Przygody to nie dla mnie autor: VanEo
Streszczenie: Co się dzieje, kiedy dwóch młodych hobbitów postanawia iść w ślady słynnych krewniaków...
Kategorie: Shire
Postacie: Eomer, Hobbici, Merry Brandybuck, Pippin Tuk
Gatunek: Humor/Parodia
Ostrzeżenia: Brak
Serie: Brak
Rozdziały: 1 Zakończone: Tak Słów: 2765 Przeczytano: 1064 razy Opublikowano: 2008-10-12 Aktualizacja: 2008-10-12

1. Przygody to nie dla mnie autor: VanEo

Przygody to nie dla mnie autor: VanEo
Notatka autora:
bardziej humor niż parodia, aczkolwiek każdy wyrobi sobie własne zdanie :)

Mat rozejrzał się dokoła. Jak okiem sięgnąć rozciągały się pagórki porośnięte trawą, czasem zaroślami. Tu i ówdzie zdarzało się jakieś drzewo. Dopiero na horyzoncie majaczyła linia granicy lasu. Lasu, w którym podobno drzewa mówiły i poruszały się. Przynajmniej tak opowiadali.Ale przecież Stary Las w Bucklandzie też miał mówić, a jakoś nigdy nie mówił. Bajdy, którymi straszy się małe dzieci. Chłopiec nerwowo popatrzył na niebo. Musiał przyznać, aczkolwiek nie miał na to najmniejszej ochoty - zgubili się.
-Daleko jeszcze ? - doleciało go z tyłu.
Obrócił się. Drugi hobbit, mniej więcej w jego wieku nerwowo rozgrzebywał nogą jakiś kreci kopiec.
-Mówiłeś, że wiesz, gdzie jest trakt.
-Bo wiem - zaperzył się Mat. - Jest ... - rozejrzał się jeszcze raz. - Tam! - wykrzyknął z triumfem, mimo że nie miał najmniejszego pojęcia, gdzie się znajdują.
-Już ci wierzę - Tom podszedł do niego. - Gdyby tam był, to już dawno byśmy doszli. A wiesz chociaż w takim razie, jak wrócić do domu ? Że też dałem się na to namówić. Siedziałbym spokojnie w domu, przy kominku, a tak uganiam się przez dwa dni po pustkowiu, z moim nieodpowiedzialnym kuzynem tylko dlatego, że nagle zachciało mu się zobaczyć Dużych Ludzi.Mało ci ich w Bree ? Musisz mnie ciągnąć na północ ? A poza tym, co za ludzi ty chcesz zobaczyć, że tak ci na tym zależy ? Obłęd.
-Skończyłeś ? - Mat popatrzył na kuzyna. - Widziałeś tę wspaniałą zbroję w Brandy Hallu ? Pochodzi z południa, z dalekiego kraju, gdzie ludzi jeżdżą na wielkich, siwych koniach. Zachowujesz się jak małe dziecko. Jak nie chcesz ich zobaczyć, to wracaj do domu.
-Bardzo chętnie, tylko którędy ?! - wrzasnął Tom. - Jak żyję już szesnaście lat, to nie widziałem większego awanturnika od ciebie, Brandybucku zatracony. Niech cię z tą twoją podróżniczą żyłką. I nie nazywaj mnie małym dzieckiem, jasne ?!!! - rozdarł się kuzynowi praktycznie do ucha.
-O, wielki pan Tuk się odezwał - odciął się Mat dłubiąc w uchu, bo nagle odniósł wrażenie, że lekko przygłuchł. - Ciekawe, co by na to powiedział wuj Peregrin, gdyby... - nie dokończył, bo w tym momencie Tom otworzył szeroko oczy, jakby nie dowierzał temu, co widzi. Mat popatrzył za jego wzrokiem. Zza pagórka wyjechał najpierw jeden, potem drugi jeździec, a za nimi cała kawalkada.
-No, i masz swoich Dużych Ludzi - szepnął młody Brandybuck. - To o nich ci chodziło ?

