cicha, tak by nie narazi─ç si─Ö ju┼╝ bardziej swojemu panu, zgarbiony wycofa┼é si─Ö gdzie┼Ť na ubocze. Zebra┼é dzi┼Ť ju┼╝ wystarczaj─ůce ci─Ögi za op├│┼║nianie w─Ödr├│wki. Zapewne leg┼é tam gdzie┼Ť, w kryj├│wce pod krzakami, wyko┼äczony, w p┼éonnej nadziei, ┼╝e kilkoma godzinami niespokojnego snu zdo┼éa uzupe┼éni─ç si┼éy, kt├│rych w ostatnich dniach zacz─Ö┼éo mu wyra┼║nie coraz bardziej ubywa─ç. By┼é ju┼╝ tylko strz─Öpem cz┼éowieka, bladym cieniem samego siebie.
Czarodziej nawet na┼ä nie spojrza┼é. P├│ki co mia┼é wa┼╝niejsze sprawy na g┼éowie, ni┼╝ zajmowanie si─Ö tym gadem. A poza tym dobrze wiedzia┼é, ┼╝e wola jego niewolnika zosta┼éa z┼éamana ostatecznie i ten nigdy ju┼╝ nie o┼Ťmieli si─Ö spr├│bowa─ç odej┼Ť─ç czy nawet s┼éabo zaprotestowa─ç.
Z zakamark├│w szaty wyci─ůgn─ů┼é ma┼éy, sk├│rzany woreczek. Przez chwil─Ö obraca┼é go w d┼éugich palcach, rozpami─Ötuj─ůc dzisiejsze spotkanie.
Jaki┼╝ z┼éo┼Ťliwy los sprawi┼é, ┼╝e jego droga zesz┼éa si─Ö z drog─ů tamtych? Przekl─Öci niech b─Öd─ů po wszech czasy! Nie do┼Ť─ç im by┼éo ogl─ůdania kl─Öski tego wszystkiego, co on tak d┼éugo i przez wiele lat z wysi┼ékiem budowa┼é? Musieli jeszcze ujrze─ç n─Ödz─Ö, w jakiej on sam si─Ö znalaz┼é? Czy┼╝ nie widzia┼é drwiny w oczach Gandalfa, nie s┼éysza┼é fa┼észywych, k┼éamliwych obietnic? Czy┼╝ to ÔÇ×przypadkowe spotkanieÔÇŁ to nic innego jak spisek, podst─Öpny spos├│b by bardziej mu dokuczy─ç?
ÔÇ×PomocÔÇŁ. ÔÇ×Ostatnia szansaÔÇŁ. Tak to nazwali! Jak─ů pomoc oni mog─ů mu zaoferowa─ç? Jak─ů pomoc mogli mu zaoferowa─ç ci, kt├│rzy zniszczyli jego dom, skazali go na t─ů tu┼éaczk─Ö, uczynili wygna┼äcem? Jedyn─ů przys┼éug─ů, jako mogli mu odda─ç, by┼é chyba tylko pr─Ödki odjazd ich orszaku, tak ┼╝eby nie musia┼é ich ju┼╝ d┼éu┼╝ej ogl─ůda─ç.
Bo wtedy nawet on musia┼éby przyzna─ç, wbrew sobie, ┼╝e nie z wy┼╝szo┼Ťci─ů spogl─ůdaj─ů na jego kl─Ösk─Ö i upadek, a po prostu z lito┼Ťci─ů i ┼╝alem.
A to byłoby jeszcze gorsze niż kpina.
Ponownie przyjrza┼é si─Ö sk├│rzanemu woreczkowi. Po chwili wahania rozsznurowa┼é go. Najlepsze fajkowe ziele z Po┼éudniowej ─ćwiartki... Wcale nie straci┼éo aromatu. Cz─ůstka zrabowanej w┼éasno┼Ťci. Cz─ůstka przesz┼éo┼Ťci. Wspomnienie utraconego Isengardu i zwi─ůzanej z nim pot─Ögi.
Sykn─ů┼é gniewnie, wspominaj─ůc czw├│rk─Ö hobbit├│w. Po chwili jednak jego usta wykrzywi┼é z┼éo┼Ťliwy u┼Ťmiech. Jak┼╝esz oni ┼Ťmiesznie wygl─ůdali w tym orszaku, wlek─ůc si─Ö na szarym ko┼äcu! Ha┼éastra uczepiona po┼éy p┼éaszcza Gandalfa.
Żałosne.
Przez chwil─Ö grzeba┼é w podniszczonej, podr├│┼╝nej sakwie, a┼╝ znalaz┼é to, czego szuka┼é. Fajk─Ö z d┼éugim cybuchem. Nabi┼é j─ů starannie zielem, nie ┼╝a┼éuj─ůc li┼Ťci, cho─ç zapas w woreczku by┼é do┼Ť─ç skromny. Mia┼é jeszcze sporo do przemy┼Ťlenia, a z niech─Öci─ů musia┼é przed sob─ů przyzna─ç, ┼╝e ÔÇ×wydmuchiwanie dymuÔÇŁ, jak to niegdy┼Ť t─ů sztuk─Ö okre┼Ťli┼é Gandalf, w istocie rozja┼Ťnia umys┼é. Skrzesa┼é ogie┼ä i zapali┼é fajk─Ö.
Wiele czasu min─Ö┼éo odk─ůd ostatni raz mia┼é okazj─Ö zajmowa─ç si─Ö t─ů sztuk─ů. Gdzie indziej si─Ö wtedy znajdowa┼é. W miejscu, kt├│re uwa┼╝a┼é za sw├│j dom. Nawet nie s─ůdzi┼é, ┼╝e mo┼╝na si─Ö do czego┼Ť tak przywi─ůza─ç... Wraz z tym jak kolejne kszta┼étne k├│┼éka dymu unosi┼éy si─Ö w powietrzu, by znikn─ů─ç rozwiane przez wiatr, coraz dalej cofa┼é si─Ö w przesz┼éo┼Ť─ç, wspominaj─ůc.
Spojrza┼é na niebo, na kt├│rym migota┼éy gwiazdy, uk┼éadaj─ůce si─Ö w tak dobrze znane mu konstelacje i gdzie b┼éyszcza┼é ksi─Ö┼╝yc, rozpraszaj─ůc mrok.
Taki sam ┼Ťwieci┼é nad Isengardem.
I taki sam przed laty nad Shire, wtedy gdy pierwszy i ostatni raz odwiedzi┼é ten kraik, przeszed┼észy go wzd┼éu┼╝ i wszerz, a┼╝ dowiedzia┼é si─Ö o nim wszystkiego, co mog┼éo sta─ç si─Ö w przysz┼éo┼Ťci w jakikolwiek spos├│b przydatnym.
Ma┼éy, sielski, oddalony od spraw wielkiego ┼Ťwiata. W┼éa┼Ťciwie nie wart uwagi. Do czasu, jak si─Ö okaza┼éo.
A teraz wszystko się zmieniło, tylko to jedno miejsce nie.
Takie idealne.
Nienaruszone.
Nagle Saruman przerwał palenie fajki.
W jego oczach zab┼éys┼éy z┼éo┼Ťliwe iskierki.
D┼éugo jeszcze siedzia┼é, wydmuchuj─ůc k├│┼éka dymu i rozmy┼Ťlaj─ůc.