***

Meriadok zatrzymał kucyka. Popatrzył na ziemię, usiłując coś z niej wyczytać, tak jak uczył go Aragorn. Na próżno. Hobbit potrząsnął głową zrezygnowany. Wyprostował się w siodle i rozejrzał dokoła. Westchnął. W tym momencie podjechał do niego Pippin.
-Nic - Merry popatrzył na przyjaciela. - Nie mam pojęcia, gdzie pojechali.
-Lekcje tropienia na wiele ci się nie zdały - w głosie Peregrina aż zbyt dobrze słychać było ironię. - I w dodatku to twój bratanek wymyślił całą tę eskapadę.
-Ale syn twojego kuzyna za nim poszedł - odciął się Merry.
-Dobrze, nie kłóćmy się. Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Trzeba je tylko znaleźć - Pippin podniósł ręce w obronnym geście.
-Jeśli poszli w stronę traktu, to powinniśmy się kierować tam - Merry odwrócił się na południe - Ale jeśli poszli w stronę Shire, to niestety, musimy ruszyć praktycznie w drugą stronę.
-Pod warunkiem, że rzeczywiście poszli, w jednym z tych dwóch kierunków.
-Ja się załamię - Meriadok chwycił się za głowę w geście całkowitej i ostatecznej rozpaczy. - Czy was, Tuków, nigdzie nie można puścić samych, albo zostawić, żebyście sami podejmowali decyzję ?
-Panie Brandybuck, lepiej zostaw te dywagacje i powiedz mi, gdzie jest mój bratanek.
-Nie wiem i możesz mnie za to wysłać na Wschód - Merry rozłożył ręce. - Po co myśmy ich w ogóle zabierali do tego Bree ?
Dwaj hobbici zamilkli. Mieli nie lada kłopot, z którym nie bardzo potrafili sobie poradzić. Rozejrzeli się po pagórkach. Na oko wszystkie wyglądały identycznie. I to było najgorsze. Byli dwa dni drogi na północ od Bree. Niedaleko stąd zaczynały się kurhany, a Merry'ego do tej pory dreszcz przechodził, kiedy o nich pomyślał.
Wyjął list Mata. Przeczytał go po raz enty, próbując na nowo odnaleźć jakieś wskazówki. Na próżno.

"Drogi wuju Meriadoku
Tom i ja jedziemy szukać przygód, tak jak Ty i wujek Peregrin. Wrócimy za dwa dni.
Mat
P.S.
Nie martwcie się o nas.

P.S.2
Ta zbroja jest naprawdę piękna."

-Jak ich znajdziemy, to jak tu stoję, przełożę obu przez kolano i dam im tak w skórę, że odechce im się przygód na całe życie. I jeszcze mi tu bazgrze o jakiejś zbroi - Merry zmiętosił kartkę w dłoni.
-O jakiej zbroi ? - zainteresował się Pippin.
-Nie wiem. Pewnie o tej, która wisi... - Merry nie dokończył.
Popatrzyli na siebie. Olśniło ich.
-Zbroja. Twoja zbroja z Rohanu - rozpromienił się Pippin, ale zaraz mina mu zrzedła. - Tylko mi nie mów, że pojechali do Rohanu.
-I pisze, że wrócą za dwa dni ? Zastanów się. Użyj tego, co tam masz - Meriadok popukał kuzyna w czoło. - Ale co im przyszło do głowy ?
Peregrin zastanowił się przez chwilę.
-Chyba już wiem.

***

Mat zaczaił się w krzakach z oddali obserwując jak jeźdźcy rozkładają obóz. Zafascynowany śledził ich działania. Nie pomylił się. Żołnierze mieli na sobie identyczne zbroje jak ta, która wisiała u wuja Merry'ego.
-Długo będziemy siedzieć w tych krzakach ? Zimno mi - usłyszał zniecierpliwiony szept Toma.
-Nie poganiaj mnie.
Ludzie tymczasem zdążyli rozstawić namioty i rozpalić ogniska. Słońce powoli kryło się za horyzontem. Jego blask odbijał się w polerowanych kolczugach, błyszczał na grotach włóczni i hełmach. Wiatr niósł zapach koni. Słychać było ich rżenie i strzępki rozmów prowadzonych w dźwięcznej mowie.
-O czym oni mówią ? - zapytał Tom.
-Nie mam pojęcia - Mat położył się na ziemi i podparł brodę dłonią. - Ale bym chciał być taki wysoki - rozmarzył się. - Wtedy mógłbym natłuc każdemu.
-Jak tamten dryblas ? - Tom wskazał na najwyższego mężczyznę, który właśnie pojawił się w polu ich widzenia.
-Na przykład.
-Już to widzę. Zawadzałbyś o wszystkie żyrandole w Brandy Hall. Jak Gandalf w Bag End - zachichotał Tom.
Mat popatrzył na niego pobłażliwie.
-Zazdrośnik.
W tym momencie tuż przed sobą nagle zobaczyli długie nogi w kawaleryjskich oficerkach i skórzanych spodniach widocznych spod długiej kolczugi. Podnieśli głowy do góry. Obcy był naprawdę wysoki, zwłaszcza z ich perspektywy. I z twarzy wyglądał na około dwadzieścia, może dwadzieściakilka lat.
-Długo będziecie kryć się w tych krzakach, przyjaciele hobbici ? - zapytał Westronem, jakiego żaden z nich wcześniej nie słyszał. Chłopak miał idealną dykcję, a słowa wymawiał w jakiś dziwnie szlachetny sposób. - Może wyjdziecie i powiecie, kim jesteście ?
-A ty kim jesteś ? - Mat wstał i przybrał wojowniczą minę.
-Jestem Eothain, przyboczmy Jego Wysokości, króla Rohanu. A wy?
-Mat Brandybuck, a to Tom Tuk - Mat otrzepał ubranie z liści.
W tym momencie jeden z jeźdźców coś krzyknął w ich stronę. Eothain odwrócił się i odpowiedział w tej samej mowie. Potem zwrócił się do hobbitów.
-Brandybuck ? Zatem musisz znać Meriadoka Brandybucka.
-Meriadoka ? - Mat o mało się nie zagotował. - To mój rodzony wuj od strony ojca.
-O co pytał twój towarzysz ? - Tom wtrącił się do rozmowy.
-Czy długo będę rozmawiał z tymi krzakami. Tak więc, macie dwa wyjścia: albo odejdziecie, albo zostaniecie tu na noc. Ponieważ noce tutaj bywają nieprzyjemne, proponowałbym pozostanie, ale decyzja należy do was.
Hobbici popatrzyli po sobie.
-Musimy to przemyśleć - Mat szarpnął kuzyna i odwrócili się w stronę krzaków. - Co o tym myślisz ? - szepnął do niego.
-A co ci podpowiada twój niezawodny zmysł poszukiwacza przygód ? - spytał sarkastycznie Tom.
-Wujek mówił, że oni są mili. I przede wszystkim honorowi. Teoretycznie nic nam z ich strony nie grozi. Nie zjedzą nas przecież.
-Jak wrócimy do domu to za straty moralne, jakich przez ciebie doznałem wisisz mi piwo - zastrzegł się Tom.
-Paskuda - młody Brandybuck odwrócił się do Rohirrima. - Podjęliśmy decyzję i ... nie znalazłoby się tam gdzieś po kocu dla zziębniętych hobbitów ? - zapytał.
Eothain uśmiechnął się szeroko.
-Chodźcie. Mój pan jest bardzo ciekaw, co słychać u jego wiernego giermka-niziołka.
Dwaj hobbici podążyli za nim do obozu.