Letni wiecz├│r zamieni┼é si─Ö w noc, na niebie zapala┼éy si─Ö kolejne migoc─ůce punkty. Gdzie┼Ť wysoko w ga┼é─Öziach ozwa┼éo si─Ö pos─Öpne pohukiwanie sowy. Co┼Ť zaszele┼Ťci┼éo w zaro┼Ťlach. Pod zagajnikiem przemkn─ů┼é lis. Przystan─ů┼é na chwil─Ö na skraju, tam gdzie zaczyna┼éy si─Ö ┼é─ůki, porastaj─ůce zbocze pag├│rka i zastrzyg┼é uszami, spogl─ůdaj─ůc b┼éyszcz─ůcymi oczami na Czarodzieja. Po chwili pochyli┼é si─Ö i znikn─ů┼é, kryj─ůc si─Ö w g─Östej trawie porastaj─ůcej dzikie pola. Ruszy┼é na nocne ┼éowy.
A Saruman układał plan.

* * *


Nazajutrz obrali nowy kierunek. Czarodziej narzuci┼é szybkie t─Öpo w─Ödr├│wki, nie bacz─ůc wcale na z trudem nad─ů┼╝aj─ůcego za nim, wyra┼║nie utykaj─ůcego niewolnika.
Ich droga prowadzi┼éa Starym Go┼Ťci┼äcem Po┼éudniowym na p├│┼énocny-zach├│d.
Utw├│r pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=36