***

Peregrin pogonił kucyka. Rozglądnął się.
-Skąd wiesz, że akurat tędy będą jechać ? - zapytał Merry'ego, który jechał przed nim.
-Bo to najkrótszy szlak z Annuminas do Bree. A jeśli ich znam, to zatrzymają się tam, jak wszyscy normalni ludzie. Nawet konie z Rohanu nie mogą biec w nieskończoność. Do Bree jest stąd dwa dni drogi, zbliża się wieczór, więc teoretycznie gdzieś tu powinni się rozłożyć.
-Skąd wiedziałeś, że Mat pojechał tropić Rohirrimów ?
-Musiał usłyszeć, jak rozmawialiśmy i zamiast czekać razem z nami w Bree, wybrał się razem z Tomem na wycieczkę. Mam nadzieję, że nic im nie jest. I po co ja mu opowiadałem o Rohanie ? Dobrze, że nie wybrał się do Edoras. Dobrze, że król jedzie z, a nie do Annuminas. Jakby mi jeszcze przyszło pędzić za tymi smarkaczami nad samo jezioro Nenuial, to chyba obdarłbym ich własnoręcznie ze skóry.
Pippin popatrzył na przyjaciela. Nigdy nie słyszał z jego ust takich słów. Nawet po Wojnie. A od tej minęło już prawie cztery lata.
-Może lepiej jedźmy dalej - zaproponował.

***

Hobbici szli przez obóz Rohirrimów rozglądajac się dokoła. Zielone namioty, piękne, siwe konie, to wszystko było tak wielkie i tak niesamowite, że aż zapierało im dech. Dopiero teraz Mat zrozumiał, dlaczego wuj Merry zawsze mówił o Rohirrimach z takim szacunkiem i podziwem. Dla niego - hobbita wychowanego z dala od wojen, broni i wojowników obóz Jeźdźców był niczym sen, czarowny i groźny jednocześnie. Patrzyli na to wszystko, chłonąc każdy szczegół. Widzieli przyjazne, a czasem lekko rozbawione uśmiechy jasnowłosych ludzi. Z drugiej strony nie potrafili nie zauważyć ich broni - długich mieczy w pięknie zdobionych pochwach i włóczni wbitych w ziemię. W pewnym momencie Eothain przystanął. Nie zauważyli tego i wpadli na jego nogi. Popatrzyli zaskoczeni do góry. Rohirrim stał przed jednym z namiotów, odsunął płachtę i powiedział coś w swojej mowie. Ze środka dobiegł czyjś głos odpowiadajacy w tym samym języku. Żołnierz wszedł do środka, a hobbici niezdecydowani zostali na swoich miejscach. Popatrzyli po sobie.
-No co ? Nie wejdziecie ? - Eothain wychylił się z namiotu.
Mat przełknał nerwowo ślinę.
-A do kogo idziemy ? - zapytał.
-Jak to do kogo ? - zdziwił się żołnierz. - Do mojego pana. Do króla Eomera.
-Króla ?! - wykrzyknęli jednocześnie Tom i Mat.
-Nie powiedziałeś, że będzie tu ich król - Tom nerwowo złapał Mata za ramię.- Dwa piwa!
-Nie powiedziałem, bo nie wiedziałem - Mat zbladł. - Myślałem...
-Cóż takiego myślałeś, młody przyjacielu ? - obok Eothaina stanął drugi mężczyzna.
Obu hobbitom opadły szczęki z wrażenia. Był jeszcze wyższy od Eothaina. Jasne włosy opadały mu na ramiona niesfornymi kędziorami, w zielonych oczach lśniło rozbawienie.
-Może zamiast stać tu, wejdziecie do środka ? - odsunął się robiąc im przejście.
-Ty pierwszy, wielki poszukiwaczu - szepnął Tom do ucha kuzyna.
-Dlaczego ja ? - oburzył się Mat.
-Eothainie, może wyjaśnisz im, że nie gryzę - król popatrzył na swojego przybocznego. - Może gdy ty im to powiesz, uwierzą i przestaną się zachowywać jak małe dzieci. - Odwrócił się i zniknął w namiocie.
Tom zawrzał. Jednym ruchem odsunął zdębiałego Mata i zamaszystym krokiem wkroczył do namiotu. Stanął przed Eomerem, oparł ręce na biodrach i przybrał swoją najgroźniejszą minę, której tak bało się jego młodsze rodzeństwo. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się zreflektował. Eomer popatrzył na niego pytająco.
-Chciałeś coś powiedzieć ? - zapytał uprzejmie.
-Serdecznie witamy w Bree - wydukał hobbit.
W tym momencie do namiotu wpadł Mat, a za nim wszedł Eothain. Kiedy młody Brandybuck zobaczył, że jego kuzyn nie narobił sobie kłopotów, odetchnął z ulgą.

***

-Nareszcie - westchnął Merry.
Na horyzoncie migotały ogniska obozu. Pogonili kuce w tamtą stronę. Po kilku chwilach dotarli do kręgu namiotów. Strażnik zagrodził im drogę.
-Kto idzie ? - krzyknął w Westronie.
-Mistrz Holdwine, podczaszy Meduseld - odpowiedział Meriadok w mowie Rohirrimów.
-Nie mówiłeś, że znasz język Rohanu - Pippin popatrzył na niego zdumiony.
-Bo nie znam. To najdłuższe zdanie, jakie umiem wypowiedzieć w tej mowie - Merry skrzywił się zabawnie.
-Mamy tu dziś prawdziwy wysyp hobbitów - stwierdził żołnierz z uśmiechem, wpuszczajac ich do obozu.
-Czy przypadkiem nie przechodziło tędy dwóch młodych hobbitów? Mniej więcej cztery stopy wzrostu, jeden miał ciemnoblond, a drugi kasztanowe włosy. Obaj trochę męczący. Jeden nie cierpi, gdy nazywać go dzieckiem - Pippin popatrzył na Rohirrima.
-Nie tylko przechodziło, ale i nawet się tu zatrzymało - rozległ się drugi głos.
-Wasza Wysokość - Merry skłonił się. - Spodziewaliśmy się spotkać was za dwa dni w Bree. Przepraszam, jeśli tych dwóch narobiło kłopotów. To rozpuszczone dzieciaki, które mają pstro w głowach.
-Nie narobili kłopotów, ale zamieszanie jakie powstało z ich powodu wśród moich żołnierzy można porównać tylko z tym, które wywołaliście wy swoim przybyciem na mój ślub - uśmiechnął się Eomer. - Chodźcie.
-Jak się miewa królowa Lothiriel ? - zapytał Pippin.
-Doskonale. A przy okazji zapraszam na chrzciny.
-Gratulujemy. Chłopiec, czy dziewczynka ?
-Chłopiec.

Mat przysunął dłonie do ognia. Pogrążył się w kontemplacji błogiego ciepełka, gdy nagle usłyszał za sobą znajomy głos.
-Gdzie wy się szlajacie, powsinogi zatracone ?!
Popatrzył na Toma. Obaj nerwowo przełknęli ślinę. Młody Tuk popatrzył błagalnie na kuzyna."Zrób coś" - mówiło jego spojrzenie. Lśniła w nim nadzieja, że Mat jakoś ułagodzi swojego wuja. Prysła, kiedy rozległ się głos Pippina.
-Za tą eskapadę należy wam się lanie - stwierdził.
-Trzy piwa - powiedział ponuro Tom.
Mat skulił się w sobie. Jak na jeden raz, miał aż nadto wrażeń.
"Przygody to nie dla mnie" - stwierdził w duchu.
Utwór pochodzi ze strony http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=218